Świąteczny plan

20 4 0
                                              

Siedziałyśmy z siostrą na parapecie i patrzyłyśmy na padający za oknem śnieg. Plac zabaw był całkowicie pokryty białym puchem. W radiu leciała piosenka „Rozpalę w Tobie Święta". Nuciłam ją pod nosem, głaszcząc Cini po brązowych lokach.

- Dlaczego my nie mamy normalnych świąt? - Zapytała nieoczekiwanie. Przestałam ją głaskać, nie wiedząc co jej na to odpowiedzieć. Z pokoju rodziców dobiegały przyciszone głosy zażartej kłótni, która trwała nieustannie od dwóch tygodni. Cini spojrzała na mnie wyczekująco.

-Eeeee... - zdobyłam się tylko na wzruszenie ramionami. Co miałam jej powiedzieć? Że rodzice planują rozwód, bo mama zdradziła ojca osiemnaście lat temu? I że on nie jest moim biologicznym rodzicem? Cini miała dopiero cztery lata, więc za wiele by z tego nie zrozumiała. Westchnęłam zrezygnowana i zsunęłam się z parapetu. Wyjrzałam na korytarz i spojrzałam na siostrę. Przechyliła głowę w lewo, przez co wyglądała jak szczeniak. Przywołałam ją do siebie i przyłożyłam palec do ust.

-Chodź. - wzięłam ją za rękę i po cichu zdjęłam nasze kurtki z wieszaka w przedpokoju.

Spojrzałam na drzwi pokoju rodziców. Coś o nie uderzyło i rozbiło się. Zastygłam, gdy zobaczyłam jak ktoś naciska klamkę.

-Jesteś tchórzem! - krzyk matki rozniósł się po całym mieszkaniu. Pojechała ojcu po ambicji. Dla żołnierza nie ma chyba nic bardziej obraźliwego, niż nazwanie go tchórzem. Ojciec gwałtownie puścił klamkę, uchylając częściowo drzwi. Miałam nadzieję, że żadne z rodziców nas nie zauważy. Podeszłam do szpary. Tata był na tyle umięśniony i wysoki, że zakrywał nas całą swoją sylwetką. Wypuściłam wstrzymywane powietrze i otworzyłam drzwi wejściowe. Cini wyszła pierwsza, niosąc nasze buty. Cichutko zamknęłam je za nami.

-Gdzie idziemy? - zapytała, gdy podniosłam jej podbródek do góry, starając się nie przyciąć jej suwakiem brody. Jeden z najgorszych bólów w dzieciństwie jakie przeżyłam, więc wolałam ich oszczędzić mojej siostrze.

-Idziemy się pobawić – powiedziałam, wiążąc jej szalik wokół szyi.

-Ale mama mówi, że to nie jest bezpieczne.

Mama wciąż miała w pamięci fakt, że spadłam kiedyś z huśtawki i złamałam sobie rękę, co tak naprawdę było moją winą. Nigdy więcej nie pozwoliła mi się już tam bawić. Pamiętam, jak godzinami siedziałam przy oknie, patrząc na roześmiane dzieciaki. Gdy urodziła się Cynthia, zupełnie odseparowała ją od rówieśników. Mała chodziła do prywatnego przedszkola, gdzie kładli duży nacisk na naukę i dobre wychowanie. Uczęszczało tam dużo dzieci z zamożnych rodzin, przez co moja siostra źle się tam czuła. Dlatego też, w ten jeden, świąteczny dzień, chciałam podarować jej kilka godzin beztroski i zabawy. Czyli tego, na co zasługuje normalne dziecko.

-Wcale nie – zawiązałam swoje sznurówki i chwyciłam dziewczynkę za rękę. -Jak już się zmęczymy, pójdziemy do mojej ulubionej kawiarenki.

-Jest otwarta?

-Nie jest. Ale będzie. Jej właścicielka jest moją przyjaciółką. A kto wie, może wymyśli jakiś sposób, aby nasi rodzice przestali się kłócić?

-Tak, tak! - wykrzyknęła mała, a jej głosik odbił się echem po całej klatce schodowej. Wybiegłyśmy na zewnątrz. Śnieg lśnił w świetle latarń ulicznych. Uśmiechnęłam się i podeszłam do żywopłotu. Zebrałam stamtąd biały puch i wyrzuciłam go w powietrze. Zaczęłam kręcić się w kółko i chichotać jak wariatka.

-Idziemy! - pobiegłyśmy za nasz blok i weszłyśmy przez bramkę na plac zabaw. Dopadłyśmy huśtawki i zgarnęłyśmy z nich śnieg. Drewno było zimne od śniegu, jednak nic nas to nie obchodziło. Zaczęłyśmy się huśtać coraz wyżej i wyżej, aż nagle zleciałam z huśtawki i wylądowałam twarzą w śniegu. Wyplułam śnieg i zobaczyłam siostrę, która patrzyła na mnie z przerażeniem.

Zainspirowana. Zbiór opowiadańWhere stories live. Discover now