13. Wystarczy jedna sekunda.

2.6K 276 45

Chloe Craig

Załkałam gorzko wtulając twarz w puchową poduszkę. Moje ciało trzęsie się z emocji, co uniemozliwia mi normalne funkcjonowanie. I tak jest każdego ranka od sześciu dni. Nie miałam pojęcia, że on wywoła u mnie taki stan. Jasne, że serce bije ci szybciej, kiedy spotykasz ukochaną osobę, ale to... ja nawet nie wiem, jak to nazwać.
Nathan jest jeszcze w szpitalu, na obserwacji, a Sarah praktycznie mieszka u moich rodziców. Czuję się z tym okropnie, ale teraz na prawdę nie czuję się na siłach, żeby brać na siebie odpowiedzialność za małą dziewczynkę. Moja mama jest potwornie szczęśliwa, że moźe spędzić tyle czasu że swoją ukochaną wnuczką, a ja dzięki temu mam czas na zebranie się do kupy.
Olivia, jedna z pielęgniarek uśmiecha się do mnie serdecznie, kiedy wchodzę do szpitala. Taty nie ma dzisiaj w pracy, ale jestem spokojna o Nathana, bo w tym szpitalu pracują na prawdę znakomici ludzie, więc mój synek jest w dobrych rękach.
Idę do pokoiku Nathana, po drodze witajac się z innymi pracownikami, których bardzo dobrze znam.
Wchodzę do sali z pełnym przekonaniem, że jak każdego ranka przywitał mnie mój uśmiechnięty, nie wiadomo z jakiego powodu, syn.
Jestem bardzo zaskoczona, kiedy zastaje jedynie rozwalone łóżko i porozrzucane zabawki, ale ani śladu Nathana. Wzdycham z rezygnacją rozglądając się dookoła w poszukiwaniu pielęgniarki. Gdzie one się podziały? Przed chwilą było ich tutaj ze cztery.
Wracam do recepcji, gdzie Olivia segreguje karty pacjentów.
-Nie wiesz może, gdzie podział się Nathan? Nie ma go w sali i...
-Jest na świetlicy. -Mówi z uśmiechem, wkładając karty do odpowiedniej przedziałki w szufladzie. -To takie fajne dziecko. -Wzdycha rozmarzona. -Sama chętnie pobawiłabym się w mamuśkę.
-Co stoi na przeszkodzie? -Dopytuję, układając brodę na dłoniach.
-Wiesz, do tego potrzebny jest mężczyzna. -Wnioskuje. - I tu już nawet nie chodzi o plemniki, ale o jego wsparcie. Co mi po tym, że będę miała dziecko skoro będzie się ono wychowywało w niepełnej rodzinie? -Wzdycha, przygryzając dolną wargę. -Ja wychowywałam się w domu dziecka, nie mogę powiedzieć, że było mi tam źle, ale czasami brakowało mi tych dwóch najważniejszych osób. -Wyznaje. -Nie będę Ci już zawracać głowy. Leć do Nathana, bo od samego rana czeka na Ciebie. Ma dzisiaj wyjątkowo dobry humor.
-Dziękuje- Uśmiecham się do niej z wdzięcznością i kieruje się do świetlicy, w której często bawią się dzieciaki.
Po drodze ściagam szalik i kurtkę, żeby bez poroblemu móc porwać Nathana w ramiona. Niby widzę się z nim codziennie, ale tęsknie tak, jakbym nie widziała go przez całe miesiące. Co ja zrobię, kiedy on dorośnie i się wyprowadzi? A nie oszukujmy się, czas leci nieubłaganie. Jeszcze niedawno byłam w pierwszej ciąży, a teraz mam już pięcioletniego synka i młodszą córeczkę. To niesamowite, oni są całym moim światem i kocham ich najbardziej na świecie, ale... Wciąż czuję pustkę.
Popucham drzwi i wchodzę do średka, ale zatrzymuje się w pół kroku, kiedy dostrzegam, że mój synek nie jest tam sam. Zasycha mi w gardle, kiedy widzę, że mężczyzną, który siedzi obok niego jest Justin. Siedzi do mnie tyłem, więc nie jest w stanie mnie zobaczyć. Cieszy mnie to, bo w dalszym ciągu nie wiem, co miała bym mu powiedzieć.
Wycofuje się zanim jeszcze Nathan mnie dostrzega. Przez chwilę zastanawiam się, co powinna teraz zrobić.
-Olivia, czy mogła byś zabrać stamtąd mojego syna i przyprowadzić go do mnie?- Pytam niepewnie, obgryzając skórki przy paznokciach ze stresu.
-Nie możesz zrobić tego sama?- Pyta, marszcząc brwi.
-Mogę, ale... Zrobisz to dla mnie?- Powtarzam, patrząc na nią błagalnie. -To ciężka sytuacja.
-Skoro tak bardzo Ci na tym zależy- Wzrusza ramionami, a chwilę później znika za drzwiami.
Ja sama jak ostatnia kretynka podchodze bliżej, żeby wszystko dobrze słyszeć, ale pamiętam o tym, że nie mogę zostać zauważona.
-Cześć małuchu- Mówi Olivia, głaszcząc główkę chłopca. -Pójdziesz teraz ze mną, dobrze?
-Co się dzieje? - Wtrąca się Justin, wyraźnie zaskoczony tym, że ktoś próbuje odciągnąć od niego Nathana.
-Wszystko w porządku, po prostu muszę zabrać Nathana, proszę się nie martwić. -Mówi łagodnie, kładąc dłoń na ramieniu bruneta.
-Gdzie idziemy?- Pyta chłopiec, podając rączkę pielęgniarce.
-Mamusia czeka na Ciebie w sali, kochanie- tłumaczy, prowadząc go w moim kierunku.
-Ona tutaj jest?- Justin zrwa się z miejsca i łapie Olivię za przedramię, żeby ją zatrzymać.
Czuję ukłucie w sercu, kiedy nawet nie wypowiada mojego imienia. Co się z nim stało przez te cztery lata? Myślałam, że to wciąż mój Justin, ale...
Twój Justin? Czy ty przypadkiem nie chciałaś ruszyć do przodu? Zdecyduj się, dziewczyno.
-Chloe nie chciała, żeby pan...
-Nie obchodzi mnie, czego ona chce. -Powtarza szorstko- Nathan jest również moim synem i mam do niego takie same prawa, jak Chloe. -
powiedział mu? Powiedział, że jest jego ojcem? Nie wierzę, kurwa. Jak można być takim idiotą? Przecież to pięcioletnie dziecko, on tego nie zrozumie.
Jednak sposób w jaki wypowiada moje imię sprawia, że kolana mi się uginają. Jedno na pewno się nie zmieniło.
Jego głos. Tak samo głęboki, barwny i intrygujący jak przed laty.
-Przepraszam, ale...
-Został go. Kiedy skończymy sam dopilnuję, żeby wrócił do Chloe bezpiecznie. -Nakazuje, przyciągając chłopca do siebie.
Wystarcza jedna sekunda nieuwagi, a nasze spojrzenia krzyżują się na krótką chwilę.
I w tym momencie mam ochotę zapaść się pod ziemie, zniknąć, wyparować. Nie wiem, wszystko na raz. Ważne, żebym nie musiała znosić jego spojrzenie, bo to sprawia, że widzę, jak bardzo w tym momencie mną gardzi.


Addicted to herPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!