Bajzel dla jednej błyskotki.

31 1 0


Nareszcie na swoim piętrze. Od lat, za każdym razem, gdy wracam zmęczona do domu pierwsza myśl, jaka pojawia się w mojej głowie, brzmi: „Dlaczego, do jasnej cholery, mieszkam aż na drugim piętrze?". I wtedy pojawiają się kolejne myśli: „Głupia, to przecież lepsze, niż mieszkanie na parterze. Jeśli ktoś się włamie, to włamie się do mieszkania na najniższym piętrze, a nie na drugim. Czy jakiemuś złodziejowi chciałoby się wspinać aż tak wysoko, żeby zgarnąć nasz telewizor, czy moją starą konsolę?". W przerwie na przekręcenie klucza w zamku, krystalizują się jeszcze inne myśli: „A, co z powodzią? Jak zaleje nasz blok, to kto będzie miał sucho i ciepło? Ja i moja rodzina. Mieszkając na drugim piętrze, jesteśmy bezpieczni. No, chyba, że nagle będzie drugi potop biblijny, wtedy mógłby być wyjątek.."; „Co innego, gdy wybuchnie pożar. Wtedy jestem w bagnie. Mam skakać z drugiego piętra? W snach robię to regularnie, a po wszystkim wstaję, otrzepuję się i idę dalej, ale.. w rzeczywistości? Taki skok na bank nie skończy się tylko ubrudzeniem od piachu.."

Mniejsza. Kot jak zwykle czeka na mnie w progu. Wita mnie głośnym, wręcz żałosnym „Miau!", ociera się raz i drugi o moje nogi, a potem krokiem modela oddala się do dalszych partii domu. Zamykam drzwi, rzucam siatki na podłogę i już chcę ściągać buty, gdy widzę leżący na dywanie rozbity klosz od przedpokojowej lampy. Klosz. Rozbity klosz. Leży sobie na środku przejścia, jakby to było w stu procentach normalne. Mało brakuje do tego, żeby spojrzał na mnie i powiedział tonem oburzonego dyplomaty: „No i na co się gapisz? Znudziło mi się wiszenie pod sufitem, chyba mam prawo do jakichś standardów!". Mijam rozbite szkło i wchodzę do korytarza. Tam zastaję jeszcze dziwniejszy widok. Po podłodze walają się jakiś wyciągnięte ze schowka szmaty, a pomiędzy nimi odznaczają się ślady czyichś brudnych buciorów. No, jasny gwint! Przecież wczoraj tu sprzątałam. A tak na marginesie, gdzie są wszyscy? O tej godzinie powinni być w domu. Rozglądam się powierzchownie i widzę jeszcze większy bałagan. Otwarte szafki i szuflady, jakieś drobiazgi porozrzucane na dywanach i wszędzie te ślady butów. Pierwsza myśl: Złodziej. Jak nic. Czyli moja „teoria drugiego piętra" zawiodła. Czy raczej, została obalona przez jakiegoś bałaganiarza z brudnymi butami. Druga myśl: Czy on nadal tu jest? Jeśli tak, to powinnam rozejrzeć się za jakąś bronią. Kolejna myśl: Patelnia. Podobno to najlepsza broń samotnej kobiety. „Samotna kobieta" – ale wymyśliłaś. Przy łóżku mam atrapę miecza. Może zda lepszy rezultat?

Wtedy rozlega się stukot. Rozpoznaję ten dźwięk. Ktoś buszuje w mojej szafie. W szafie, w moim pokoju. O nie, niedoczekanie. Nie wiem, czyje, ale jak dorwę delikwenta, który ośmielił się bezcześcić moje osobiste królestwo, to się trzy razy przeżegna. Nawet, jeśli nie jest katolikiem.

