- Zachowujesz się jak dziecko - burknęłam pod nosem.

   Skoro nie chciał oddać mi moich spodni, musiałam ubrać inne. Podeszłam do szafy, chcąc coś wyszukać.

- Ej - podniósł się do pozycji siedzącej - czekaj, oddam ci je!

- Już nie trzeba, znalazłam inne - prychnęłam wyciągając białe jeansy z dziurami w kolanach.

- Nie! - podbiegł i wyrwał mi je z rąk. - Nie ubierzesz ich dzisiaj.

- Bo? - westchnęłam.

- Bo twój tyłek wygląda w nim za dobrze!

- To źle?

- Jak je ubierzesz, to przysięgam, że nie wypuszczę cię z łóżka do jutra.

   Uniosłam brew.

- Oddaj mi moje niebieskie jeansy.

   Wrzucił do szafy białe spodnie i zajrzał pod łóżko. Wyciągnął moją zgubę i rzucił mi. Złapałam ubranie w obie dłonie. Nałożyłam na siebie i pokręciłam głową.

- Jesteś niemożliwy.

- Ale mnie kochasz - klepnął mnie w tyłek.

- To prawda - ja również go klepnęłam w tyłek. - Chodźmy, chce zjeść ten obiad.

   Idąc po schodach czułam na sobie jego wzrok. Przystanęłam na ostatnim stopniu i odwróciłam się. Jego wzrok wbity był w mój tyłek, dopóki nie zauważył, że patrzę na niego.

- Co? - mruknął.

   Wzruszyłam ramionami i poszłam dalej. Już wiedziałam, co kryło się za jego uprzejmością: panie przodem oznaczało daj mi popatrzeć na twój tyłek.

   Na stole zauważyłam trzy talerze z obiadem (ziemniaki z koperkiem i żeberka polane sosem). Byłam pozytywnie zaskoczona. Żyć nie umierać. Jaka kobieta nie chciałaby, żeby jej mężczyzna gotował?

   Jaxon na swoim małym talerzyku już prawie wszystko zjadł. Justin położył rękę na moim udzie.

- Smacznego - uśmiechnęłam się do niego.

- Nawzajem.

   Skłamałabym mówiąc, że nie był lepszym kucharzem ode mnie, bo był i to o sto razy.

   Udało mi się wziąć tylko kilka kęsów tego cudownego obiadu. Potem już grzebałam widelcem w jedzeniu. Straciłam apetyt, bo miałam w głowie tą pieprzoną ciążę. Byłam zestresowana. Nie wiedziałam, jak zacząć i sprecyzować to wszystko. Bałam się przede wszystkim jego reakcji. Mimo wszystko przyznanie się do kłamstwa i tak było lepszym wyjściem, niż gdyby sam się dowiedział i o tym właśnie przekonał mnie mój koszmar. Nie chciałam, żeby okazał się prawdą.

- Ari, wszystko ok?

- T-tak.

- Nie smakuje ci?

- Smakuje! To jest przepyszne, Justin.

- Więc o co chodzi?

- O nic. Zamyśliłam się, przepraszam.

   Zabrałam się za jedzenie posiłku przygotowanego przez mężczyznę. Nie chciałam, żeby pomyślał, iż nie smakuje mi danie. Było genialne.

- Zjadłeś, Jaxo? - spytał Justin.

   Chłopiec skrzywił się i odsunął od siebie talerz.

- Zjedz chociaż mięso do końca - westchnęłam. - Nie zostało ci dużo.

   Mały pokręcił niezadowolony głową i złapał się za brzuch. Wiedziałam, co czuł. Zapewne miał wrażenie, że przytył 10 kg. Justin zjadł resztki mięsa i ziemniaków po Jaxonie, a potem wsadził pusty talerz po nim do zmywarki. Ja też skończyłam jeść. Wyniosłam talerz i pocałowałam policzek Justina, dziękując mu. Wzięłam synka na ręce i zaniosłam do salonu, żeby pooglądał bajki. Musiałam go czymś zająć, by móc porozmawiać z jego ojcem. Dzieciak nie odezwał się słowem, gdy położyłam go na kanapie i włączyłam mu bajki. Poszłam na górę i zajrzałam do szafy. Zdjęcie USG było zawinięte w mój sweter. Wyciągnęłam je. Nie byłam pewna, po co mi one. Może byłoby lepiej, gdyby Justin nie widział tego zdjęcia. 

- Hej - podskoczyłam przestraszona.

   Ułożyłam dłoń na piersi, gdzie znajdowało się moje szybko bijące serce. Dostałabym zawału. Odwróciłam się. Napotkałam zdziwionego Justina.

- Hej - zwilżyłam wargi.

- Jak się czujesz? - podszedł bliżej i objął mnie w pasie.

- Dobrze - szepnęłam. - A... ty?

- Też. Już jest ci lepiej? Nie chcesz wy-

   W tamtej chwili odsunęłam się od niego. Oczywiście nie chciałam zrobić mu przykrości. Patrzył na mnie z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy.

- Musimy porozmawiać - powiedziałam cicho, ale poważnie.

   Zmarszczył brwi.

- Powinienem już zacząć się zamartwiać?

   Powinieneś wziąć tabletki na uspokojenie albo napić się meliski, bo za to, co za chwilę powiem prawdopodobnie mnie zamordujesz, odezwała się moja podświadomość.

   To był ten czas, kiedy miałam powiedzieć mu, że byłam w niechcianej ciąży.
Stresowałam się okropnie. Bałam się jego reakcji jak nigdy dotąd. To było najtrudniejsze wyzwanie, jakiemu musiałam sprostać w całym swoim życiu. Nie chciałam, żeby to wszystko, co miałam mu powiedzieć, zmieniło stosunki między nami. Modliłam się w myślach do Boga, żeby czuwał nade mną.

- Może... może byłoby lepiej, gdybyś... usiadł.

- Cholera, przerażasz mnie, skarbie - usiadł na łóżku.

   Z nerwów zgniotłam zdjęcie USG w pięści. Wątpiłam, żeby chciał je oglądać, więc nie byłam zła na siebie o to. Ja sama nie chciałam tego widzieć. Westchnęłam nie wiedząc jak zacząć.

- Nie wiem, jak ci to powiedzieć - ułożyłam dłoń na czole.

   Byłam tak zestresowana jak nigdy.

- Kochanie - złapał mnie za rękę - spokojnie. Powiedz prosto z mostu.

   Nie byłam pewna, czy to dobry pomysł, ale... tak zrobiłam.

- Jestem w ciąży.

* * *

To był sen, słuchajcie, to był sen

Jay i Ari cali zdrowi, miłość, kwiatki, motylki itp.

Pamietajcie że dzisiaj prowadzę snapa twitterowiczów (twitterowicze2) i możecie mi tam zadawać pytania!

Pamietajcie że dzisiaj prowadzę snapa twitterowiczów (twitterowicze2) i możecie mi tam zadawać pytania!

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.



Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!