37. Czarny, szary, biały i czerwony

20.7K 1.6K 1.5K



Ramię, w które chwilę wcześniej coś mocno Aleę ukuło wciąż piekło ją niemiłosiernie, ale nie miała czasu poświęcić mu uwagi. Coś grzmotnęło głośno i po chwili dziewczyna zdała sobie sprawę, że to jej własne ciało, przyciśnięte do brudnej, murowanej ściany.

Znajdowała się w ciemnym zaułku – jakiejś ślepej uliczce, do której wysoki mężczyzna wciągnął ją niespodziewanie i teraz przypierał z całej siły do muru, zaciskając palce na jej gardle.

Przez pierwsze kilka sekund Alea nie miała pojęcia co się dzieje. Chwilę temu wracała w środku dnia z zajęć we frakcji, po czym nagle świat zawirował, czyjeś dłonie ją złapały, coś wbiło jej się w ramię i teraz nagle stała twarzą w twarz z czarnookim Łowcą, który patrzył na nią z grymasem nienawiści.

Oprzytomniała wreszcie, kiedy zdała sobie sprawę, że zaczyna brakować jej powietrza. Pierw zaczęła panicznie wierzgać, próbując odepchnąć atakującego i uwolnić swoje gardło z uścisku, jednak na marne. Potem, wreszcie, nadeszły wspomnienia wszystkich treningów, które przeszła z Eve.

Łowca był wyższy, większy i silniejszy i posiadał wyostrzone zmysły, ale ona także nie była jedynie słabym człowiekiem. Z walącym sercem i resztkami powietrza w płucach spróbowała zebrać myśli i wślizgnąć się w dobrze sobie znaną skórę czarnej pantery.

Nic.

Zamiast znajomego uczucia wyzwolenia i dźwięku rozdzieranych ubrań, czuła nadal zimny mur i ból w każdym centymetrze swojego ciała, oraz pieczenie w gardle. Nie zmieniła się. Nie mogła się zmienić!

Panika zawładnęła nią momentalnie. Chciała krzyczeć, ale zamiast tego jedynie czerwieniała na twarzy coraz bardziej, zdając sobie sprawę, że mężczyzna ją morduje. Znów zaczęła się szamotać, tym razem rozpaczliwiej.

Łowca nie rozluźniał uchwytu. Jego stalowe dłonie przypierały dziewczynę do muru, jedna zaciśnięta na gardle. Czarne, bezdenne oczy patrzyły prosto na nią.

— Pozdrowienia od Francis Roach — wycedził przez zaciśnięte zęby, patrząc jak dziewczyna wytrzeszcza oczy i szamocze się w walce o oddech.

Gdy już myślała, że nie wytrzyma ani sekundy dłużej, blada dłoń pojawiła się nagle na ramieniu śniadoskórego mężczyzny.

Nick wyrósł jak spod ziemi, wypowiadając słowa, których Alea nie zrozumiała.

Na skórze napastnika, w miejscu, po którym młody Czarodziej przejechał palcem, pokazała się czerwona krew.

Łowca syknął z bólu i odskoczył gwałtownie na bok, puszczając tym samym Aleę. Dziewczyna opadła na ziemię jak bezwładna lalka, krztusząc się i łapczywie starając się złapać powietrze w płuca.

Mężczyzna wykrzywił się wściekle i chciał rzucić się na Nicholasa, ale kiedy tylko postawił pierwszy krok, syknął z bólu ponownie i spojrzał na ramię, któreg wcześniej dotknął Czarodziej. Jego krew została przez czyjś palec rozsmarowana w nieco niedbale wyglądającą runę. Łowca wyrzucił z siebie poirytowane warknięcie i jednym ruchem starł dzieło Czarodzieja.

— Nie mogę się zmienić! — wykrzyknęła w panice Alea, wciąż na brudnej ziemi, spoglądając rozpaczliwie na Nicholasa. Jej głos brzmiał nienaturalnie i obco z powodu obrażeń, których doznało chwilę temu jej gardło.

— Nie ruszaj się — krzyknął natychmiast Nicholas, stojąc krok przed nią, na środku wąskiego zaułka i nie spuszczając wzroku z Łowcy. — Runa aktywowała się czerpiąc magię z jego krwi, już jest osłabiony!

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!