Prolog

28 3 0

Dasz radę.

Tylko spokojnie.

Robiłaś to już przecież.

Robiłaś to już nie raz.

Powtarzała dobie w głowie jak mantrę. Skąpo ubrana dziewczyna wyszła przed maski dwóch samochodów, które właśnie miały stanąć wyścigu. Czarnowłosa dziewczyna założyła włosy za uszy i złapała mocniej kierownicę swojego Astona. Nie był najnowszy, ale jej wystarczał.  Zawsze nim wygrywała albo lądowała na drugim miejscu. Zawsze było dobrze.

Dziwka wyścigowa, jak to nazywała je czarnowłosa, wypuściła balona z gumy do żucia i dała kierowcom znak, że mają się przygotować. Dziewczyna położyła stopę na pedale gazu i czekała. Dziwka opuściła niebieską chustkę.

Przestała słyszeć wszystko wokół. Liczyło się tylko to, żeby dojechać jak najszybciej. Dojechać jako pierwszą. Ostatnia prosta. Przyspieszyła tak bardzo, że ledwo co widziała na oczy. Wygrała. Była pierwsza. Wysiadła z auta i oparła się o maskę. Wszyscy krzyczeli, niektórzy klęli pod nosem, bo obstawiali tego drugiego. Ale to ona wygrała. Po raz kolejny.

Wiedziała, że wszyscy na nią patrzą, ale jeden wzrok poczuła na sobie wyjątkowo dobrze. Rozejrzała się i wtedy go zobaczyła.

Wysoki na jakieś 185cm ciemnowłosy chłopak. Mimo odległości kilkunastu metrów widziała jego niebiesko-zielone przeszywające tęczówki. Uśmiechnął się lekko i rozpłynął się w tłumie. Chciała za nim iść, nawet nie wiedziała czemu. Po prostu czuła, że musi. Ale wtedy podeszła do niej jej przyjaciółka Cara i zaczęła gratulować jej zwycięstwa. Uśmiechnęła się do niej, ale nie był to szczery uśmiech. Jej myśli wciąż zajmował czarnowłosy chłopak.

- Chodźmy po wygraną! - krzyknęła Cara i pociągnęła ją za rękę w stronę organizatorów.

Kylie pokiwała głową, ale myślami była daleko od wyścigu i pieniędzy, które właśnie wygrała.

Ride OutRead this story for FREE!