39. Teraz już wiesz

18.6K 1.6K 1.7K

KOCHANI! Wybaczcie spóźnienie. Ostatni rozdział okazał się mieć 50 stron, więc zdecydowałam się go mimo wszystko podzielić. TEN ROZDZIAŁ JEST PRZEDOSTATNI. Ostatni pojawi się za godzinę.


Gdy Erin zaczęła wreszcie wierzyć, że jej pobyt w KRATERze nigdy nie dobiegnie końca, Protektorzy przyszli po nią by obwieścić jej, że wychodzi.

Ujrzenie słońca po raz pierwszy od dwóch tygodni było słodko-gorzkim przeżyciem.

Z jednej strony cieszyła się niezmiernie, że wreszcie jest na zewnątrz. Z drugiej, nadal nie było z nią Keitha, Michael nie wrócił, żadna zagadka nie została rozwiązana i dziewczyna zaczynała czuć się zupełnie bezradna.

Kiedy trzy dni temu zabrali Castalawa, rozważyła ponowną próbę nocnej eskapady. Jednak nie posiadała już karty identyfikacyjnej i, mówiąc szczerze, bała się. Po raz pierwszy od dawna zamiast przeć ślepo na przód, zaczynała się zgadzać ze słowami Wampira.

Bo co tak naprawdę mogła zrobić? Jak daleko mogła zajść ona sama, pozbawiona jakiegokolwiek wsparcia, w specjalnej jednostce karnej ukrytej pod ziemią i zapełnionej wyszkolonymi Protektorami?

Jakaś jej część liczyła, że spotka Michaela w samolocie. Nie dość jednak, że go tam nie było, dziewczyna zauważyła z przerażeniem, że spośród osób lecących z nimi do KRATERu, teraz brakowało wszystkich Wampirów i Wilkołaków. To prawie sprawiło, że zawróciła. Przez chwilę była gotowa rzucić się na ochronę i przedrzeć na zewnątrz samolotu, żeby zrobić cokolwiek. Żeby czuć, że chociaż próbowała!

Tymczasem jednak siedziała na miejscu pasażera, spoglądając samotnie w dół, na oddalający się KRATER i ogarniało ją wielkie poczucie porażki.

Aż do teraz nigdy nie musiała zmierzyć się z myślą, że może nigdy nie uda jej się dojść do prawdy i uratować Keitha. A potem wszystko zaczęło robić się coraz bardziej mroczne i coraz mniej w zasięgu jej możliwości i nagle zamiast wielkich planów ratunkowych została z przerażającymi wizjami i obrazami krwi, które nie pozwalały jej spać po nocach. Sama jak palec, ze stuprocentową pewnością, że dzieje się coś niedobrego i ani jedną osobą, której mogłaby to ogłosić.

Gdy wylądowali w Denver mogła wreszcie włączyć swoją komórkę.

Znów ogarnęła ją nadzieja, że może Michaelowi nic nie jest i wysłał jej jakąś wiadomość, ale powitało ją jedynie nieodebrane połączenie od matki i jakaś mało istotna informacja od Beth. Wybrała numer Wampira, nerwowo łażąc tam i z powrotem po hali lotniskowej, wsłuchana w buczenie w słuchawce.

Michael nie odebrał, mimo że spróbowała trzy razy. Następnie zadzwoniła więc do Alei, ale jej komórka została zadeklarowana jako poza zasięgiem. Jeszcze lepiej.

Całą drogę do Mallaroy była spięta. Bębniła nerwowo palcami o wszystko, co znajdowało się pod ręką, podskakiwała wystraszona na każdy, głośniejszy dźwięk, biegała oczami we wszystkie strony, przerażona, że ktoś może ją obserwować.

Wyjechała do KRATERu z podejrzeniem, że coś jest nie tak. Wracała do Mallaroy z wizją, że ktoś porywa uczniów, by zasilali farmę krwi do bliżej nieuściślonych celów i im dłużej próbowała wyrzucić ten obraz ze swojej głowy, tym mocniej w niej utykał, przyprawiając ją o mdłości.

Ile by dała za informację, że jej przyjaciele są bezpieczni.

Wciąż jednak miała przed oczami twarz wycieńczonej Gabby, przez co nie mogła wykrzesać z siebie ani jednej pozytywnej iskry.

Kiedy wreszcie przywieziono ją do Mallaroy, była zmordowana podróżą i własnymi, paranoicznymi myślami. Nie tak wyobrażała sobie swój powrót. Miała kroczyć wesoło u boku Keitha, słuchając jego idiotycznych żartów. Zamiast tego wysiadała z samochodu nie tylko bez Mulata, ale także bez Michaela i nie mogła absolutnie nic na to poradzić.

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!