Odwiedziny

93 2 0
                                        


¡Ay! Esta imagen no sigue nuestras pautas de contenido. Para continuar la publicación, intente quitarla o subir otra.


Nazywam się Amelia. Mijając mnie na ulicy, nie zwróciłbyś byś na mnie uwagi. Wyglądałam zwyczajnie. Niczym nie wyróżniałam się w tłumie. Przeszedłbyś obok mnie zagłębiony we własnych myślach. Szkoła lub praca, ludzie, którym chcesz zaimponować, przypodobać się im aby uzyskać aprobatę. Życie polega na zarabianiu, wydawaniu, spędzaniu czasu z kimś kogoś uważasz za przyjaciół. Przejmujesz się wszystkim zaczynając od rozlanej kawy w kuchni z rana a skończywszy na wojnach kilkaset tysięcy kilometrów dalej. Nie wiesz jak bardzo to, co myślisz teraz, to co robisz teraz i to nad czym zamartwiasz się teraz jest nieistotne. Nic nie jest wieczne. Każdy problem, każda myśl i każde wspomnienie w końcu przepadnie. I co potem ? Istnienie w tym przyziemnym świecie pochłania cię w stu procentach. Żałosne. Wszystko zaczyna się na sam koniec. Nazywam się Amelia, i wiem więcej. 

Kolejny leniwy lipcowy poranek jak zwykle powitałam na cmentarzu. Chadzałam tam codziennie wieczorem, czasami zapominając się na tyle, że nie zauważałam pierwszych oznak poranka. Powinnam grzecznie leżeć w łóżku zanim mama wstanie. Nie wiem czy zrozumiałaby co jej już prawie dorosła córka wyprawia co noc. Zamknęłam książkę i podniosłam się ciężko z ławki. Usłyszałam pomruki niezadowolenia. Jak zawsze. Skrzywiłam się. Oni chcieliby abym tu zamieszkała. Nie. Jeszcze nie teraz.

- Poczytaj mi jeszcze, proszę.

Spojrzałam w oczy dziesięcioletniej Marty. Uśmiechała się przymilnie wygładzając swoją sukienkę na kolanach. Gdyby to ode mnie zależało... Przeczytałabym całą tej małej kruszynce. Niestety czekały rzeczy dla mnie mniej, jednak dla innych bardziej istotne, to znaczy przygotowanie się do Końca. Każdy to robi, więc i ja powinnam.

- Wrócę wieczorem i poczytam. - Obiecałam.

- Marta, znajdź sobie może jakieś inne zajęcie. - Poparła mnie pani Saska.

Kiwnęłam jej głową na znak, że dziękuje. Nie było mi łatwo odmawiać.

- Następna książka mogłaby być o wojnie - Rozmarzył się Marek.

- Myślałam, że masz już dość wojny - odburknęła Pani Saska.

- To, że na niej umarłem nie oznacza, że mam jej dość !

Tak. Czytałam na cmentarzu duchom. Nie mieli zbyt wielu zajęć, chciałam im jakoś urozmaicić czekanie na Dalej. Szczególnie gdy miałam wakacje. Mieli tylko mnie. Z tego co wiem, mało jest ludzi, którzy widzą i mogą rozmawiać z umarłymi. Kiedyś nazywało się nas Przewodnikami dusz. Pomagaliśmy zagubionym iść Dalej. Niektórzy nie chcieli, inni nie mogli. To właśnie tym drugim należała się pomoc. Czasem się jednak nie dało. Marta na przykład czeka na mamę. Pani Saska pilnuje męża, czy aby na pewno nie szuka drugiej żony tak jak obiecał a Marek... Jemu tu się podoba. Po cichu domyślam się, że Dalej czeka na niego, Marysieńka, narzeczona, której obiecał powrót z frontu.

- Dobra dobra żołnierzyku, mógłbyś się chodź raz inaczej.. rozerwać.

Burknął ktoś zza nagrobka.

- Tak, żartuj sobie żartuj !

Marek zginął od wybuchu granatu. Korzystając z odpowiedniej chwili ulotniłam się. 

Przewodniczka duszDonde viven las historias. Descúbrelo ahora