# 16

72 7 1

Musa

Tomlinson! Czy to nie jego mama Johannah Poulston (po drugim mężu Tomlinson) nie jest dziwką mojego ojca! To jest kurwa nie możliwe. Nie Proszę! 

- Melody, super bohaterka Paryża - powiedziałam. 

Mam nadzieję, że nie usłyszał w moim głosie złości, ani przerażenia. W końcu teraz jestem Melody, a nie Musą więc muszę ukryć swoje emocje. Nikt nie może widzieć tego! 

- Miło cię poznać - powiedział i pocałował mnie w rękę. Uśmiechnęłam się, by po chwili odsunąć się od niego i skierować w stronę  Nathalie. 

- Wszystko z Panią dobrze? 

- Poza tym, że mam dość Pana Agresta i jego wiecznych rozkazów, to jest dobrze. 

- Czasami praca nas dobija. Trzeba jednak pamiętać, że nie pracujemy bo ktoś nam każe, a dlatego że sami chcemy. Myślę, że przyda się Pani urlop. 

- Pan Agrest mi na to nie pozwoli. 

- Jeśli Pani nie pozwoli to proszę zwrócić się do mnie, ja to załatwię - powiedziałam.
Nathalie skinęła głową i podziękowała mi. Kazałam jej stanąć nieruchomo, po czym powiedziałam. 

- Teleportus. 

Kobieta zniknęła, a ja uśmiechnęłam się. Przynajmniej o jedną osobę mniej. 

- Super. Skąd tak potrafisz? - zapytał Louis. Odwróciłam się w stronę chłopaka i powiedziałam. 

- Wszystko za sprawą Dedlaka, a w przypadku Biedronki i Czarnego Kota Miraculum. Jest to magiczna biżuteria, której musimy chronić, jak i za jej pomocą chronimy ludzi przed złem. 

- Każdy tak może? 

- Nie tylko wybrańcy. Nasz los jednak nie jest łatwy, wydaje się to wszytko być piękne. Prawda jest jednak taka, że ratowanie ludzi to odpowiedzialność, a czasami zdarza się tak, że jeden z nas nie wraca. 

- Nie łatwe zadanie, ale dajecie sobie radę. Naprawdę miło cię poznać i dziękuje za ratunek. 

- Nie ma za co. Gdzie cię zabrać? 

- Na ulicę, 13 Gottlieb Street - powiedział, a ja westchnęłam cicho. 

Czyli tata przywiózł go ze sobą, ciekawe czy ta pinda też z nim jest. Mam nadzieję, że nie. Nie wiem czy dałabym radę wytrzymać z nią pod jednym dachem, szczególnie że mam wybuchowy charakter. 

- Jasne. 

Chwyciłam go w pasie i szybko zaczęłam biegać po dachach, co jakiś czas przeskakując je z nim. W ten sposób znaleźliśmy się pod domem w pięć minut. Postawiłam chłopaka powoli na ziemi. 

- Zawsze tak się przemieszczasz? - zapytał przerażony. 

- Jasne. Chyba nic ci się nie stało? 

- Nie, po prostu bałem się, że mnie upuścisz - powiedział na co wybuchnęłam śmiechem, gdy się opanowałam powiedziałam. 

- Spokojnie nie zrobiłabym tego. 

- Teraz już się nie boję. Jeszcze raz dzięki - powiedział i wszedł do domu. 

Westchnęłam tylko i szybko skierowałam się w stronę szkoły, wpadłam do jednej z uliczek.

- Koniec transformacji - powiedziałam, momentalnie zniknęło moje przebranie, uśmiechnęłam się po czym spojrzałam na zegarek, a uśmiech z mojej twarzy zszedł momentalnie. Jest już piętnasta! Straciłam cały dzień w szkole! Mama mnie zabije!

***********

- Już jestem! - krzyknęłam wchodząc do domu.  

- O jak dobrze, że już jesteś - usłyszałam głos taty, co całkowicie mnie zaskoczyło. 

On nadal tu jest! Nie po prostu nie mogę w to uwierzyć! Widać, że na prawdę oszalał! Przykleiłam sztuczny uśmiech na twarz i weszłam do kuchni, tak jak przypuszczałam siedział tam tata, Johannah (pizda) i Louis.

- Cześć tato, coś się stało. 

- Tak chcę ci coś powiedzieć. Siadaj - nie wiem czego chce, ale już się boję. 

- Co się stało? - powiedziałam zmartwiona i usiadłam na krześle. 

- Bo widzisz ja i Johannah chcemy za siebie wyjść. 

- Zostaniesz moją druhną?

Lecimy z rozdziałam jak z burzą. Mama nadzieję, że wam się podoba, jeśli tak napiszcie coś, będę wam bardzo wdzięczna :)

Lecę pa <3

The GuardsRead this story for FREE!