W niedzielę nic ciekawego się nie stało i z nikim nie wychodziłam. Rano musiałam iść do kościoła, bo ciocia sobie życzyła, żebyśmy z Madison poszły, a potem byłyśmy na popołudniowej zmianie. Nie widziałam się z Lukiem, ani nikim innym nawet w barze. Troy nie przyszedł, a ja miałam wszystko gdzieś i chciałam po prostu spać. To tyle o wczoraj, dzisiaj jest poniedziałek, a ja nie wiem w co się ubrać, bo wszystkie moje jeansy są w praniu. Biegałam po pokoju i łazience z nadzieją, że może znajdę jakiekolwiek, ale nic z tego. Zbiegłam do kuchni, w której (jeszcze) była ciocia. Była ubrana w jakąś, zwiewną sukienkę na na ramkach i robiła nam tosty.

-Ciociu, w co mam się ubrać i czy są jakieś moje jeansy?- Zapytałam.- I dzień dobry.

-Dzień dobry.- Spojrzała na moją piżamę.- Dzisiaj ma być gorąco w przeciwieństwie, co do wczoraj, więc ubierz się na krótko. Masz jakąś sukienkę ?

-Tak, ale ja nie..- Spojrzała na mnie wzrokiem nie znającym sprzeciwu.- Ugh, dobra założę, jakąś sukienkę, ale robię to tylko dla ciebie.

Właśnie do kuchni weszła Madison w swojej krótkiej piżamie i kiwnęła głową na powitanie.

-Świetnie! Jak wam minął wczorajszy dzień ?

-Um, dobrze. Był bardzo ciekawy, w każdym razie nie nudziłam się, a ty Mad ?- Zapytałam.

-Był spoko, ruch okej i bez nachalnych ludzi czy zrzędzących emerytów.

-A jak film ?

-Jeden z lepszych, jakie oglądałam. Muszę przyznać, że DC się postarali, bo na ogół Marvel jest lepszy.. Ale i tak miałam ciarki, co jest dobre.

-Tak, dokładnie. Joker był taaaki dobry.- Przeciągnęła.- Ale było go za mało, a Harley to po prostu moja nowa idolka.

-Moją zawsze była.- Pokazałam jej język.

-To dobrze, że wam się podobało.- Uśmiechnęła się.

-Później byliśmy na imprezie i zaczęli się bić.- Wypaliła, ale po chwili zrozumiała, co powiedziała i spojrzała na mnie.

-Kto? – Zapytała ciocia.

-Um, któryś z naszych klientów z jakimś innym, ale nie pamiętam dokładnie.- Powiedziałam.

-Eh, szkoda słów na takich..- Westchnęła, a my przytaknęłyśmy.

Ciocia obróciła się do lodówki i szukała ketchupu, a my odbywałyśmy „rozmowę". Chodzi mi o taką, w której się nie mówi, tylko patrząc na siebie i pokazując, wiesz o co chodzi drugiej osobie. Taki typowy dziewczęcy sposób. Właśnie zaczęłyśmy wymachiwać rękami, ale ciocia się obróciła, a my uśmiechnęłyśmy się do niej. Siedziałyśmy przy blacie, a ona poszła do stołu. Nałożyłyśmy sobie tosty, polałyśmy ketchupem i zaczęłyśmy jeść. Zjadłam dwa tosty i byłam najedzona, dlatego podziękowałam i poszłam na górę szykować rzeczy. Stanęło, na białej, zwiewnej sukience przed kolano, na krótkich ramiączkach. Weszłam do łazienki, załatwiłam potrzeby i wykonałam poranną toaletę. Wyprostowałam swoje włosy, bo przez noc zdążyły się zakręcić i stworzyć szopę. Pomalowałam też rzęsy, cóż resztą i po piętnastu minutach wyszłam. Akurat minęłam się z Madison w drzwiach. Ze swojego pokoju wzięłam tylko telefon i zeszłam do kuchni. Pomogłam cioci trochę ogarnąć i usiadłyśmy przy stole, czekając na moją kuzynkę. Po prawie pół godzinie zeszła na dół w spiętych w koka włosach, krótkiej, czerwonej sukience i czarnych koturnach. Jak zawsze miała perfekcyjny makijaż, a ja byłam naprawdę pod wrażeniem, że w tak krótkim czasie umie zrobić pełny makijaż.

-Gotowe ?- Zapytała ciocia, a my przytaknęłyśmy głowami.

Założyłam jeszcze tylko swoje czarne vansy, a ciocia sandały i wyszłyśmy z domu, wcześniej go zakluczając i wsiadłyśmy do auta. Madison siedziała z przodu, a ja z tyłu i jak zwykle przeglądałam swoje social media. Jechaliśmy w ciszy, bo jest za wcześnie na jakiekolwiek rozmowy, grała jedynie muzyka. Po czterdziestu minutach byliśmy już w barze. Nie było wcześniejszych pracowników, więc my posprzątałyśmy i ustawiłyśmy bile, a ciocia poszła na górę. Włączyłyśmy radio i zaczęłyśmy rozmawiać.

Summer Love Read this story for FREE!