Andrea

20 2 0
                                                  

Spojrzałam na człowieka, który siedział naprzeciwko mnie.

-I gwarantuje pan, że po tym zabiegu nie będę nic czuła? Żadnego bólu, żadnej radości...Zero uczuć?

Mężczyzna upił trochę kawy z białej filiżanki, cały czas bacznie mi się przyglądając. W jego ciemnych oczach było coś takiego, co od razu zapaliło mi czerwoną lampkę w mózgu. Wszystko we mnie krzyczało, abym jeszcze się nad tym zastanowiła. Ale było też coś, co kazało mi mu zaufać. Starałam się ukryć swoje wahanie, jednak z mojej twarzy można było czytać jak z otwartej księgi. Odłożył filiżankę i uśmiechnął się do mnie tajemniczo.

-Panno Porpora – powiedział niskim, zachrypniętym głosem. -To nie pierwsza taka operacja, którą przeprowadzam. Jednak proszę mieć świadomość, że ze względu na rodzaj wykonywanego zabiegu, nie jest ona dozwolona w żadnym kraju, na całym świecie. Jest pani gotowa na poniesienie takiego ryzyka?

I tutaj był haczyk. Nie było to legalne, a ja nie miałam gwarancji, że przeżyję. Nie mogłam nikomu powiedzieć, gdzie znajduje się siedziba mężczyzny, nie mogłam zabrać ze sobą żadnego dokumentu potwierdzającego tożsamość, nie mogłam wziąć telefonu. Musiałam zniknąć. Zwiesiłam głowę.

-Jestem – odparłam tak cicho, że nie byłam pewna, czy mnie usłyszał. Gdy ponownie na niego spojrzałam, kiwnął głową i położył przede mną umowę, która zobowiązała mnie do zachowania milczenia, a jego – do przeprowadzenia zabiegu. Drżącą ręką wpisałam swoje imię i nazwisko w wykropkowane miejsca.

-Proszę się niczym nie martwić. Jestem profesjonalistą - schował dokumenty do swojej aktówki i wstał. Również wstałam i odprowadziłam mężczyznę do drzwi w przedpokoju.

-Skontaktuję się z panią za pośrednictwem mojego przyjaciela kilka dni przed operacją. W tym czasie, proszę nie wychodzić z mieszkania, aby nie wpływały na panią bodźce ze świata zewnętrznego. Pani stan psychiczny można zaliczyć pod stan depresyjny, a nie chciałbym, aby coś stało się pani przed zabiegiem. Niech pani odpocznie.

-Postaram się.

Zanim wyszedł, zdążył mi powiedzieć jeszcze jedną rzecz.

-Zapewne któregoś dnia odwiedzi panią mężczyzna o nazwisku Sartén. Proszę na niego uważać. Tutaj ma pani jego zdjęcie. Gdy tylko pani go zobaczy, proszę wezwać policję. Do widzenia, panno Porpora.

-Do widzenia.

Gdy tylko wyszedł, oparłam się o drzwi i ukryłam twarz w dłoniach. Od samego początku, gdy tylko dostałam od niego wizytówkę w tamtym klubie, wiedziałam, że to bardzo zły pomysł. Tak samo było, gdy umawiałam się na dzisiejsze spotkanie.

Zawsze musiałam pakować się w kłopoty, jednak teraz nie miałam nikogo, kto by mógł mnie z nich wyciągnąć. Westchnęłam. Więc nie miałam też nikogo, kto by za mną tęsknił. Moja rodzina nie żyła, miałam jedynie ciotkę, która mieszkała w innym mieście i przypominała sobie o mnie od czasu do czasu.

Przeczesałam blond włosy i spojrzałam na zdjęcie, które otrzymałam od mężczyzny i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Zmięłam zdjęcie w kulkę i rzuciłam przed siebie. Odbiły się od drzwi łazienkowych, wprost do korytarzyka prowadzącego do kuchni. Zaczęłam płakać, a moje szlochanie roznosiło się echem po całym mieszkaniu.

Mężczyzna, który miał mnie odwiedzić, był moim byłym chłopakiem.

Zabójcze uczucieWhere stories live. Discover now