Kiedy w końcu uporałam się z zapięciem i medalik zawisnął na mojej szyi, dziwne uczucie zniknęło. Znów poczułam się bezpieczna. Odkąd moja siostra została zamordowana a ojciec się powiesił, czułam tylko strach i gniew. Te uczucia przeplatały się wzajemnie, powodując u mnie zanik osobowości. Pusta skorupa, która tylko egzystowała. Brakowało mi tego uczucia, że ktoś jednak będzie mnie chronił. Niezależnie od tego kim byłam i co robiłam.

Zachciało mi się spać. Nie miałam siły, aby wstać z łóżka i przejść z powrotem do siebie, więc położyłam się w pokoju ojca. Łóżko skrzypnęło pod moim ciężarem a część wisiorków spadło, gdy wyprostowałam nogę.

Przez głowę przemknął mi wers z piosenki również zespołu Skillet, jednak tym razem pochodzący z utworu „Stars".

-"The deepest steps, The darkest nights. Can't separate, can't keep me from your sight. I get so lost forget my way. But still you love and you don't forget my name."

Obecnie...

-Myślisz, że kiedyś będę szczęśliwa? - zapytałam Pawła, patrzącego w stronę zachodzącego słońca. Spojrzał na mnie, a w jego błękitnych oczach błysnęła dezaprobata. Po chwili znów spojrzał w stronę horyzontu i objął mnie ramieniem. Położyłam głowę na jego ramieniu.

-Kochanie, dobrze wiesz, że Bóg zrobił to z troski. To nie jest tak, że zrobił ci na złość, powodując ten niezbyt pozytywny rozwój wypadków. Chciał, abyś nauczyła się kochać, wybaczać i być silna. Pamiętaj, że wszystko dzieje się po coś.

-Zabrzmiało mi to trochę jak zasada niani McPhee. „Gdy mnie potrzebujecie, a nie chcecie, muszę zostać. A gdy mnie chcecie, ale już nie potrzebujecie, muszę odejść". Z nim też tak było? Gdy go potrzebowałam, nawet gdy o tym nie wiedziałam, a go nie chciałam, to on został. Jak go chciałam, ale już nie potrzebowałam, co też było w moim przypadku dosyć wielkim odkryciem, to odszedł?

-Coś w tym rodzaju. Kotku, musisz zapamiętać jedną rzecz. Choćby tysiąc mężczyzn złamało ci serce, choćbyś kiedykolwiek czuła się niekochana, pamiętaj, że Bóg cię widzi i kocha właśnie taką, jaką jesteś. Nie poda ci wszystkiego na srebrnej tacy, jednak pomoże ci zdobyć to, co jest dla ciebie ważne. Da ci cenne lekcje, które nauczą cię jak żyć. Tylko wierz.

Zastanowiłam się nad wagą jego słów. Paweł miał rację. Możliwe że pan X pojawił się w moim życiu tylko po to, aby znów przyprowadzić mnie do Boga. Przyznaję, że trochę zabłądziłam na ścieżce życiowej. Zgubiłam się. Aż w którymś momencie coś we mnie pękło i znów uwierzyłam. Wiara pomogła mi przetrwać najgorsze momenty. Sprawiła, że stałam się niezniszczalna. Myślami wróciłam do mojej modlitwy, gdy byłam młodsza. Zabrałam modlitewnik mamy i modliłam się o miłość. Wierzyłam w to tak mocno, że pojawił się pan X.

Wzięłam głęboki wdech. Może to przez niego Bóg chciał mi pokazać, że przez cały czas mnie słyszy i widzi? Że zawsze mi pomoże? Że nigdy nie jest zbyt daleko i jest właśnie tam, gdzie chwiałabym aby był?

Pokiwałam głową i ponownie spojrzałam na chłopaka. Uśmiechnęłam się.

-Anioł.

-Hmmm?

-Jesteś moim Aniołem – powtórzyłam i wyprostowałam się. Herbata w kubku, który trzymałam w dłoniach zdążyła już wystygnąć a słońce lada moment miało się schować za linią horyzontu. Widziałam jego pytające spojrzenie, więc wyjaśniłam mu.

-Trzy miesiące wcześniej poprosiłam Boga aby zesłał jednego ze swoich Aniołów, bo byłam przekonana że sama sobie bym nie poradziła. Kilka dni później pojawiłeś się ty.

-Znalazłem się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie – wzruszył tylko ramionami.

-Uratowałeś mnie.

Zbiłam go z pantałyku.

-Gdybyś tamtego dnia nie stał obok mnie na przystanku, zapewne zmarłabym na zawał. Nie mam chorego serca. Wzięłam po prostu za dużą ilość leków. Przypadkiem, ale jednak. Ale byłeś i zadzwoniłeś po pomoc.

-Już ci powiedziałem że...

-Kto normalny czeka na autobus o wpół do trzeciej rano, gdzieś na jakiejś bocznej drodze, o której pamięta tylko Bór Wszechlistny?

-Ktoś jeszcze używa takich porównań?

-Użytkownicy Wattpada. Ale to nie jest ważne. Sam powiedziałeś, że wszystko dzieje się po coś. Nie stałeś na tym przystanku, bo Bogu się tak podobało. Miałeś mi uratować życie... Hej, co ty robisz?!

Paweł zerwał się z miejsca i przerzucił mnie sobie przez ramię. Wylałam herbatę na jego kurtkę i wypuściłam z rąk kubek, który roztrzaskał się na tarasie. Odwrócił się plecami do słońca, które całkowicie zdążyło już zniknąć z pola widzenia i sprężystym krokiem zaczął iść w stronę domu.

-Kocham twoje filozoficzne wywody. Jednak powinnaś kogoś odwiedzić i mu podziękować.

Postawił mnie na ganku mojego domu i pokazał coś w oddali.

-Powinnaś się przeprosić z kościołem i w końcu do niego pójść. Nie musisz iść od razu na mszę. Dopiero co zaczęłaś wracać do Boga. Jeżeli czujesz dyskomfort związany z ludźmi, pójdź wtedy, gdy prawie nie ma tam nikogo. Gdy się przełamiesz, idź do spowiedzi, a później na mszę. Małe kroczki i nie wszystko naraz. To nic, że zgubiłaś drogę. Jesteś tylko człowiekiem i masz do tego prawo. Tylko proszę cię o jedno. Nigdy nie przestawaj wierzyć.

Zainspirowana. Zbiór opowiadańWhere stories live. Discover now