1.2. Sąd

12K 789 33
                                    

Do celi wszedł strażnik. Odpiął moje ciężkie kajdany od ściany i przerzucił mnie przez ramię. Powinnam iść sama, ale Kevin był moim dobrym kumplem i zlitował się nade mną. Gdybym szła sama, cierpiałabym bardziej. Złote kajdany, które sprawiają ogromny ból aniołom, dostatecznie dały mi się we znaki. Kevin zaniósł mnie do sali luster, gdzie zostałam przebrana w długą, mleczną suknię, która podkreślała moje wydatne kształty. Kolor sukienki idealnie współgrał z moimi blond włosami sięgającymi do pasa. Zdjęto mi kajdany i pozwolono rozprostować skrzydła. Wyprowadzono mnie przed sąd. Wyrok zapadł błyskawicznie. Zostałam uznana za winną i skazana na zesłanie do piekła. Na dodatek Bóg kazał pozbawić mnie skrzydeł. Popatrzyłam na Gabriela, ale on odwrócił wzrok. Poczułam delikatny uścisk na skrzydłach, odwróciłam głowę i zobaczyłam dwóch strażników, którzy mieli za zadanie pozbawić mnie tego cennego skarbu. Lucyfer miał to szczęście, że zachował swoje skrzydła.

— Zostawcie ją, niech skrzydeł pozbawi ją Gabriel — rzekł Bóg.

Nikt nie protestował, a ja wiedziałam, że będzie bolało bardziej niż gdyby to uczynili strażnicy. Kevin popatrzył na mnie smutnym wzrokiem. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie. Zauważyłam, że Gabriel zmierza w moją stronę. Zamknęłam oczy i otworzyłam je dopiero, gdy byłam pewna, że anioł stoi za mną. Michał zerknął na Kevina, który machnął ręką i postawił przede mną ogromne Lustro. Tam patrzyła na mnie zupełnie obca osoba. Czarna suknia — znak potępienia. Zielone oczy zamiast niebieskich. Długie, hebanowe i kręcone włosy zamiast prostych i mlecznych. Jedyne, co przypominało dawną mnie, były usta - tak samo pełne i czerwone.
Wydałam jęk i powiedziałam, łapiąc się za głowę:

— Tylko nie włosy!

Usłyszałam czyjś śmiech, ale w ogóle się tym nie przejęłam. Moje dawne włosy były moim atutem i znakiem rozpoznawczym w niebie. Nikt nie miał tak nieskazitelnie prostych i mlecznych włosów jak ja! Poczułam szarpnięcie i ostry ból w łopatce. Zrozumiałam, że Gabriel próbuje pozbawić mnie skrzydeł. Nigdy tego nie robił, więc nie wiedział, jak ma się do tego zabrać.

— Kevin! Oderwij jej skrzydła odkupienia i pokaż Gabrielowi, jak odpowiednio przelać moc - znów dobiegł mnie głos Najwyższego.

Kevin podszedł do moich skrzydeł i złapał je mocno, powoli przelewając moc. Zaczął je odrywać. Ból był przerażający, łzy spływały strumieniami po moich policzkach. Od nadmiaru otaczającej mnie mocy, włosy zaczęły się unosić, a sukienka rwać.

— Teraz juz wiesz? — spytał Bóg Gabriela.

— Tak — odparł cicho Gabriel.

Gabriel pozbywał się wszystkich skrzydeł po kolei: najpierw skrzydeł odkupienia, których pozbawił mnie Kevin, później skrzydeł czystości, chwały, szybkości, skazy, miłosierdzia i anielskie. Z każdą parą skrzydeł, wokół mnie fruwało coraz więcej nadpalonych piór. Wzięłam jedno całe, niezniszczone i mocno ścisnęłam w dłoni. Upadłam na kolana. W Lustrze moje spojrzenie krzyżowało się ze wzrokiem Gabriela. Zauważyłam, że po policzku archanioła spływa samotna łza. Gdy pozbył się ostatniego anielskiego skrzydła, a cała moc mnie opuściła, włosy opadły kurtyną na moją twarz. Suknia ledwo zakrywała moje ciało. Podeszło do mnie dwóch strażników. Chwycili mnie za ramiona i podnieśli. Kierowaliśmy się za Bogiem do otchłani. Poczułam powiew ciepłego powietrza, kiedy stanęliśmy nad czeluścią. Bramy piekieł stanęły otworem. Strażnicy pchnęli mnie w otchłań, ostatni raz widziałam niebo. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Na koniec usłyszałam wciekły głos Lucyfera i odpowiedź Boga.

— Miałeś pozostawić jej włosy — rzekł Lucyfer.

— Ups… zapomniałem — odparł szyderczym tonem Bóg.

Upadłam. Uderzyłam o chłodną ziemię. Straciłam przytomność, albo tak mi się wydawało, bo anioły nie mdleją. A tak…
Już nie jestem aniołem.
Jestem upadłym.
Diabłem.

Sam na sam z LucyferemOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz