Rozdział 1 - Najgorsze urodziny w życiu

63 8 1




Gemma krzyknęła i usiadła gwałtownie. Znowu miała ten sen, który śnił jej się dokładnie co tydzień, od jakichś trzech miesięcy. Nie pamiętała dokładnie, co się w nim wydarzyło. Wiedziała jedynie, że uciekała przed kimś. A chwilę przed obudzeniem słyszała przerażający śmiech.

Wzdrygnęła się. Samo wspomnienie tego koszmaru było okropne, a co dopiero samo go przeżycie. Objęła się za ramiona i podkuliła kolana. Wzięła kilka głębokich oddechów, próbując się uspokoić. Po siedmiu wdechach i wydechach jej serce zwolniło. Rozluźniła mięśnie i opadła z powrotem na poduszkę. Zamknęła oczy, aby wrócić do krainy Morfeusza.

Kiedy była już na granicy między snem a jawą, znowu usłyszała ten przerażający chichot. Otworzyła oczy i rozejrzała się po pokoju z przerażeniem.

- To tylko twoja wyobraźnia - mówiła sama do siebie. - Przecież nikogo tu nie ma.

Nagle usłyszała głośny dźwięk. Cofnęła się na łóżku i grzmotnęła głową w półkę na książki.

- Ała - syknęła, zdając sobie sprawę, że przestraszył ją budzik. - Ale ze mnie idiotka.

Z głośnym westchnieniem odrzuciła kołdrę na bok i przeciągnęła się. Wstała i podeszła do lustra. W miejscu, w które się uderzyła, pojawił się siniak. Zaśmiała się z zażenowaniem ze swojej głupoty i spojrzała na kalendarz, po czym rozpromieniła się. Dzisiaj były jej siedemnaste urodziny. W mgnieniu oka umyła się i ubrała.

Nie przechwalając się, Gemma była bardzo popularna w swoim liceum. Ale nie była zarozumiała, jak większość innych znanych dziewczyn ze szkoły. Była po prostu miła dla każdego, ale wiedziała, że i tak nie będzie lubiana przez wszystkich. Samo wybranie ją na kapitana drużyny cheerleaderek, przysporzyło jej niemało kłopotów. Kilka dziewczyn z drużyny od początku próbowało się jej pozbyć. Josie Kent, największa rywalka Gemmy, konkurowała z nią o WSZYSTKO. Josie jest taką osobą, która nienawidzi przegrywać i zrobi wszystko, aby zniszczyć komuś życie. Jakby nie miała nic innego do roboty w życiu.

Gemma westchnęła. Nie chciała spędzić całego ranka na rozmyślaniu o Josie.

Zeszła do kuchni, gdzie przy stole siedział już jej ojciec, Albert Jones.

- Dzień dobry, tato! - krzyknęła radośnie.

- No proszę, czyżby to była moja mała jubilatka? - zaśmiał się Albert, odstawiając kubek z kawą. - Wszystkiego najlepszego, skarbie.

- Dzięki, tato - uśmiechnęła się.

- Pamiętaj, że dzisiaj jest twoja impreza "niespodzianka" - powiedział. - Nie spóźnij się.

- Tak, tak - odparła, wkładając kawałek gofra do ust. - To ja lecę. Pa, tato!

***

Kiedy zaparkowała swoje niebieskie Subaru na szkolnym parkingu, zobaczyła, że zbliżają się do niej jej przyjaciółki, Aria i Agnes.

- A kto to przyjechał? Nasza siedemnastolatka Jones! - krzyknęła Agnes, machając rękami.

- Cześć, dziewczyny - przywitała się Gemma, zamykając drzwi od samochodu.

- Wszystkiego najlepszego - powiedziała Aria z uśmiechem i objęła przyjaciółkę ramieniem. - Słyszałam, że chłopcy z drużyny mają dla ciebie coś specjalnego. Oczywiście inicjatorem był Adrien.

- Aria! - syknęła Agnes. - To miała być nie-spo-dzian-ka.

Gemma zachichotała.

