21. ,,Levi Ackerman"

1.4K 145 35
                                    

POV. ANSA ABERALD


Boli, boli, boli... czyjaś dłoń wybijała mi boleśnie palce w ramię. Warknęłam na tego kogoś i miałam zacząć się wyrywać, gdy tylko wyszliśmy z tamtego tłumu. Dłoń mnie puściła, a ja mogłam spojrzeć na tego, kto mnie ciągnął za sobą dobre dziesięć minut. Zaskoczona spojrzałam na Petrę z niezadowolonym grymasem na jej twarzy. Rozmasowałam sobie ramię ciągle mnie bolące. Skrzyżowała ręce na piersi, stukając nogą o podłogę.

- Co? - spytałam, niezbyt świadoma, co zrobiłam. - Jeśli myślisz, że będę potem płaszczyć się przed tamtym gościem to się mylisz. Nie miał prawa obrażać rodziny Privott - usprawiedliwiałam się. Przecież dobrze zrobiłam.

- Ansa - westchnęła - Thorston będzie twoim przełożonym - O kurwa... - Dlatego pyskowanie mu czy rzucanie na stół nie było mądrym posunięciem. Jest mściwy.

Przewróciłam oczami.

- I tak nie zamierzam zabawić w jego oddziale za długo - sprostowałam. Miałam cel i było nim dołączenie do oddziału Petry, bym mogła ją bronić. - Dołączę do oddziału specjalnego Ackermana.

Patrzyła na mnie w niemałym szoku. Powiedziałam coś nie tak? Ostatnie wydarzenia faktycznie mogłyby mi to utrudnić, ale czego się nie robi dla marzeń i rodziny. Petra była dla mnie jak rodzina. Tylko ona mi pozostała... no nie licząc ojca, który mnie porzucił. Oparłam się o zimną ścianę, oczekując odpowiedzi siostry.

- Do kaprala? Ansa, ale...

- Tak, tak... wiem. Ósme miejsce w rankingu, pobicie dowódcy i tak dalej. To był wypadek. Spadłam na ósme miejsce, bo przybyłam późno podczas testu. A wszystko przez to, że uratowałam Portman aż dwa razy! Za drugim spadłam z dużej wysokości! Coś miałam z nogą, ale to dziecinne tłumaczenie. I jeszcze ten jebany tytan!

Petra złapała za moje policzki i zaczęła się rozciągać jak plastelinę, co też piekielnie bolało. Rozumiem, że była to kara za bluzgi. Oj... jednak w jej piwnych oczach nie było złości, a troska.

- Słyszałam o tytanie, który pojawił się na terenie lasu testowego. Pożarł większość kadetów. Nikt nie wie, kto go zabił - patrzyła na mnie podejrzliwie. Ona doskonale wiedziała, kto za tym stał i głównie dlatego mocniej pociągnęła moje policzki, aż syknęłam, odskakując od niej jak od ognia. Może była dumna, że zabiłam odmieńca, ale przede wszystkim była wściekła, bo ryzykowałam. To ciekawe, co sobie myślała, gdy wstąpiłam do Zwiadowców, choć wiedziała, że od zawsze tego pragnęłam?

Gorzej, że Laurys poszła za mną i ją też mam na głowie, jak małe przedszkole, tylko czemu to ja uważam siebie za dorosłą? Bo staram się być poważna i chronić bliskie mi osoby. Cholera, ale to było pokręcone. Petra nie mogła mi długo towarzyszyć, bo miała swoje obowiązki.

Odczekałam aż ze stołówki wyjdzie Laurys i Astrid, która była mi wdzięczna za wstawienie się za nią i jej rodziną. Nie ma sprawy. Teraz tylko będę miała póki co problemy z tym dupkiem, co go Petra Thorstonem nazwała. Przemierzałyśmy we trójkę o dziwo opustoszałe korytarze, oświetlane pochodniami. Astrid całą drogę opowiadała o swoich braciach, głównie, dlatego że Laurys ją o to prosiła. Miło się tego słuchało. Ja nie miałam rodziny, o której mogłabym tak wesoło opowiadać, ale przynajmniej dobrze, że mogłam słuchać.

❈ ❈ ❈ ❈ ❈

POV. LEVI ACKERMANN


Petra znowu zniknęła. Ostatnio coraz częściej zaniedbywała obowiązki i nie była tam, gdzie powinna. Gdy pytałem kogokolwiek napotkanego o nią, nikt, nic nie wiedział. Ale tak to jest, gdy otaczają cię sami idioci. Choć przywykłem do tego, że myślenie niektórych boli, nadal mnie to strasznie wkurwiało. I jeszcze ten rudzielec! Miała sprzątać korytarze przy sypialni, a gdy tam zajrzałem - burdel jak był, tak jest.

Szedłem korytarzem, zastanawiając się, gdzie ta kobieta jest i co ona odpierdala. Oby miała dobrą wymówkę. Widziałem trzy dziewczyny, idące spokojnie i wesoło rozmawiające. Gówniary... najwidoczniej to były jedne z tych, które się do nas zaciągnięły. Za głośne... Jakąś blondyna, rudawy jeżyk i... kurwa. Petra?! Zamiast pracować gadała sobie w najlepsze z koleżankami. Co za kretynka. Co z nią się działo? Zwykle była przykładowym żołnierzem i nawet nie myślałem o zarzuceniu jej, że nie wypełnia swych obowiązków lub wykonuje je źle. A teraz? Zawołałem ją, ale nawet się nie odwróciła. Czy ona mnie zignorowała?

Ponownie krzyknąłem głośniej. Mocno wkurwiony jej infantylnym zachowaniem, przyspieszyłem kroku. Jeśli sądziła, że wymiga się od sprzątania to się grubo myliła. Złapałem ją za ramię i odwróciłem gwałtownie do siebie.

- Petra - syknąłem.

Zamurowało mnie. To nie była Ral. Ale te rude włosy i ten niski wzrost... co to miało być? Jak jakaś jej kopia. Zabrałem rękę, nie odrywając wzroku od rudzielca.

- Karzełek! - zawołała wesoło blondwłosa gówniara. Ta z jeżem na głowie szybko zakryła jej usta. Co za smarkula. Powinienem jej pokazać, gdzie jej miejsce, ale stwierdziłem, że jeszcze nie raz dam im popalić.

- Proszę o wybaczenie za zachowanie Laurys - odezwała się ruda.

- Nie jesteś Ral.

Zaśmiała się głupio.

- Nie, nie jestem Petra. Nazywam się Ansa Aberald.

Jej imię mnie nie obchodziło.

- Widziałyście ją gdzieś? Potrzebna mi jest. W dodatku ktoś musi zająć się kapitanem Thorstonem. Ktoś mu nieźle dowalił. - Zauważyłem, że na tę wiadomość ta ruda podskoczyła. - Ale wy nic o tym nie wiecie, co nie?

Pokręciły głowami. Prychnąłem, co innego mogły kretynki odpowiedzieć. Jak małe dzieci i znów będzie trzeba bawić się w niańkę. Dobrze, że Smith oszczędził mi tego gówna, dając specjalny oddział.

Odwróciłem się na pięcie, ignorując je i zacząłem iść przed siebie. Za plecami wciąż słyszałem nieco ściczone głosy nowych.

- Kto to był? - Ten głos chyba należał do niższej kopii Petry.

- To był kapral Levi Ackerman.

- Ackerman?!

I czym tu się kurwa podniecać?

Ai no TsubasaOpowie艣ci t臋tni膮ce 偶yciem. Odkryj je teraz