Oboje weszliśmy w ciszy do mojego pokoju. Nie odezwaliśmy się od siebie od momentu całej tej farsy na dole przed mamą i nadal nie wiem po cholerę on to zrobił.

- Um ... czemu okłamałeś moją mamę ? - Zapytałam, usiadłam na łóżku zastanawiając się czy przypadkiem nie powinnam zaproponować mu czegoś do picia czy coś.

- Nie zrozumiesz, więc nie gadajmy o tym, okey?- Zapytał siadając, obok mnie, a swoje łokcie oparł o kolana. Twarz ukrył w dłoniach, a ja za cholerę nie wiedziałam co mam zrobić. - Po prostu chce Ci coś wyjaśnić, więc proszę Cię nie odzywaj się na razie.

- Ale-e - Zgromił mnie wzrokiem na co od razu się zamknęłam i jedynie czekałam na to co ma nastąpić, a tak po pierwsze powiedzcie mi po co zgodziłam się z nim pójść do mojego pokoju ? A no tak Brad. Cholera jasna po co on tu w ogóle przylazł ?!

- Pomyliłaś się co do wtedy. - Zaczął, dzięki czemu ocknęłam się i uważnie skanowałam jego boczny profil twarzy. Nie wiedząc o co chodzi, miałam już coś powiedzieć, ale samo się wyjaśniło, gdy tylko Jason się odezwał. - Nie chodziło o ciebie. Bob miał na myśli twoją przyjaciółkę. - Spojrzał na mnie, a w jego oczach widziałam strach i bezradność. Co do cholery ?! - Za nim coś powiesz wysłuchaj mnie.- Szepnął- błagalnie. Kiwnęłam jedynie głową na znak, że rozumiem, bo po prostu nie mogłam nic powiedzieć. - Brad wszystko uknuł i porozumiał się  z tym całym Eliot'em. Nie brałem w tym udziału, ale zle się czuje ze świadomością, że uznałaś, iż to o ciebie chodziło. Nie zawiozłem Cię tam, aby oddać ciebie Brad’owi czy coś. W ogóle czemu tak pomyślałaś ?!

- Zgadnij! - Wyrzuciłam rece do góry w nie dowierzaniu. - Czy ty uważasz, ze jestem aż tak głupia? - Zapytałam, krzyżując nogi na łóżku i umieściłam swoje ciało na przeciwko chłopaka.

- Oświeć mnie. - Burknął nadal patrząc w podłogę.

- Jesteś w gangu Brada ! To chyba mówi samo za siebie?. - Powiedziałam.

-  Szkoda, ze umiesz tylko oceniać ludzi i nie widzisz tego co dla ciebie robią. - Splunął, a następnie wyszedł z mojego pokoju trzaskając drzwiami.

To mnie serio zaskoczyło, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji, żeby ktokolwiek mi powiedział, ze jestem płytka. Tylko, że on mnie nie zna i co może wiedzieć?! Oh, przecież ja tez nie wiele o nim wiem, a go oceniłam. Sądziłam, ze jest taki jak Brad i tylko się zgrywa, że jest myli. Myliłam się ? 

  Nareszcie sobota, mogę trochę odpocząć od szkoły, ludzi i innych pierdoł, które zawracały  mi głowę przez ten tydzień, jestem wykończona psychicznie i fizycznie. Mam zamiar zrobić sobie dzień „ leniuchowania”.  Wstając z łóżka, rzuciłam telefon na materac, a swoje ciało owinęłam w puchowy szlafrok, który dostałam na ostatnie urodziny od mojej  kochanej babci. Może to niewielki prezent, ale wiem, że od serca i tyle mi wystarczy. Przynajmniej czułam się dobrze we własne urodziny, zazwyczaj tak nie jest. Jakoś nie daje mi przyjemność świadomość, że tego dnia mam mięć numerek więcej na sowim koncie, a zmarszczek będzie przybywało. Jedynie co mnie cieszy to te prezenty, bo mogę poczuć się szczęśliwa i wyjątkowa.

  Po cichu zeszłam na dół  do kuchni, jak sądzę rodzice jeszcze śpią lub postanowili gdzieś wyjść beze mnie co ostatnio zdarzało im się coraz częściej. Tak czuję się zaniedbywana, bo nigdy tak nie było, zawsze pytali się czy chce z  nimi wyjść czy na bąknęli, że mają jakieś zamiary, a teraz? Nic kompletna olewka, czyżbym dorosła dla nich ? Victoria w ich oczach to nie głupiutka, naiwna dziewczynka? To trochę dziwne.

Położyłam kilka ciastek z lukrem na talerz, a w szklankę nalałam mleka. Wszystko położyłam na stole drewnianym, a ja usadowiłam się na stołku. Powoli przeżuwałam każdy kęs brunatnego ciastka, który był wyśmienity, szczerze nigdy nie przywiązywałam wagi do tego co jem na śniadanie, chociaż zawsze byłam upominana przez mamę, że słodycze to nie odpowiedni posiłek, na  rano. Teraz zaczyna mi brakować tego zrzędzenia i samej obecności rodzicielki, która krzątała się po kuchni gotując o dziewiątej rano obiad, aby później jedynie móc go odgrzać i rozłożyć na talerzach. O matko zaczynam gadać jak jakiś antyk. Co jest ze mną nie tak ? Westchnęłam składując brudne naczynia po moim „śniadaniu”, chwilkę posiedziałam zastanawiając się nad swoimi zamiarami na tę sobotę, za nim wstałam, aby włożyć wszystko do zlewu.

