Louis: Jestem przez ciebie przybity, ale to twoja decyzja.

Ja: Dzięki.

   To chyba oczywiste, że nie miałam zamiaru sprawiać, by byli zawiedzeni, smutni, przybici czy coś tam jeszcze. Musieli mnie zrozumieć, innego wyjścia nie widziałam w takiej sytuacji.

   Miałam czas dla siebie. Mogłam długo spać, bo nie śpieszyłam się do pracy. Haha, bo ja nawet nie miałam pracy. Cały dzień leżałam w sypialni na łóżku. Wokół mnie na podłodze obłożonej pastelowo-zielonym dywanem leżały porozrzucane ubrania. Byłam zbyt leniwa, by sprzątać. Zbliżał się późny wieczór, a ja tkwiłam już pod kołdrą i jedną nogą gościłam w krainie Morfeusza, gdy ktoś zapukał. Leniwym, wolnym krokiem podążyłam do drzwi. Kiedy je otworzyłam, zobaczyłam w progu całą spółkę: Ryana, Chrisa, Chaza i Fredo. Wszyscy się uśmiechali, dopóki mnie nie zobaczyli.

- C-co wy tu robicie? - spytałam cicho bez cienia radości.

- Nie odpisywałaś, nie odbierałaś telefonu, więc przyjechaliśmy do ciebie - odpowiedział Chris wzruszając ramionami - ale widzę, że nie jesteś zadowolona?

- Jak widać nie - mruknęłam odsuwając się na bok, aby mogli wejść do środka.

- Musimy porozmawiać - Ryan westchnął ściągając buty.

- Domyślam się. Mam nadzieję, że to będzie szybka rozmowa, bo mam dużo pracy.

- Dużo pracy? - prychnął Fredo. - Jak na przykład co? Co musisz zrobić wieczorem o dwudziestej pierwszej w Święta?

- Co cię to obchodzi? - syknęłam uderzając go ''z bara''.

   Przeszłam do kuchni, aby zrobić im herbatę. Co prawda nie miałam chęci na to, ale byłam zmuszona. Niegrzecznie byłoby ich wyrzucić, a poza tym i tak już byłam chamska dla nich, gdy tak się odzywałam. Próbowałam to powstrzymać, ale jakoś nie mogłam. Chłopcy usiedli przy stole, bacznie się we mnie wpatrując. Zdenerwowałam się, nie byłam zabytkiem w muzeum, aby tak się na mnie gapili.

- O co wam chodzi? - warknęłam.

- Co się z tobą dzieje? - spytał Chris.

- Nic? - odpowiedziałam pytaniem z nutką kpiny w głosie. - Niby co miałoby się ze mną dziać?

- Na pewno coś złego - wtrącił Ryan. - Nie odzywałaś się do nas w ogóle. Nawet teraz nie ucieszyłaś się, kiedy po raz pierwszy od kilku miesięcy nas zobaczyłaś. Nie tak zawsze było.

- Może wybraliście zły dzień na odwiedziny?

- Jak Święta Bożego Narodzenia mogą być złym czasem na odwiedziny? To jest czas na spotkania z rodziną i przyjaciółmi, Ari! Czas, by dzielić się opłatkiem, śpiewać kolędy i-

- Daj spokój, Ry - burknęłam opierając się o blat kuchenny. - Nie chcę tego słyszeć. Rzygam Świętami i całą tą sztuczną atmosferą. Połowa życzeń nie jest nawet od serca, ludzie mówią to wszystko, bo tak jest grzecznie. Nie chcę o tym rozmawiać.

   Cała czwórka nie odrywała wzroku ode mnie. Czy ja nie dałam im wyraźnie do zrozumienia swoją sukowatością, że to zły czas na takie rozmowy, gapienie się i w ogóle... spotkania?

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!