Chapter 27.

2.4K 214 125
                                              

„Chcesz to milcz.
Milczenie złotem jest, ja wiem.
Nie mam nic.
Ciszy nie potrafię znieść."

12 listopada 2016


— Chcesz mi powiedzieć, że nadal jesteś na mnie zła i dlatego mi odmawiasz? — mój brat sceptycznie uniósł swoją brew i zmierzył mnie niezbyt zrozumiałym spojrzeniem, które wyrażało całkiem sporo.

Naprawdę szukał we mnie odpowiedzi i jednocześnie złościł się, ponieważ z moich ust nie padły słowa, które chciał usłyszeć. Nie żeby Chrysander był typem osoby, która nie potrafiła zrozumieć, że ktoś się z nim nie zgadzał, ale zdecydowanie był już osobą, która kochała, gdy wszystko układało się po jej myśli, i za wszelką cenę do tego dążył. Mimo to, nie mogłam twierdzić, że dążył do celu po trupach, w tym specjalizował się jednak tylko jego ojciec.

— Nie bądź śmieszny...

— Więc, chodź ze mną — przerwał mi, nie słuchając nawet tego, co takiego miałam do powiedzenia i podniósł się z kanapy, by móc podejść do mnie.

Przykucnął przede mną i uśmiechnął się do mnie w swój charakterystyczny, łobuzerski sposób, który najpewniej miał przekonać mnie do jego racji. Kłamałabym, gdybym mówiła, że byłam całkowicie odporna na jego urok, ale na szczęście, będąc jego siostrą, nie reagowałam, jak większość przedstawicielek mojego gatunku.

— San, nie słuchasz mnie! — upomniałam go, wywracając oczami, starając się zignorować głos w mojej głowie, który sugerował mi, że jednak mogłam się zgodzić, że to wcale nie byłoby takie głupie.

— Sam, to ty nie słuchasz mnie! — odciął się i gwałtownie podniósł z klęczek, by móc zmierzyć mnie kolejnym, nieco bardziej rozgniewanym spojrzeniem. — Proszę cię o przysługę, co zdarza mi się naprawdę rzadko, a ty tak po prostu mówisz nie, bez powodu — zauważył z niezbyt tęgą miną i wyrzucił ręce do góry, jakby szukał pomocy, gdzieś tam, w niebiosach, ponieważ nie miał już do mnie siły.

— Nie mam ochoty brać udziału w czymś takim. Nie nadaję się na aktorkę, modelkę, czy kogokolwiek wy tam potrzebujecie — przyznałam i podniosłam się z fotela, w którym siedziałam, by wyminąc kanapę i dotrzeć do okna.

Stanęłam tuż przed nim i objęłam się dłońmi, by móc dłuższą chwilę wpatrywać się w panoramę miasta, widoczną za oknem. Westchnęłam ciężko, ponieważ cisza, która trwała pomiędzy nami, nie była przyjemna. Przekręciłam głowę i zerknęłam na blondyna, który stał na środku salonu i po prostu mi się przyglądał. Tym razem nie był już rozzłoszczony, raczej zasmucony.

— Wyjaśnij mi, dlaczego tak źle się oceniasz? — poprosił cicho i wsunął dłonie do kieszeni swoich spodni, co było najpewniej sposobem na to, by nie udusić mnie.

Dobrze kamuflował swoje emocje, ale mimo to wiedziałam, że był zły.

— Weź, to nie chodzi o poziom mojej samooceny, a o fakty. Jest całe mnóstwo piękniejszych i bardziej nadających się do tego kobiet. Nie rozumiem, dlaczego prosisz mnie — wyjaśniłam, wzruszając lekko, wręcz nonszalancko ramionami, nawet jeśli wcale nie czułam się zbyt pewnie w tym momencie.

Taksujące spojrzenie jasnowłosego nie było czymś, z czym łatwo było się mierzyć, ale nie miałam innego wyjścia.

— Ponieważ jesteś moją siostrą. Ponieważ uważam, że jesteś najlepszym z możliwych wyborów. Ponieważ jesteś piękna, naprawdę muszę wymieniać dalej? — zapytał, mrużąc lekko oczy, nieco baczniej mi się przyglądając.

Your movePrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz