Chapter 14.

2.6K 250 49
                                              

„To, co nam było, co nam się zdarzyło. Do ułożenia w głowie mam. To nic nie znaczyło, to nie była miłość. A wciąż mam nadzieję, nowy plan."


  Spokojne dźwięki muzyki, którą wydawała zatrudniona orkiestra, nieco mnie uspokajała, chociaż zdecydowanie nie mogłam nazwać się w tym momencie osobą spokojną. Pełna obaw stałam obok Adriena. Tutaj było moje miejsce, szczególnie że po raz pierwszy, publicznie występowałam, jako jego narzeczona wśród jego licznej rodziny i znajomych. Babcia się pomyliła. Twierdziła, że niewielu zaproszonych dotrze, z powodu późnego zaproszenia, aczkolwiek najwyraźniej nie był to, aż tak wielki problem i miałam wrażenie, że dookoła nas kręci się ponad setka osób. Jak nie więcej. Nie liczyłam ich, oczywiście, ale ciągle ktoś nowy pojawiał się, ktoś się witał, przedstawiał, czy też składał nam gratulację. Gubiłam się w ich roześmianych twarzach, imionach i powiązaniach rodzinnych.

Głowa bolała mnie od natłoku informacji. Obserwowałam większą część rodziny Nikosto. Ciotki, wujkowie, kuzynostwo — bliższe i dalsze, partnerzy biznesowi, tłumnie gromadzili się wokół nas, gratulując nam zaręczyn. Jedni robili to wylewniej, inni nieco mniej. Czasami zdawało się to autentycznie bardzo szczere, a momentami odnosiłam wrażenie, że połowa słów pada tylko dlatego, że powinna i tak wypada.

Byłam zmęczona. Przyjęcie trwało, w najlepsze, od dobrych kilku godzin, a ja chciałam uciec jak najdalej, najlepiej do domu, przed telewizor. By móc dorwać kubełek z lodami czekoladowymi i mieć okazję nadrobić zaległości w serialach, które do niedawna lubiłam oglądać. Uniosłam głowę, zerkając na ciemnowłosego, który właśnie dyskutował z kobietą, która wraz z mężem zaczepiła nas moment wcześniej. Pani Luiza i pan Ernest, o ile pamięć mnie nie myliła. Energiczna kobieta, ledwo po czterdziestce, z czarnymi włosami, mocnym makijażem i natarczywym zapachem perfum, który drażnił mój nos. Oraz jej małżonek, nieco bardziej wycofany, wręcz znikający w jej blasku typowy mężczyzna w średnim wieku. Nieco wydatny brzuszek, nitki siwizny we włosach i zakola, które mówiły, że natura go nie oszczędza.

Ściskałam, naprawdę mocno ściskałam dłoń zielonookiego, za każdym razem, gdy ktoś z gości odważył się zapytać o szczegóły ślubu. Bałam się, że przez moją nieuwagę, bądź błędną odpowiedź, nasza mistyfikacja legnie w gruzach. Planowałam oczywiście, odzyskać Adriena, ale dzisiejszego wieczoru priorytetem było nie skompromitować się i pokazać wszystkim, że jesteśmy siebie nawzajem pewni. Nie było to wcale tak trudne, gdy nie musiało się ciągle udawać, ale miałam świadomość, że jednak powinnam się pilnować.

Zacisnęłam, więc oczy, policzyłam do trzech, wzięłam kilka szybkich, płytkich wdechów i z kolejnym sztucznym uśmiechem, tego wieczoru, skupiłam moją uwagę na kobiecie, która właśnie pytała mnie o kreację na wesele.

— Nie zastanawiałam się jeszcze nad sukienką... Mam czas, tak sądzę, że nie potrzebuję go, aż tak dużo — zaczęłam, posyłając jej kolejny, nieco szerszy uśmiech — aczkolwiek, jestem przekonana, że postawię na jakiegoś nieznanego projektanta, kogoś wchodzącego na rynek. Nie lubię obnosić się z pieniędzmi, a skoro mogę...

— Przecież to absurd! Prada! Versace, ktokolwiek, moja droga, narzeczona Adriena Nikosto nie może wystąpić w byle czym, w żadnym wypadku! — oburzyła się ciemnowłosa kobieta, wymachując energicznie dłońmi.

Najwyraźniej moja odpowiedź wcale nie przypadła jej do gustu, ale zdecydowanie, gdybym faktycznie miała brać ślub, wolałabym coś, bez metki, która kosztowałaby mnie mnóstwa pieniędzy za sam fakt sławnego nazwiska. Mój fikcyjny narzeczony, nie przejął się, delikatnie pocałował moją skroń, jakby chciał pokazać swoją solidarność ze mną i puścił perskie oczko do swojej ciotki.

Your movePrzysta艅 dla opowiada艅. Odkryj teraz