6. ,,Co za odwaga".

1.7K 171 9
                                    

ROK 845, OBÓZ TRENINGOWY

Ansa ani razu nie obejrzała się za siebie, gdy kierowała się w stronę wyjścia. Czuła na sobie spojrzenia pozostałych, ale nie miała zamiaru udawać, że teraz jest dobrze. Nic nie było dobrze! W jednej kwestii Noel Reyes się nie mylił - to było okropne i niesprawiedliwe, że oni wszyscy grzeją tyłki na, co prawda niewygodnych, ale zawsze jakichś, ławkach, gdy tamci dwaj muszą ciężko pracować i pożegnać się z myślą o dzisiejszym posiłku. Jutro miał się odbyć test na równowagę, co by było, gdyby zaczęli używać sprzętu do trójwymiarowego manewru. Bez posiłku, po ciężkiej pracy, nie mieliby sił, musieliby odejść z korpusu treningowego i zacząć pracę na roli.

❈ ❈ ❈ ❈ ❈

Charles przysiadł koło pieńka, na którym rąbał drewno zgodnie z rozkazem Shadisa. Nie raz rzucił kąśliwą uwagę pod adresem fioletowowłosego kolegi, przez którego znalazł się tutaj. A powinien siedzieć i jeść tę podróbkę jedzenia wraz z innymi. Chwycił znów siekierę i oglądał ją uważnie. Jordan roześmiał, gdy zobaczył Charlesa trzymającego siekierę i posyłając mu mordercze spojrzenia.

Cofnął się na bezpieczną odległość i chaotycznie machał rękoma przed sobą. Był od niego niewiele wyższy, ale i tak czuł się niepewnie, gdy to on trzymał broń.

- Ej, stary nadal się gniewasz? - zapytał, nie odrywając oczu od niebezpiecznego narzędzia, które w każdej chwili mogło posłużyć za narzędzie zbrodni. - Nie moja wina, że szef cię w to wciągnął. Przecież ja mu tego nie sugerowałem.

Charles mruknął coś w odpowiedzi. Jego szczupła twarz nie zdradzała żadnych emocji. To właśnie ta obojętność budziła niepokój w jego towarzyszu. Czerwonowłosy wetschnął z rezygnacją, drapiąc się po policzku, gdzie znajdowały się dwie niewielkie blizny przypominające te po pazurach.

- Co mówisz? Wybaczasz mi? Jak miło! - zachichotał. Jednak gniewny grymas nie zniknął z twarzy czerwonowłosego, a w jego zielonych oczach kryło się coś naprawdę złowrogiego. Jordan gwałtownie się cofnął. - Dobra, zrozumiałem! To tytani są wrogami, oszczędzaj na nich gniew! Czy możesz odłożyć siekierę? Ładnie cię, proszę - złożył ręce jak do modlitwy i przychylił na bok głowę.

- Chyba sobie żartujesz - zakpił sobie, patrząc na narzędzie. - Serio myślałeś, że chciałem cię zabić?

- A nie?

Foxwell uderzył się w czoło, po czym wybuchnął śmiechem. Podał siekierę koledze.

- Teraz twoja kolej rąbać.

Jordan podszedł bliżej, sięgnął po siekierę i z niezadowoleniem wziął pierwsze z brzegu drewno, które miał zamiar pociąć.

- Hej, powiedz mi - zaczął niepewnie - dlaczego wystąpiłeś do wojska? Ma to coś wspólnego z twoimi bliznami na twarzy?

Chłopak poprawił kurtkę munduru i usadowił się wygodnie pod ścianą, chcą mieć lepszy widok na pracującego Lowera. Skrzyżował ręce na piersi, a nogi w kostkach. Przymknął na chwilę oczy, by nacieszyć się chwilą wytchnienia.

- Może to zabrzmi głupio, ale to nie szlachetne pobudki czy pragnienie wolności zmusiły mnie, by teraz tu siedzieć i wykonywać karne prace - warknął gniewie. - W pewnym stopniu miała na to wpływ pewna dziewczyna - burknął nieśmiało. Ciszę przerwało uderzenie ostrza narzędzia o kawał drewna.

- Dziewczyna, mówisz? - zainteresował się nagle jego rozmówca. - Ładna chociaż? Twoja?

- Jasne, że nie! - Sam nie wiedział czemu, ale zarumienił się. - Tak naprawdę, to nawet nie pamiętam, jak wyglądała. To nie jej uroda mnie zaskoczyła. Tylko jej zachowanie - przerwał, by upewnić się, że Jordan go słucha. Nie mylił się. Co jakiś czas zerkał na niego. - Gdy uciekałem z Shinganshiny widziałem ją. To była zaledwie chwila. Zaraz po dostaniu się tych paskudztw za mur. Stała od tytana kilkaset metrów, sam nie wiem, nie mam miarki w oczach. Tytan zbliżał się do niej, a ona dalej nie ruszyła z miejsca.

- I co dalej? - ponaglił go.

- Zaczęła krzyczeć, ale nie ze strachu czy o ratunek. Ona wrzeszczała na tytana! Co za odwaga! - ekscytował się na samo wspomnienie tamtego pamiętnego dnia, kiedy ludzkość przypomniała sobie o życiu w klatce, zwanej murem i niebezpieczeństwie, jakim byli żyjący za nim tytani.

- Albo głupota.

Czerwonowłosy natychmiast zgromił go wściekłym spojrzeniem. Ten, w geście obrony uniósł do góry ręce.

- Do dziś pamiętam te słowa: ,,To nasz świat!" I ,,Ukradliście go nam!" - powtórzył te słowa, starając się oddać uczucia, z jakimi były wtedy wykrzyczane.

Lower podrapał się po karku, nie wiedział co odpowiedzieć. Sam był pod wielkim wrażeniem odwagi tamtej dziewczyny.

- Jak myślisz, ona żyje? - Charles wzruszył ramionami.

- Może. Mam taką nadzieję - Podniósł rozrąbane drewno, jedno mu upadło i przeturlało się prosto pod czyjeś nogi. Chłopaki spojrzeli najpierw po sobie, a potem na przybyszkę.

Dziewczyna schyliła się, by podnieść drewno i podeszła bliżej.

- Coś wam...zginęło? - Stanęła bliżej, gdzie światło jednej latarni już oświetlało jej twarz, a oni mogli ją rozpoznać.

- Dzięki ci, aniele! - Jednyn ruchem doskoczył do Ansy. Jordan Lower objął ją jednym ramieniem i posłał niewinny uśmiech koledze.

Aberald znów się schyliła, uwalniając się z objęcia fioletowowłosego, który stracił równowagę i prawie przewrócił się. Charles parsknął śmiechem.

- Co ty tu robisz?

- Pomyślałam, że może przyda wam się pomoc.

- A co z kolacją? - Foxwell uniósł jedną brew.

Ansa obejrzała się za siebie, by zobaczyć jak Laurys wychodzi za nią i niesie cztery porcje jedzenia.

- Jak ty to?!

- Każdy ma swoje talenty i sekrety - powiedziała słodko. - Uznajmy, że to jest mój.

Ai no TsubasaOpowie艣ci t臋tni膮ce 偶yciem. Odkryj je teraz