Adrien Davis - kapitan drużyny futbolowej oraz chłopak Gemmy. Wszystkie dziewczyny w szkole do niego wzdychały. A on, zanim poznał Gemmę, był niezłym flirciarzem. Wiedział, że potrafi zdobyć każdą, dlatego nieźle się zdziwił, kiedy Jones nawrzeszczała na niego pierwszego dnia, kiedy się poznali. Od tamtego dnia ciągle się za nią uganiał, co naprawdę ją denerwowało. Potem, dla świętego spokoju, umówiła się z nim. Jak się okazało, był miłym facetem, który w wolnym czasie zajmuje się swoją chorą babcią i pracuje w ogrodzie.

Na samo to wspomnienie Gemma miała motylki w brzuchu i rumieniła się jak wariatka.

- To ja może do niego pójdę - powiedziała, szczerząc się w głupkowatym uśmiechu.

Aria i Agnes popatrzyły na siebie zadowolone.

- Tylko potem nam wszystko opowiedz! - krzyknęły za nią i wróciły do szkoły.

Gemma skierowała swoje kroki na szkolne boisko. Zobaczyła, że chłopcy z drużyny rozkładają sprzęt i rozgrzewają się. Jednak wśród nich nie było Adriena.

- Eddy! - podbiegła do przyjaciela Adriena, który właśnie rozstawiał pachołki. Chłopak odwrócił się i wykrzywił twarz w dziwnym grymasie. - Widziałeś może Adriena?

Eddy prychnął z irytacją i wskazał niedbale na komórkę ze sprzętem sportowym.

- Tam powinien być - powiedział, mrużąc oczy. Dwóch innych chłopaków parsknęło śmiechem. Reszta drużyny patrzyła na nią z politowaniem.

- Dzięki - powiedziała cicho i poszła we wskazanym kierunku. O co im chodzi, pomyślała, zagryzając wargę.

Weszła do komórki i usłyszała przytłumione głosy.

- Adrien? - odezwała się niepewnie, a to, co zobaczyła, przyprawiło ją o zawroty głowy. Adrien całował się z Josie. Dziewczyna, zauważywszy Gemmę, uśmiechnęła się triumfująco i mocniej wpiła się w usta chłopaka. - Adrien?! - powtórzyła Jones głośniej.

Adrien odwrócił się do niej i spojrzał na nią z irytacją.

- Zapraszał cię tu ktoś? - warknął.

- S-słucham? - pisnęła przerażona Gemma. Nie mogła wydusić z siebie żadnego słowa.

- Głucha jesteś? - Josie uniosła brwi i wydęła usta. - Zmiataj stąd, jesteśmy zajęci!

Gemma cofnęła się o krok, a potem wypadła z komórki. Kiedy zaczęła biec w stronę szkoły, czuła na sobie spojrzenia chłopaków z drużyny futbolowej. Musiała znaleźć swoje przyjaciółki.

Przed głównym wejściem zauważyła Christianę z samorządu szkolnego.

- Widziałaś może Arię i Agnes? - zapytała, starając się przestać trząść.

Christiana spojrzała na nią z odrazą i popchnęła ją mocno. Gemma upadła na ziemię, raniąc łokieć. Była jednak bardziej zdziwiona reakcją koleżanki, niż samym upadkiem.

- Fuj! - krzyknęła Christiana z pogardą i uciekła.

Gemma zaczęła oddychać szybciej. Nikt nie podszedł i nie pomógł jej wstać. Wszyscy za to patrzyli na to zjawisko z rozbawieniem, irytacją lub obojętnością. Jones wstała niezgrabnie i ze łzami w oczach pobiegła do swojego samochodu. Z drżącymi rękoma włożyła kluczyki do stacyjki i ruszyła z piskiem opon.

Chciała uciec jak najdalej. Dlaczego to jej się przydarzyło? Czym sobie na to zasłużyła? W mgnieniu oka wszyscy się od niej odwrócili. Zaczęli nią gardzić, jakby była jakimś pasożytem.

Nagle poczuła promieniujący ból w klatce piersiowej. Nie mogła nabrać powietrza, jakby była pod wodą. Miała ochotę zwymiotować.
Zobaczyła, że na drodze ktoś stał. Chciała zatrzymać samochód, ale nie mogła ruszyć nogą. Złapała mocno kierownicę i obróciła ją gwałtownie w lewo. Auto wpadło w poślizg.

Ostatnie, co Gemma usłyszała przed straceniem przytomności, był ten przerażający chichot z jej snu.

Ciąg dalszy nastąpi...

Trzynasta WładczyniPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!