Wolnym krokiem wycofuję się do kuchni. Prawie potykam się o wywrócony taboret, ale docieram do szafki, gdzie są garnki i patelnie. Kot idzie za mną. Chwała Bogu, że choć raz wykazał się mądrością i nie poszedł tam, gdzie ten „miłośnik sprzątania". Cholera wie, co to za człowiek? Większość bandytów, włamujących się do domu pozbywa się hałasujących i uciążliwych zwierząt, które mogłyby albo zrobić im krzywdę, albo narobić zdradliwego hałasu. Najciszej, jak umiem wyciągam z szafki najcięższą patelnię i przesuwam się z powrotem do korytarza. Znów stukot. Tym razem drzwiczek od mniejszej komody. Niech tylko spróbuje dotknąć moich zeszytów, albo książek, to ta patelnia wyląduje w innym miejscu, niż jego głowa. Mój kot nadal za mną podąża. Aż dziwne, że nigdzie się nie schował. Zazwyczaj na widok obcych ludzi od razu ucieka w jakiś kąt.

Docieram do progu swojego pokoju akurat w momencie, gdy obcy facet wyciąga rękę w stronę rzeczy na półce, najwyraźniej z zamiarem zrzucenia ich.

-Wara od moich rzeczy!- krzyczę, unosząc patelnię nad głowę. Mężczyzna patrzy na mnie, jakbym wykrzyczała klątwę po hebrajsku, a potem ściąga kaptur i zsuwa kominiarkę z twarzy. Moim oczom ukazuje się blondwłosy Adonis, którego rysy twarzy są niemal tak idealne, jakby narodziły się pod dłutem Michała Anioła. Uśmiecha się. Uśmiech ma jaśniejszy od słońca, a jego oczy mają błękitną barwę karaibskiego morza. Boże. O. Mój. Boże.

Ty ostatnia kretynko. Co z tego, że to najprzystojniejsze stworzenie, jakie w życiu widziałaś? Włamał ci się do domu, porozrzucał wszystko, co było w domu i jeszcze bezczelnie się do ciebie uśmiecha. No właśnie... o Chryste, ale on miał cudny uśmiech. Otrząśnij się, dziewczyno!

-Pardon..- nieznajomy puszcza mi oko i dotyka krawędzi patelni, opuszczając ją w dół. Szlag. Francuz? Nie lubię Francuzów. Ujmuje w palce moją dłoń i bez precedensu unosi ją do ust i całuje. Cofam gwałtownie rękę. Lowelas. Francuski lowelas. Fuj.

Obrzucam go krytycznym spojrzeniem. Nie widzę przy nim żadnej broni. No.. poza zgrabnym tyłkiem, którym zapewne potrafił bosko wywijać na parkiecie. Ze zdziwieniem stwierdzam też, że nie ma wypchanych fantami kieszeni. Przez wzgląd na jego anielską buźkę, jestem gotowa co nieco mu odpuścić.

-Nie wezwę policji, jeśli teraz po prostu wyjdziesz i nie wrócisz..- mówię w miarę spokojnie. Uśmiecha się serdecznie, jakbym powiedziała jakiś kiepski tekst na podryw, a potem kłania się, niczym wieloletni lokaj i najzwyczajniej w świecie kieruje się do wyjścia. Odprowadzam go wzrokiem aż do drzwi. Na odchodne rzuca mi tylko tajemnicze spojrzenie, salutuje mi, a następnie wychodzi, cicho zamykając za sobą drzwi.

Co za bezsensowna sytuacja. Rozglądam się po pokoju, który tonie w pojęciu „bałagan" i zaczynam się zastanawiać, czy uda mi się to ogarnąć nim wróci mama. Cudownie. Wszystko przez jakiegoś francuskiego złodziejaszka. Ze zdenerwowania zaczynam się bawić palcami i nagle orientuję się, że czegoś mi brakuje. Patrzę na swoją dłoń i widzę, że na moim serdecznym palcu nie znajduje się złoty pierścionek, który dostałam na swoje osiemnaste urodziny.

Niech go szlag jasny, a najlepiej piorun trafi.

Zabrał go. Ukradł, znaczy się. Mój ukochany pierścionek. A jednak ma cwaniak dryg do kradzieży. Obrócił mi w bajzel cały dom dla jednej błyskotki? A może przez to, że go nakryłam i nie zdążył zabrać niczego więcej, uznał to za ciekawą nagrodę pocieszenia?

Mniejsza.

Nie lubię Francuzów.

Bajzel dla jednej błyskotki.Where stories live. Discover now