Prolog

5.5K 327 35

 „Prawdziwy akt odkrycia nie polega na odnajdywaniu nowych lądów, lecz na patrzeniu na stare w nowy sposób."    

    Marcel Proust

— Tak kochanie, cudownie...

Nagle, w pokoju rozległ się dźwięk oznaczający nadejście nowej wiadomości. Cordelia od razu podniosła głowę, którą przed chwilą odchylała do tyłu, będąc w drodze do skraju rozkoszy, by w końcu spaść w ramiona obezwładniającego orgazmu. Zamarła w pełnym ekscytacji oczekiwaniu bojąc się, że może to jest tylko fantastyczny sen, z którego za chwilę się obudzi pozostając wciąż w nadziei, że w końcu spełni się jej marzenie. I wcale nie chodziło w tym momencie o seks. Ten dźwięk, to był sygnał na który czekała od ponad dwóch tygodni. A tak prawdę powiedziawszy, odkąd tylko uzyskała uprawnienia do wykonywania zawodu.

— Co się stało? – zapytał David zaskoczony dziwnym, jego zdaniem, zachowaniem Cordelii, tym samym wyrywając ją z zamyślenia.

Dopiero teraz dotarło do niej, że wciąż siedzi na swoim kochanku. Spojrzała na Davida, który zaczynał się robić czerwony na twarzy z rodzącej się wściekłości i urażonej dumy. Odkąd sięgała pamięcią, wszystko co nie szło zgodnie z jego planem, było wielką tragedią. Jeżeli ktoś pragnąłby podjąć się przedstawienia w formie naocznego przykładu narcyzmu, powinien zawrzeć znajomość właśnie z Davidem Collinsem. Przewróciła na tę myśl oczami, czując jak wzbiera w niej śmiech. Westchnęła z ulgą i spojrzała na poirytowanego mężczyznę.

— Już jest – odparła z przejęciem.

— Ja bym powiedział, że jeszcze nie... – zaczął David powracając do namiętnego tonu, którym szeptał jej wcześniej czułe słówka, jednak ona jednym ruchem ręki nakazała mu milczenie.

Właśnie zaczyna się największa przygoda jej życia! Jak on zatem może w tej chwili myśleć wyłącznie o seksie? Nie powinno jej to dziwić, przecież nie znała go od wczoraj. Taki już był. Interesowała go tylko jego osoba i jego przyjemność. Reszta, mogłaby rozpłynąć się w powietrzu, niczym poranna mgła.

— Wiadomość. Już jest odpowiedź! – wykrzyknęła uradowana, po czym wyskoczyła z łóżka nie bacząc na zbulwersowanego i rozgoryczonego partnera. Podbiegła do stolika, na którym zostawiła włączony komputer, tak na wszelki wypadek - powtarzała sobie za każdym razem. Nie mogła się doczekać, by zobaczyć na własne oczy, jak jej marzenia się spełniają.

— Ty chyba sobie żartujesz! – wykrzyknął wściekły David, siadając na łóżku.

Nawet na niego nie spojrzała. Teraz liczyła się jedynie jej przyszłość, to na co pracowała całe lata z ogromnym poświęceniem. A teraz, ten oto mężczyzna uważa, że ważniejsze jest dla niego osiągnięcie spełnienia fizycznego, niż marzenia Cordelii. Dlaczego dopiero w tej chwili dostrzegła coś, co było tak klarowne i oczywiste od samego początku? Nie mieli przed sobą żadnej przyszłości, a i obecny układ wydawał się nie być satysfakcjonujący jak na początku.

— Przecież wiesz, jakie to dla mnie ważne. Tu chodzi o moją przyszłość – rzuciła z wyrzutem, odwracając się ponownie w jego stronę, kontynuując: – i nie mogę wręcz uwierzyć, że dla ciebie ważniejszy jest seks od ważącej się właśnie w tej chwili mojej kariery. Przecież pamiętasz, ile musiałam podjąć wyrzeczeń, by skończyć studia i zdać egzaminy dopuszczające mnie do zawodu. Jednak mimo tego, co o mnie już wiesz, nadal masz to gdzieś. A gdyby chodziło o twój awans? Wybiegłbyś w tej sekundzie, nie oglądając się za siebie.

— To nieprawda – próbował się bronić. Wiedział jednak tak samo jak i Cordelia, że było to wierutne kłamstwo. Był samolubnym skurczybykiem.