- Victoria ! – Dziewczęcy głos rozbrzmiał po całym domu, na co podskoczyłam zaskoczenia. Drzwi nie były zamknięte  … ?

- Tutaj -  Zawołałam do mojej siostry, która jak zwykle musi być głośno, jak cholera. – Ciszej rodzice śpią. – Na bąknęłam, lustrując skąpy strój Kate.

- Oh siostro, widzę że naprawdę wpadłaś w tę miłości -  Zaśmiała się, siadając na krzesełku przy stole. Zdziwiona spojrzałam na nią, nie mając pojęcia o czym mówi.

- O co Ci chodzi? – Zapytałam. Zacieśniając pasek szlafroka wokół mojej tali.

- Hmm…jakbyś jeszcze się nie zorientowała rodzice wyjechali do babci na tydzień. – Powiedziała bawiąc się nożem, którego używała do ozdabiania jabłka w różne wzorki.

- Jak to wyjechali ?!- Zapiszczałam biegnąc w storn  schodów, aby przekonać się czy mówi prawdę. Po prostu nie jestem wstanie wyobrazić sobie tego, że nie powiedzieli mi nic o takiej rzeczy. Przecież, ja też tu mieszka i może miałam chęć pojechania do mojej jedynej babci ?  Serio tak bardzo zobojętniałam im ? Tyle pytań, a gdzie do jasnej Anielki są te durne odpowiedzi ?  Otwierając ciemne mahoniowe drzwi, ujrzałam  idealnie zaścielane łóżko i zasłonięte rolety, dzięki którym pomieszczenie było znacznie ciemniejsze niż powinno być o tej porze. Wszystko uderzyło we mnie z ogromną siło, przez co uroniłam łzy, które w jakiś sposób prosiły się o wyjście na światło dzienne od samego rana. Co jest do cholery ? Miałam palny wypocząć, a nie użalać się nad sobą. Nie rozumiem o co  chodzi w tym wszystkim.

- Nie wiedziałam, że aż tak możesz to przeżywać. – Nie wiadomo skąd u mojego boku pojawiła się moja siostra, która lekko  masowała moje plecy swoją ciepłą dłonią. Spojrzałam jedynie na nią katem oka, bojąc się odwrócić. – Chcesz pogadać czy coś ? – Zapytała słodkim głosem. To nie pasowało do niej. Odsunęłam się  szybko od niej i usiadłam na brzegu łóżka.

- Od kiedy obchodze ciebie? – Zapytał z żalem, mój zdradziecki głos zawsze wszystko spierdzieli.  – Od kiedy pamiętam miałaś mnie głęboko w poważaniu. – Stwierdziłam, spuszczając głowę, czując  że moje stopy znacznie będą odpowiednie do przyglądania się niż twarz mojej siostry. – Czemu tu przyjechałaś, jeżeli rodziców nie ma? – Spojrzałam na nią, szukając jakiejś odpowiedzi czy czegokolwiek.

- Nie, to nie jest tak Viki. – Odezwała się drżącym głosem. – Zawsze mnie obchodziłaś, ale byłam zbyt zajęta sobą, aby dostrzec zmianę w zachowaniu rodziców. – Usiadła obok mnie spuszczając głowę. – Wiem, że od jakiegoś czasu za bardzo oddalili się od ciebie i nawet nie wiem czemu, zawsze to ty byłaś ich oczkiem w głowie. Przyjechałam tu, żebyś po prostu  nie była sama.- Powiedziała wszystko w  takim szybki Tempie, że miałam problem w  wyłapaniu niektórych słów, czyżby się wstydziła tego co mówi …

- Czemu tak się zachowują ? – Bawiąc się sowimi palcami, spojrzałam na dziewczynę.- Wiem, że mam już ileś tych lat, ale nie miałam pojęcia, że aż tak można się oddalić od rodziców przez wiek czy cokolwiek z tym związanego. – Powiedziałam wszystko na jednym wydechu, próbując brzmieć na opanowaną. Czemu chce mi się płakać ? Oh

- O tu jesteście. – Zadowolony Brad stanął przed nami.- Widziałem twoją kartkę na lodówce w naszym domu, więc przyjechałem. – Puścił mi oczko ukradkiem, aby Katy tego nie dostrzegał, wygięłam usta w przymuszony uśmiech, a następnie wyszłam z pokoju bez słowa.

Co za gbur…jeszcze jego mi tu brakuje. Super.  Nie mam szczęścia dziś. Czemu ostatnio wszystko ma mnie udupić, a jeszcze rano tak się cieszyłam z dani wolnego, a teraz żałuje, że jest ta pieprzona sobota przynajmniej, mogłabym uniknąć wyjścia gdzieś   z nimi. 

__________________________

Przepraszam za błędy/literówki. Dzięki za wszystko ;* 

ChangePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!