Prolog

386 24 0

- Nareszcie jesteś – odezwał się mrożący krew w żyłach głos, choć wiadomo było, że w dużej mierze to tylko pozory.

- Przepraszam za spóźnienie ale znaleźć Pana dom nie było łatwo odkąd się Pan przeniósł.

- Zawsze chciałem mieć oddzielone życie zawodowe i prywatne. Nie dziw się więc, że dom jest dobrze zamaskowany, że tak się wyrażę. – odparł rozbawiony – a teraz przejdźmy do konkretów. Masz po ogłoszeniu mojej ostatniej woli tylko jedno zadanie do wykonania. Masz wydać opinię, obiektywną rzecz jasna, na temat prawdziwości związków moich wnuków.

- Rozumiem. Ale dlaczego wybrał Pan właśnie mnie do tego zadania? Poza tym nie widujemy się od dziesięciu lat.

- Bo wiem, że sobie doskonale poradzisz. I właśnie fakt, że się nie widzieliście przez dziesięć lat jest tylko plusem przemawiającym na twoją korzyść. Nikt nie domyśli się, że wykonujesz moją ostatnią wolę. Że to ty zadecydujesz o tym czy otrzymają spadek czy nie.

- Hmm a kto będzie wiedział, że moja opinia jest obiektywna?

- Hahaha dobre pytanie! – wykrzyknął uradowany swoim geniuszem. – Ciebie też ktoś będzie obserwował i sprawdzi czy twoja opinia jest zgodna z prawdą. I również personalia tej osoby będą przed tobą owiane tajemnicą.

- A jeżeli ktoś wyda się z całą tą sprawą?

- Nikt nic nie powie, ponieważ o tym wiedzą tylko cztery osoby, którym całkowicie ufam. Mianowicie ja, ty, ten ktoś i mój adwokat.

- Rozumiem. Top secret pełną gębą, co?

- Dokładnie. I nie myśl, że nie wyczułem sarkazmu w twoim głosie. Zawsze potrafiłem cię odczytać i to się nie zmieniło – nagle wyciągnął rękę z kopertą – oto część, którą ci obiecałem. Resztę otrzymasz po wykonaniu zadania.

- Dziękuję Panie Cullen ale to nie jest konieczne.

- Nie ma za co i owszem to jest konieczne jeśli masz żyć na poziomie, inaczej nic z tego nie będzie. W końcu, pomyśl o tym jak o pewnego rodzaju pracy dla ciebie. To i tak nic w porównaniu z tym co dla mnie robisz. To ja dziękuję.

- Taaa jasne. To co mogę się już zbierać? To wszystko czy jeszcze czegoś Pan oczekuje?

- Nie, to wszystko. Powodzenia.

- Hmmm. Myślę, że się przyda. A tak przy okazji. To kiedy Pan zamierza kopnąć w kalendarz?

Starzec roześmiał się tubalnie

- Już niedługo. Już niedługo, to akurat jest pewne. Z tobą zawsze była niezła zabawa. Do widzenia. Wkrótce dostaniesz zaproszenie na mój pogrzeb.

- Szkoda, że nie na ślub, byłoby weselej. Do widzenia, Panie Cullen.

W ogromnym domu było słychać tylko ciche tykanie zegara i jeden trzask drzwi wejściowych oznajmiających wyjście gościa. Markus Blein wyłonił się z cienia gdzie pozostawał niezauważony przez całą rozmowę, spojrzał spod oka na swojego pracodawcę i przyjaciela, po czym spokojnym głosem zapytał:

- Hmm myślisz, że sobie poradzi?

- O tak. Tego akurat jestem bardziej niż pewien.

- Jesteś całkowicie przekonany, że to jest dobry pomysł? – zapytał chyba po raz setny, ale to było w końcu jego zadanie jako adwokata Cullena.

- Tak. Już ci to mówiłem wiele razy – odparł zirytowany Anthony Cullen. – To jedyne wyjście z tej jakże żałosnej sytuacji.

- A zdajesz sobie sprawę, że będą z tego niezłe kłopoty? – zapytał ponownie Markus, chcąc się całkowicie upewnić w postanowieniu przyjaciela. – To czysta manipulacja.

- Wiem i to jest właśnie najlepsze. A dzięki tej osobie, będę miał zabawę jeszcze większą – odparł uradowany starzec. Po chwili jeszcze dodał z wyższością – i wcale nikim nie manipuluję, tylko wskazuję właściwą drogę.

- Semantyka – prychnął Blain. - Skoro jesteś jednak pewny, to ja będę się już zbierał. Trzymaj się stary przyjacielu – pożegnał się, poczym wyszedł uśmiechając lekko pod nosem, mimo woli.

Z tego będą może i ogromne kłopoty, ale też mam nadzieję, że i wielkie szczęście. Jestem genialnym strategiem odkąd nauczyłem się mówić i teraz też mój plan jest doskonały – pomyślał Anthony Daniel Cullen patrząc za odchodzącym przyjacielem.

Do pokoju weszła pielęgniarka. Podeszła do starszego mężczyzny siedzącego w ogromnym salonie na fotelu przed kominkiem. Pomyślała sobie, że w tej pozie wygląda niczym król na tronie.

- Pora na lekarstwo Panie Cullen.

Starzec nie odezwał się, tylko wystawił pomarszczoną rękę, gdzie na dłoni miał założony dla lepszego dojścia wenflon. Po podaniu lekarstwa pielęgniarka odwróciła się i udała w stronę wyjścia z pokoju. Zanim przekroczyła jednak drzwi przemknęło jej jeszcze przez myśl, że to najdziwniejszy i zarazem najbardziej osamotniony człowiek jakiego w życiu widziała.

SpadkobiercyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!