- A to - czarodziejka z mocno ściśniętym kokiem znana wszystkim jako Amanda rzuciła na biurko Hermiony gruby plik dokumentów, aż ta podskoczyła. - Streść mi na czwartą.

- To za godzinę - stęknęła kasztanowłosa, niepewnie dźgając plik krótkim paznokciem. - Amando, zlituj się.

Czarodziejka uniosła swoją idealnie wydepilowaną brew, pokazując Hermionie, że słowa "litość" nie zna w żadnym z piętnastu języków, które umie na poziomie zaawansowanym. Pochyliła się nad wąskim biurkiem byłej Gryfonki, rozciągając usta smagnięte blado fioletową szminką w paskudnie słodkim uśmiechu.

- Nie po to cię zatrudniono, byś siedziała i nic nie robiła.

- Robię za dwie osoby, podczas gdy ty tylko rozkazujesz i walisz tymi papierami o moje biurko - uniosła się, zadzierając brodę i wpatrując się w ciemne oczy koleżanki po fachu. - Gdybyś choć trochę mi pomogła, korona by ci z głowy nie spadła. I tak wyszłabyś o stałej porze, a ja chociaż raz mogłabym wyjść równocześnie z tobą. 

Amanda spojrzała na nią ze zdziwieniem, zagryzając policzek.

- Jestem rozczulona tym, że pomyślałaś, że interesuje mnie to, o której wychodzisz z pracy - powiedziała i wzruszyła ramionami. - Papiery mają być na czwartą. Ciao.

I nie oglądając się za siebie, zabrała swoje długie nogi okute w wysokie szpilki z ciasnego biura Hermiony, która wpatrywała się w zamknięte drzwi z otwartymi ustami. Poczuła, jak coś się w niej gotuje, więc z premedytacją przyłożyła papierami w biurko, by następnie przeczesać swoje skołtunione, brązowe kudły. Była potwornie zmęczona i marzyła tylko o ciepłym łóżku i jakiejś dobrej książce. Nie pamiętała już, kiedy ostatnim razem czytała. Nie pamiętała już, kiedy ostatnim razem miała czas dla siebie.

Po Bitwie, gdy Harry wyjechał do Irlandii w poszukiwaniu smoków, a Ron zatrudnił się w Departamencie Transportu Magicznego, ona sama bezskutecznie próbowała wrócić na siódmy rok do Hogwartu, by zdać OWUTEMy. Niestety świat magiczny po wojnie był w całkowitej rozsypce i przez pierwsze dwa lata Hogwart po prostu był nieczynny. W dniu swoich dwudziestych urodzin zrozumiała, że Magiczna Szkoła jest już dla niej niedostępna i Hermiona po prostu musi ruszyć dalej. Nie miała pracy, pieniędzy, wykształcenia, przez pewien czas mieszkała w Norze, potem przeprowadziła się do Ginny, do jej pracowni malarskiej. Spała na cienkim materacu, rozrabiając przyjaciółce farby i szukając w Proroku mało ambitnych prac.

W końcu los się do niej uśmiechnął, gdy Ministerstwo Magii zorganizowało konkurs polegający na wymyśleniu nowego zaklęcia obronnego. Hermiona pracowała całymi dniami, tworząc specjalny system, który zapewnił jej wygraną i posadę w biurze młodego aurora - Jackwina. Stała się jego drugą sekretarką, pomagając w pracy Amandzie i obserwując pracę najlepszych czarodziejów pod słońcem. Po wojnie wszyscy mieli mnóstwo roboty z ocalałymi zwolennikami Voldemorta, więc Biuro Aurorów rozrosło się, a Brygada Uderzeniowa jeszcze nigdy nie była tak liczna i mocna. Hermiona natomiast ze swoim intelektem i umysłem godnym Roweny Ravenclaw po prostu siedziała za biureczkiem i marzyła o tym, by kiedyś Jackwin przydzielił jej jakieś zadanie.

Sięgnęła niechętnie po pliki i zerknęła na jedną z kartek. Była to lista dawnej Brygady Uderzeniowej mająca iść najpewniej do Archiwum. Hermiona już miała odłożyć ją do specjalnego segregatora, gdy jej wzrok padł na dość znane nazwisko.

Dracon Lucjusz Malfoy.

Poczuła niespotykane obrzydzenie, strach, nienawiść i wściekłość, gdy przebiegała wzrokiem po literach składających się na jego imię i odczytała krótką notkę pod spodem.

Wydalony 16 maja 2000 r.

- Wydalony - prychnęła, zaciskając palce na biurko i wbijając palące spojrzenie w kartkę. - Wyrzucony, zlinczowany, ubezwłasnowolniony, zamknięty, leczony.

Dramione: WięzieńPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!