Chapter 23.

2.5K 243 67
                                              

„I knew I loved you then,
But you'd never know."

1 listopada 2016


Wygięłam leniwie kącik ust do góry i wpatrywałam się w scenę, która właśnie rozgrywała się przed moimi oczami. Niezmiennie od kilku lat, możliwe, że i kilkunastu wyglądało to tak samo, a mnie nadal bawiło.

Babcia dyrygowała tatą, dając mu miliardy wskazówek, chociaż bardziej przypominało to wyliczanie punktów instrukcji, gdy mężczyzna potakiwał potulnie głową, dla świętego spokoju.

Oczywiście, rozumiałam postępowanie taty. Sama często wolałam odpuścić i pomilczeć, jak narazić się na kolejną godzinną pogadankę staruszki, która miała na celu uświadomić mi, jak karygodny był mój sposób postępowania albo i tylko myślenia.

Mimo to nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu, który wkradał się na moje wargi. Starsza energicznie gestykulowała rękoma, sprawiając tym samym, że i jej trwałe loki potakiwały w takt jej ruchów, co dawało niesamowicie zabawny efekt. Tak samo to, że strofowała właśnie własnego syna, ponieważ dzisiejszego popołudnia w domu, miał pojawić się cały tłum ludzi, a my nadal nie byliśmy gotowi.

A może to jednak chodziło o ten bigos, który gotował się na blasze? No tak, zapomniałam wspomnieć. Dzisiejszego poranka zjawiliśmy się u babci, jak co roku, w dniu tego święta i uznaliśmy, że pomożemy jej. Ona oczywiście początkowo uznała, że żadna pomoc nie jest jej potrzebna, a na ostatnią chwilę przypomniała sobie, że jednak się myliła. Jak, co roku. Ale to nie było ważne. Zresztą, nigdy nikt nie narzekał, chociaż rodzinną tradycją było to, że po kilku godzinach spędzonych nad grobami najbliższych, wszyscy odwiedzaliśmy babcię i rozmawialiśmy. Jeden z powodów i sposobów na zjazd rodzinny.

— Babciu, nie mamy czasu, naprawdę, za piętnaście minut powinnyśmy być w kościele — zauważyłam, postanawiając się w końcu wtrącić.

Tata posłał mi spojrzenie pełne wdzięczności, natomiast staruszka zmarszczyła brwi i zdecydowała się spojrzeć na zegarek, by upewnić się, czy oby na pewno jej nie okłamuję.

— Dwadzieścia, malutka, dwadzieścia, ale tak, ubierajmy się — odparła, machając dłonią, jakby bagatelizowała to, że ostatnie pół godziny spędziła na pouczaniu własnego syna i odwróciła się, by móc skierować się do pokoju, w celu odnalezienia swojego ubrania wierzchniego.

— Tradycyjnie — skomentowałam z rozbawieniem.

— Pójdę sprawdzić, czy wszystko jest w bagażniku i poczekam w samochodzie —oświadczył mężczyzna i ucałował moją skroń, by po chwili oddalić się.

Uśmiechnęłam się do niego, przytakując mu lekkim ruchem głowy i sama sięgnęłam po swój czarny płaszczyk. Ubrałam go na siebie i wzięłam szalik w kratkę, by móc nim owinąć szyję.

Nie było jakoś przesadnie zimno, ale mimo wszystko pogoda nas nie rozpieszczała. Podeszłam do lustra, by ocenić własny wygląd i uśmiechnęłam się sama do siebie.

Włosy lekkimi falami spływały wokół mojej twarzy, a i makijaż był naprawdę delikatny, właściwie jedyne, co rzucało się w oczy, to moja wiśniowa szminka.

Poprawiłam włosy i zerknęłam na zegarek, miałyśmy nieco czasu na dotarcie do kościoła, na uroczystość.
Byłam do tego przyzwyczajona, od dziecka, co roku brałam w niej udział. I zawsze była nasza trójka, tata, babcia i ja. A potem odwiedzaliśmy groby naszych bliskich. Ciotek, dziadków, kuzynów i całej reszty. I czas leciał tak długo, aż w końcu pierwsze osoby decydowały się pytać o możliwość odwiedzin u babci Basi. I tak się zaczynało, nagle dwadzieścia osób postanawiało, że to świetny pomysł. I co roku, niby to było bardzo spontaniczne, a i tak staruszka była przygotowana na cały ten tłum. Gotowała, piekła ciasta i robiła zapasy, by niczego nie zabrakło.

Your movePrzysta艅 dla opowiada艅. Odkryj teraz