Nagle sama Cordelia zrozumiała, co przed chwilą powiedziała. Postępowali tak samo. Oboje byli samolubni i skierowani wyłącznie na potrzeby ich samych. Tak naprawdę, poza seksem, i to w dodatku niezbyt udanym, nic ich nie łączyło. Nawet nie pamiętała jak dotarli do tego miejsca. Wiedziała tylko, że czuła się samotna w świecie zadufanych w sobie prawników, niedopuszczających do siebie tego, że oni też są ludźmi i także mogą się mylić. A jednak, wciąż uważali, że stanowią rodzaj nadludzi, którzy każdy błąd traktują jako osobistą porażkę prowadzącą ich ku zboczeniu z obranego dawno przez nich kursu. Cordelia pragnęła wejść do tego świata i pokazać, że kobieta także potrafi się w tym zawodzie świetnie odnaleźć. Pamiętała, że gdy zdała egzaminy zawodowe, na jej drodze życia pojawił się David z tym swoim hollywoodzkim uśmiechem i garniturem od Armaniego, pokazującym jasno, że jest dużo lepszy od wszystkich wokół. Szybko się okazało, że chociaż na zewnątrz grał mężczyznę z klasą, w środku to tylko zgniłe jabłko, w dodatku zarobaczone i z brakiem kręgosłupa moralnego. Czemu wiedząc to wszystko i tak wpuściła go do swojego życia i łóżka? Może była zbyt zabiegana, zbyt pochłonięta dążeniem do wyznaczonego przed laty celu, by przyglądać się uważniej człowiekowi, który w gruncie rzeczy, stanowił dla niej tylko rozrywkę.

— Nie patrz na mnie tak, jakbym był mrówką do zbadania pod mikroskopem! – warknął ponownie David, wyciągając Cordelię ze swoich przemyśleń. – Mam tego dość! Idę tam, gdzie docenią pełnokrwistego faceta w łóżku!

Mówiąc te zabawne słówka ubierał się pośpiesznie, a Cordelia dłużej nie mogła powstrzymać cisnącego się na jej usta drwiącego uśmiechu. Nie miał za dużo do zakładania, gdyż za każdym razem chodził z nią do łóżka w skarpetkach. A gdyby nie jej protesty, po prostu rozpiąłby rozporek. Próbowała dojść do tego, co właściwie jej się w nim spodobało? Przekrzywiła głowę, by przyjrzeć się temu okazowi pod innym kątem, ale efekt pozostał ten sam – sflaczały idiota udający mężczyznę. Roześmiała się, gdy tylko przemknęło jej to przez myśl, następnie nie zważając na wrogie słowa wypowiadane przez byłego już partnera, podeszła do szafy, by wyjąć swój ulubiony szlafroczek. Gdy tylko go na siebie nałożyła, poczuła się dużo lepiej. Nie przeszkadzała jej nagość, jednakże nie należy się ona człowiekowi, który powarkując gniewnie opuszczał jej mieszkanie, zarzekając się, że jeszcze pożałuje tego, co zrobiła. Gdy tylko zatrzasnęły się za nim i jego - „nie próbuj więcej do mnie dzwonić" - drzwi, z powrotem usiadła na przeciwko otwartego laptopa. Zrobiła kilka głębszych wdechów. Tak, to była najważniejsza chwila w jej życiu, pomyślała. Chwila prawdy. Kliknęła w ikonkę poczty, by po chwili zagłębić się w odpowiedź na list aplikacyjny, który wysłała do jednej z najbardziej renomowanych kancelarii w mieście.

— O mój Boże! – wykrzyknęła, po czym zaczęła skakać po sypialni niczym wariatka, która dopiero co uciekła z zamkniętego zakładu dla obłąkanych. Do pokoju Cordelii weszła zdumiona i zaspana współlokatorka.

— Dilly, czy tobie już do reszty odwaliło w tym ciemnym łbie?! – wrzasnęła, próbując przekrzyczeć piski Cordelii, która rzuciła się jej na szyję mocno ściskając, by następnie porwać Tamarę do swojego szalonego, zwycięskiego tańca.

— Jestem przyjęta na staż do Barden&Tomson!!! – Gdy tylko Cordelia zdyszana wypowiedziała te słowa, Tamara zamarła na chwilę, a Cordy o mało nie uderzyła w komodę, tracąc równowagę. Chwyciła się jej brzegu by nie upaść i zerknęła na przyjaciółkę.

— Żartujesz? Do tego Barden&Tomson? – zapytała niedowierzając, wyraźnie zaznaczając słowa. – Do tej kancelarii z przystojniakiem pokazywanym non stop w telewizji?

— Dokładnie do tej! – Przytaknęła jej energicznie, jakby była nabuzowaną hormonami nastolatką, a nie poważną, początkującą panią mecenas.

Bo to właśnie od dziś jest pełnokrwistym adwokatem w najlepszej kancelarii w Bostonie, uznała Cordelia. To, że miała być na razie tylko stażystką, nie znaczyło zupełnie nic, nie w tym świecie i nie w tej kancelarii. Najważniejsze, że się dostała!

Po dłuższej chwili, jakby analizując to, co przed momentem usłyszała, Tamara w końcu poddała się wszechobecnej euforii Cordelii i pobiegła po butelkę Don Perignon, którą ostatnio przysłał jej ojciec z Francji. Od tej chwili miało się zmienić całe życie Cordelii. Czuła to całą sobą.

Prawnicy - tom 1 - PREMIERA 08.02.2019 r.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!