Rozdział 1 - Cholera co jest?

670 61 6

Bucky? Em, to ty? - Zabije... - Tak to zdecydowanie ty. Rusz dupsko! - Cholera co jest?! -Zrywając się ze snu, Zimowy Żołnierz obudził się na jednej z leśnych ścieżek. - Gdzie ja jestem. - Leśna puszcza otaczała go ze wszystkich stro... - Kto tu jest? I dla czego, tak cholernie boli mnie głowa. - Jestem twoim narratorem, nie zwracaj na mnie uwagi. A i przy teleportacji istnieją takie skutki uboczne, to minie. Chyba. - Teleportacja? Jaki narrator? Masz mnie za idiotę?! - W żadnym razie. No może trochę. - Co to za miejsce. Musze wrócić. Musze... - Żeby się stąd wydostać musisz zrealizować opowieść. - Mów, albo dostaniesz kulkę w łeb. A może tak naprawdę się nie obudziłem. Coś jest nie tak. * Klask* - Walnięcie sobie z liścia w twarz nic tu nie pomoże. - Zamilcz i pomóż mi się stąd wydostać. Albo nie, lepiej nic nie mów.

***

Idąc ścieżką Bucky zauważył, że przy drodze ktoś leży. Rozglądając się po okolicy w celu zinfiltrowania ewentualnego zagrożenia, ruszył dalej przed siebie. Ej, ej tam ktoś leży. Zainteresował byś się, może potrzebuje pomocy? - Ja nie pomagam. - Oj no weź, ten raz. - Yhh. - Jej! Podchodząc do leżącej osoby Bucky... - Musisz komentować wszystko co robię? Wkurzasz mnie. A tak właściwie, dlaczego wydaje mi się, że tylko ja cie słyszę? - Hyhyhy dobrze to ująłeś, wydaję ci się. - Dla kogo pracujesz?! - Spokojnie, po co te nerwy, to tylko opowieść. - Opowieść? Chyba oberwałem w głowę. I to mocno.- Osoba, która leżała przy drodze, tkwiła w całkowitym bezruchu, leżąc na brzuchu. Zimowy Żołnierz wyciągając broń, ostrożnie złapał ją za rękę, sprawdzając tętno. - Trup. - odparł z wyraźna obojętnością w głosie. - Ty naprawdę chcesz dzisiaj umrzeć. - straszny z ciebie gbur czasami, po po prostu udawaj, że mnie tu nie ma okej? - Nie. - przyzwyczaisz się, jakiś czas będziesz musiał ze mną wytrzymać. To jak partnerze, kończymy opowieść? *wyciąga w Jego kierunku wyimaginowaną piątkę* - Pracuje sam. - Ty to potrafisz zepsuć nastrój. Bucky przewracając ciało na plecy i ściągając mu czerwony kaptur, nie mógł uwierzyć w to co właśnie widzi. Twarz młodej dziewczyny była cała we krwi. Natomiast na brzuchu, były liczne rany cięte, przypominające ślady pazurów. - Trochę za duże jak na wilka. A z resztą, może i wilk. Jesteś tam jeszcze? Wiesz co to? - Zaraz zwymiotuję, daj mi chwilkę. -To będzie cholernie długi dzień.



No hej :D 

Witam na nowym opowiadanku! Na wstępie nie wiem czy lepiej pisać Buckiego z podkreśleniem czy tą gruba czcionką co teraz ale tu czekam na waszą opinie :D Opowiadanko będzie dosyć nietypowe ale jak na razie musi się rozkręcić :) Zachęcam do komentarzyków i gwiazdeczek bo to zawsze pomaga *-* Dzięki, że przybyłeś przybyszu *v* i mam nadzieje, że zagościsz tutaj częściej :3 Bez odbioru ^-^ :D

Zimowy Kapturek - czyli misja inna niż wszystkie.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!