II

12.3K 993 56
                                    


   Dziewczynie szybko udało wyłapać się parę spotkań i postawić krok w tym świecie. Najbardziej przerażała ją jednak jej własna obojętność wobec całej sytuacji. Chyba tak bardzo przywykła do swojego nędznego życia, że to wszystko nie wzbudziło w niej większych obaw. Powtarzała sobie, że to tylko kilka spotkań i zacznie żyć z czystą kartą. Przecież to tylko seks, za pieniądze, czy za darmo, wciąż to tylko głupi stosunek seksualny, do którego ona sama nie przywiązuje większej wagi, w porównaniu do tych wszystkich głupich dewotek. 

   Choć Camila przygotowała się na drani, nie sądziła, że pierwszy z nich przejdzie jej oczekiwania. Wydawało jej się, że zaraz rzuci się na nią i spróbuje przelecieć w tej zatłoczonej restauracji. To nie tak, że nie był atrakcyjny. Brązowooka mogła stwierdzić, że jest przystojny, lecz odpychała ją arogancja mężczyzny. Sypał tylko ustalonymi przez siebie zasadami i tym, co chciałby od niej dostać w zamian, nie interesując się warunkami brązowookiej. Czasem wspomniał coś o pieniądzach, lecz nawet myśl o nich, nie zachęciła ją do umówienia się z tym nadętym dupkiem. Wiedziała, że oficjalnie stała się dziwką, lecz kto powiedział, że nie należy mieć szacunku do dziwek? Camila była inteligentna, ładna i przebiegła, a przede wszystkim znała swoją wartość.
   Przez moment zastanawiała się, czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby okradnięcie go. Jadła obiad, który dla niej zamówił i rozmyślała, co powinna zrobić dalej. W końcu oznajmiła mu, że idzie do toalety, a potem poprosiła portiera o swój płaszcz i szybko uciekła z tego miejsca. Jedynym plusem tego popołudnia okazał się być przyzwoity posiłek dopełniony drogim winem, za który nie musiała zapłacić.

   Następnego dnia zdecydowała się na kolejne spotkanie. Ten mężczyzna okazał się być znacznie milszy i przede wszystkim bardziej kulturalny. Choć towarzyszyło jej uczucie, że od niego również powinna uciec, nie mogła zwlekać, zwłaszcza, gdy brakowało jej pieniędzy na rachunki, które zimą robiły się wyższe. 

   - Nie przeszkadzałoby ci mieszkanie w moim domu? - zapytał, uważnie ją obserwując. Oczywiście, że jej by to przeszkadzało. Nie mogłaby czytać, ani się uczyć, bo musiałaby znosić jego obecność, która była niekomfortowa. Nie wyobrażała sobie siebie, żyjącej w mieszkaniu z obcym facetem, który w dodatku będzie mógł ją dotykać kiedy tylko zechce. 

   - Myślę, że na razie ograniczyłabym się do pojedynczych wizyt - stwierdziła widząc jak mężczyzna robi się coraz bardziej zdesperowany by ją posiadać. 

   - Zapłaciłbym ci więcej. Mam dużo pieniędzy. Mógłbym ci je dać nawet tutaj.

    Otworzył swój portfel, a Camila ujrzała banknoty o wielkich nominałach i to w grubych plikach. Zatkało ją. Kto normalny nosi przy sobie taką sumę pieniędzy? Popatrzyła zdezorientowana na mężczyznę i już nie czuła w sobie takiej pewności. Choć pragnęła tego tak bardzo, nie mogła ufać komuś takiemu, zwłaszcza, że zaczął ją obmacywać mimo protestów. Najbardziej pewni siebie ludzie to ci, którym najmniej powinno się ufać, bowiem to oni mają najwięcej kart w rękawie. Nauczyła się tego już dawno temu.

   Dziewczyna kopnęła go z całej siły w nogę i mu uciekła, wbiegając pomiędzy małe londyńskie alejki. Słyszała za sobą wyzwiska, a po chwili usłyszała też głośny strzał i coś rozjaśniło ciemny chodnik przed nią. Życie przewija jej się przed oczami, przez co ma ochotę upaść, jednak ona biegnie dalej, nie myśląc o zmęczeniu. Miała olbrzymie szczęście, że dupek nie potrafił dobrze wycelować. Biegła przed siebie zastanawiając się, w co tak naprawdę może trafić w tej całej chorej i nielegalnej branży. Czuła się za głupia i za słaba, by wkraczać w ten świat.


   Był już późny wieczór, ale udało jej się odnaleźć jeszcze otwarte skromne miejsce, gdzie mogła się schronić i w ciszy przemyśleć co mogłaby zrobić dalej. Londyn o tej porze był czarujący. Kupiła sobie herbatę i usiadła na dworze. Choć było zimno, gorący kubek rozgrzał jej zziębnięte, niemal sine dłonie. Wydała na niego swojego ostatniego funta, lecz nie miała sobie tego za złe, przeciwnie, cieszyła się, że trafiła do tego miejsca. Stara wiktoriańska dzielnica wyglądała pięknie oświetlona słabym światłem bijącym z latarni ulicznych. Nie była przyzwyczajona do tej strefy Londynu, raczej ograniczała się do wychodzenia ze swojego domu do pracy i na odwrót. Powinna wybierać się tu częściej, może wtedy podejmowałaby mniej głupich decyzji. Podróże i odwiedzanie nowych miejsc zawsze ją wyzwalały i sprawiały, że czuła się szczęśliwsza.
   Wsypała do kubka cukier i drewnianym patykiem rozmieszała go. Mogła teraz pogrążyć się w świecie, który rozgrywał się wokół niej. Uliczka jest niemal pusta o tej porze, co sprawia, że każda osoba, nawet ta staruszka wlokąca ze sobą torbę z zakupami, wydaje się być podejrzana. A może to przez całe zajście z dzisiaj? Obudziła się w niej niepewność i jeszcze większy strach przed ludźmi. 
   Powierzchnia jej myśli sunęła jak szary potok tego, co się właśnie działo. Przypomniało jej się tragiczne dzieciństwo, które doprowadziło ją do obecnej sytuacji. Nie miała żadnego celu, prócz zdobycia pieniędzy. To wydawało się być takie puste. Kiedyś chciała poznawać świat, łykać wiedzę i spotykać nowych ludzi... Teraz pragnęła tylko funtów, które ułatwiłyby jej życie. 

babycamzOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz