Album ze zdjęciami cz 4 - wyskok Rona drogą do szczęścia i impreza Gryfonów

Zacznij od początku
                                              

- Jesteś piękna - wyszeptał i nie dając jej czasu i możliwości na odpowiedź, zatopił swe usta w jej malinowych, słodkich wargach

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.

- Jesteś piękna - wyszeptał i nie dając jej czasu i możliwości na odpowiedź, zatopił swe usta w jej malinowych, słodkich wargach. Całując się namiętnie, całkowicie zapomnieli o otaczającym ich świecie, a zwłaszcza o zbliżających się do nich Gryfonach. Wrzawa, która jeszcze przed chwilą wypełniała korytarz, a której oni zdawali się całkowicie nie słyszeć, teraz nagle ucichła, jak nożem uciął. Ludzie wpatrywali się w całującą się z zapałem parę z szeroko otwartymi ustami. Nie mogli ot, tak po prostu uwierzyć w to, co właśnie widzą. Ktoś zrobił Hermionie i Draconowi zdjęcie.
Kiedy para oderwała się wreszcie od siebie, Hermiona spojrzała w oczy Ślizgona i dopiero wtedy kątem oka dostrzegła stojący za nią tłum kolegów i koleżanek, z których co najmniej połowa wyglądała, jakby była spetryfikowana. Niektórzy poruszali dziwnie ustami, jakby chcieli coś powiedzieć, ale nie dolatywał z ich ust żaden dźwięk. Zbladła przerażona tym, że w jednej chwili wszystko się wydało. Zdziwiony jej zachowaniem młodzieniec podążył za jej wzrokiem i znieruchomiał. Już widział oczami wyobraźni mknące w jego stronę klątwy, gdy wtem ludzi odblokowało i niespodziewanie zaczęli wiwatować. Hermiona zerknęła zdumiona na partnera, ale ten najwyraźniej też nie wiedział, o co tutaj chodzi. Dziki wrzask uczniów Gryffindoru sprowadził w końcu na piętro ich opiekunkę oraz czterech innych nauczycieli, w tym profesora Slughorna. Ten widząc w gromadzie uczniów swojego podopiecznego, natychmiast ruszył mu na ratunek, sądząc, że ten znajduje się w jakimś niebezpieczeństwie, ale w porę na miejscu usadziła go McGonagall, tłumacząc mu, o co chodzi.
Następnie Gryfoni zażądali od swej opiekunki pozwolenia na zabawę z udziałem Ślizgonów w Pokoju Wspólnym Domu Lwa. Po krótkich negocjacjach zgodziła się i w pół godziny później Wieża Gryffindoru gościła w sobie uczniów z Domu Węża, a po kolejnej godzinie już większość starszych klas z Hufflepuffu i Ravenclaw. W końcu za zgodą dyrektorki przeniesiono się do Wielkiej Sali. Draco i Hermiona zostali ogłoszeni królem i królową balu. Dziewczyny kilkoma sprytnymi zaklęciami zmieniły zwykły strój dziewczyny w balową suknię koloru ciemnego burgundu na cienkich ramiączkach, która odkrywała pół pleców i cudnie opinała jej zgrabne ciało, a jej rozczochrane włosy w wytworną, acz luźno upiętą fryzurę. Chłopcy zajęli się Ślizgonem, odziewając go w gustowny czarny garnitur. No i przede wszystkim go wysuszyli.
Impreza została uświetniona balonami, butelkami Piwa Kremowego i Ognistej Whisky, a także górami jedzenia, które przygotowały im uczynne skrzaty domowe. Hermiona i Draco w jej połowie wymknęli się cichaczem do łazienki.
- Pięknie wyglądasz - powiedział miękko, opuszkami palców gładząc ją po policzku. - Mam coś dla ciebie.
Machnął różdżką, a w jego ręku zmaterializowała się biała koperta. - Proszę - podał jej ją

i odszedł na drugi koniec łazienki

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.

