Rozdział 1

8.3K 870 348

Uśmiechnęłam się na myśl, że po ciężkim dniu męczarni, wreszcie mogłam opuścić znienawidzony przeze mnie budynek.

Wyjęłam z szkolnej przechowalni moją skórzaną kurtkę i narzuciłam ją sobie na ramiona. Zamknęłam szafkę i nałożyłam mój czarny plecak. Zarzuciłam włosy za plecy i w miarę pewnym krokiem ruszyłam w stronę wyjścia.

Otworzyłam szklane drzwi, a do moich nozdrzy natychmiast dotarł zapach skoszonej trawy i spalin. Ten drugi bez wątpienia był bardziej wyczuwalny. Zeszłam po trzech, czerwonych schodkach i kierując się szarym chodnikiem ruszyłam w dobrze mi znanym kierunku.

Po chwili koło mnie pojawiła się moja przyjaciółka. Ubrana w zwiewną i zbyt lekką jak na tą porę roku sukienkę prezentowała się naprawdę bardzo dobrze. Jej gęste, kasztanowe włosy delikatnie falowały na wietrze, a jej malinowe usta wykrzywione były w grymasie. Po jej oczach w kolorze mlecznej czekolady wywnioskowałam, że coś ją martwi. Chyba już wiedziałam, co to takiego.

Już wcześniej bez przerwy lamentowała o jakiejś katastrofie, ale tak szczerze mówiąc nie przywiązywałam większej uwagi na wypowiadane przez nią słowa. 

- Słuchaj Shy...- zaczęła, a ja od razu wiedziałam, że będzie chciała prosić mnie, o coś niemożliwego. W duchu modliłam się, żeby nie było to coś, przez co mogłybyśmy się pokłócić.

Przyjaźniłyśmy się odkąd wprowadziłam się do tego malutkiego miasteczka (coś około piątego roku życia) i od razu znalazłyśmy wspólny język. Co prawda często zdarzały nam się drobne sprzeczki, po których mimo wszystko się godziłyśmy, ale jednak chwile bez tej zwariowanej szatynki były dla mnie męczarnią. 

Spojrzałam na nią. Dziewczyna przyglądała mi się z niekrytą prośbą, na co jęknęłam w myślach. Rzadko kiedy potrafiłam jej odmówić, gdy tak na mnie patrzyła.

- Moi rodzice zabierają mnie na cały weekend na biwak... oczywiście pojedzie też moje rodzeństwo... wiem, że nie przepadasz zbytnio za Brianem, ale on obiecał, że będzie zachowywał się bardziej przyzwoicie z twoim towarzystwie... poza tym sama przyznałaś, że lubisz spędzać czas z Lucy... wiem też, że nie lubisz zbytnio bliskich spotkań z naturą, ale może zrobiłabyś dla mnie wyjątek?- każde kolejne słowo mówiła coraz to bardziej niepewnie.

Mimo iż z trudem zrozumiałam przekazywane przez nią słowa, które nie układały się nawet w miarę sensowne zdania, chyba rozumiałam, o co jej chodzi. 

O ile dobrze wiedziałam, co chce mi przekazać, tym bardziej nie mogłam się zgodzić,  wciągnąć się w jej rodzinny wyjazd. To byłoby nie fair w stosunku do jej rodziców, którzy dosłownie stają na głowie, byleby tylko spędzić czas z swoimi dziećmi.

- Czy ty chcesz mi przez to przekazać, czy chciałabym pojechać z tobą na biwak?

Pokiwała głową, a ja dobrze wiedziałam, że muszę jak najszybciej wymyślić jakąś sensowną wymówkę, która brzmiałaby w miarę logicznie.

- Dokładnie tak- potwierdziła.

- Przykro mi, ale o ile dobrze zrozumiałam, będzie to wyjazd rodzinny, a ja nie zaliczam się do twoich krewnych- dziewczyna machnęła ręką na moje słowa.

- Daj spokój. Tak często przebywasz w moim domu, że sąsiedzi uważają cię już za członka mojej rodziny. Nawet moja babcia Sofie piecze dla ciebie ciasto, a musisz wiedzieć, że jej ciasto jest tylko dla Collinsów- dalej mówiła bez ładu i składu, byleby tylko przekonać mnie, żebym wybrała się tam razem z nią.

Przez chwilę zastanawiałam się nad słowami, które mogłyby posłużyć mi jako w miarę dobra wymówka. 

- Poza tym jestem zaklepana na ten weekend przez Cornelię z ostatniego rocznika. Wiesz, o którą chodzi?- kontynuowałam, gdy skinęła głową-  Umówiłyśmy się, że pójdziemy razem na zakupy- szczerze mówiąc nie było to kłamstwo, bo Cornelia rzeczywiście pytała się mnie, czy chciałabym wybrać się z nią do galerii, ale najzwyczajniej w świecie jej odmówiłam ponieważ nie przepadałam za towarzystwem jej rozgadanych przyjaciółek,.

My Little Mate Przeczytaj tę opowieść za DARMO!