Chapter 21.

2.6K 260 117
                                              

„Wymyśliłam cię w gniewie na parę chwil,
nauczyłam się ciebie - no cóż, to styl.
Nie wierzyłam w to ani przez moment,
byś imię miał, byś naprawdę się stał."

Usiadłam na kanapie, wycierając dłonie w materiał spodni, jakby miało mi to pomóc wygrać z nerwami, które opanowały moje ciało. Oczywiście, żadna córka nie powinna tak reagować na wizytę u matki, aczkolwiek moja sytuacja była nieco inna. Nie obawiałam się tak naprawdę własnej rodzicielki, a raczej jej małżonka, który potrafił przyprawić mnie o stan przedzawałowy, samą obecnością. Edoardo był mistrzem ukrytych gróźb, ostrzegawczych podtekstów i manipulacji, a mimo to, niezbyt wiele osób, które nie miały z nim do czynienia w biznesie, zdawało sobie sprawę, jaką osobą naprawdę był. A był nieprzyjemny, nieprzyjazny i niebezpieczny, jeśli straciło się przy nim czujność, chociaż na chwilę.

— Skarbie, tak się cieszę, że wróciłaś — rzuciła moja matka, zmuszając mnie tym samym do tego, bym przekręciła głowę i spojrzała na nią.

Prezentowała się nienagannie w idealnie skrojonym, szarym kostiumie, który ładnie leżał na jej ciele. Włosy jak zwykle ułożyła dość starannie, a jej twarz zdobił delikatny makijaż. Była piękna, tak po prostu, w taki matczyny, naturalny sposób.
Wysiliłam się na lekki uśmiech i skinęłam jej ruchem głowy.

— Przecież nie było mnie raptem tydzień — zauważyłam, obserwując ją uważnie.

Odstawiła tacę z filiżankami i kawą na blat stołu. Oczywiście, nie zabrakło ciasteczek oraz cukierniczki, czy też mleczka.

— Wiem, wiem, malutka, ale mimo wszystko — lekceważąco machnęła dłonią — pięknie się opaliłaś. Jak było?

— Świetnie. Adrien odpoczął od pracy, ja poznałam trochę jego rodziny i zwiedziłam Asyż. Urlop jak każdy inny, udany — odpowiedziałam zgodnie z prawdą, nie zagłębiając się zbytnio w szczegóły.

W nasze wahania nastrojów, czy nasze udawanie, bądź nasze zbliżenie, a nawet i Aurelię pominęłam. Zresztą, ją najchętniej wywiozłabym na drugi koniec świata, by czasem nie chciała wejść mi w paradę, co oczywiście miała w planach. Przyznała się do tego dość otwarcie.

— Świetnie, swoją drogą, Edoardo chciał z tobą porozmawiać, ale pojechał do biura. Prosił byś w wolnej chwili, wpadła do niego, jeśli to nie problem — oznajmiła kobieta, a ja wyprostowałam się nagle, dziękując sobie w duchu, że moja matka jednak nie zauważała mojego spięcia.

Oczywiście, że był to ogromny problem, ale nie mogłam powiedzieć tego na głos. Nie mogłam też wykłócać się, ponieważ według mojej rodzicielki fakt, że jej mąż próbuje ustawiać mi życie, jest normalny. Jak i to, że swata mnie z synem swojego inwestora. Totalny absurd, gdy według mamy to forma czystej troski. Powstrzymałam się od prychnięcia i sięgnęłam po cukier, by móc zająć czymś ręce. Posłodziłam kawę, dodałam śmietanki i zamieszałam ją. Przekręciłam głowę, by znów spojrzeć na jasnowłosą.

— Cóż, możesz mu przekazać, że nie zamierzam brać udziału w jego cyrku, nie poślubię Sebastiana Wagnera — oznajmiłam cicho, aczkolwiek pewnie i zmarszczyłam brwi.

— Ależ kochanie...

— Nie, mamo, to idiotyzm! Nie żyjemy w Średniowieczu, a San przedstawił mi jego ambitny plan. Nie ma mowy, fuzję można zawrzeć bez tych wszystkich ślubnych bzdur — ostrzegłam i uniosłam palec wskazujący do góry niczym nauczycielka, która próbuje uspokoić krnąbrnego ucznia.
Byłam pewna, że z moją matką to nie zadziała, ale zawsze lepiej było próbować.

Your movePrzysta艅 dla opowiada艅. Odkryj teraz