i odszedł na drugi koniec łazienki. Oparł się o umywalkę i wlepił w nią swoje szare oczy.
Hermiona wyciągnęła ze środka ozdobny pergamin zapisany wysokim niemal kaligraficznym pismem. W słowach pięknego wiersza, Draco wyznawał jej miłość! I cholera, oświadczał się jej! W oczach dziewczyny zaczęły wzbierać łzy, gdy spojrzała na blondwłosego chłopaka. Ten dopadł natychmiast do niej i przytulił ją mocno.
- Wyjdziesz za mnie? - wyszeptał jej do ucha. Nie odpowiedziała, tylko przytuliła się mocno do niego, a następnie pocałowała go zachłannie w usta. Nie potrzebował innej odpowiedzi. Z kieszeni garnituru wyciągnął pierścionek - prostą obrączkę z białego złota, na której środku znajdował się diament otoczony maleńkimi rubinami. Wsunął go jej na palec, mrucząc:
- Pamiątka rodziny Blacków. Prezent od mojej babki. - a następnie ją pocałował. Radośni wrócili na zabawę, która przeciągnęła się do godziny czwartej rano. Później co poniektórzy budzili się wprost na śniadanie. Mocna kawa pobudziła wszystkich skacowanych delikwentów. Naprawdę cieszyli się, że jest sobota i jutro nie muszą jeszcze iść na lekcje, bo wątpili szczerze w swoje zdolności nauczenia się czegokolwiek i niezaśnięcia. Nauczyciele patrząc na tę trzeźwiejącą czeredę w duchu dziękowali Merlinowi, że nie muszą już jutro ich uczyć.
Korzystając z tego, że śniadanie coraz mocniej się przedłużało, aż w końcu dania te zostały zamienione na obiad i praktycznie wszyscy wyglądali już, że doszli do siebie po całonocnym pijaństwie, Draco wstał od swego stołu, pewnym krokiem podszedł do Hermiony i czystym głosem poprosił wszystkich, by łaskawie zamknęli na chwile swe rozgadane jadaczki. W Wielkiej Sali zapadła cisza i nawet nauczyciele wyglądali na szczerze zainteresowanych.
- W nocy oświadczyłem się kobiecie, którą kocham. Hermiona zgodziła się zostać moją żoną i od tej pory na jej ręce błyszczeć będzie pierścień zaręczynowy rodu Blacków - oznajmił wpatrzonym w niego uczniom i nauczycielom. Zarumieniona ze szczęścia Hermiona obserwowała reakcje otoczenia i musiała przyznać, że Draconowi udało się wszystkich zaskoczyć jeszcze bardziej, niż dnia poprzedniego. Nawet nauczyciele zaniemówili. A w chwilę potem całym zamkiem zatrząsł tak potężny ryk radości, że spłoszył on ptaki w Zakazanym Lesie. Leżący w skrzydle szpitalnym Ron zastanawiał się właśnie, co się stało na dole i w życiu by nie przypuszczał, że jego przyjaciółka zaręczona jest z ich wspólnym wrogiem i to po niecałych trzech tygodniach chodzenia ze sobą! Bardziej obstawiał to, że McGonagall odwołała OWUTEM-y...

- Nie uwierzysz, Draco, ale mnie jeszcze przez tydzień dzwoniło w uszach po tamtym aplauzie - zaśmiała się szczęśliwa pani Malfoy, patrząc na zdjęcie, na którym się całują tuż po gratulacjach, jakie złożyła im wtedy McGonagall i Slughorn. Oboje ze łzami szczęścia w oczach.

- A ja wtedy codziennie rano musiałem pić eliksir trzeźwiący, bo kiedy tylko rozstawałem się z tobą, kochani koledzy poili mnie Ognistą - przyznał się z łobuzerskim uśmiechem na ustach

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.

- A ja wtedy codziennie rano musiałem pić eliksir trzeźwiący, bo kiedy tylko rozstawałem się z tobą, kochani koledzy poili mnie Ognistą - przyznał się z łobuzerskim uśmiechem na ustach.

Dramione Miniaturki [Zakończone/Poprawione] Where stories live. Discover now