Rozdział 14

1.8K 139 6

Kuba:

Ratować. Ratować. Ratować.

To słowo cały czas odbijało się w mojej głowie jak echo.

Nie wiedziałem co mam robić. Nie chciałem nawet myśleć o tym co Amelia przeżywa. Teraz pewnie myśli, że była.. jest dla mnie nikim, ale to nie prawda. Kocham ją. Tak. Dobrze słyszycie. Kocham ją i zrobię wszystko aby była bezpieczna. Od chwili gdy Maks spuścił mi łomot nie wstawałem z podłogi. Nie wiem ile tak leżałem, ale postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Podniosłem się i ruszyłem do drzwi. Ubrałem buty i wyszedłem bez słowa. Wsiadłem do samochodu. Nie zdążyłem ruszyć,a z tyłu pojawiła się reszta chłopaków. Pojechaliśmy pod moją starą siedzibę gdzie kiedyś spędzałem dzieciństwo.

Tak mój kumpel bawi się w gang. Wiem, że on mi pomoże. Wysiedliśmy. Michał, Olek, Kamil. Dołączył do nas również Arek i Szymon. Im nas więcej tym lepiej.

- To jak zaczynamy zabawę? - zapytał Arek kierując się do drzwi budynku.

- Tia... To dajemy czadu.- odpowiedziałem bez entuzjazmu.

Gdy tylko przekroczyliśmy próg razem z Arkiem wszyscy w pomieszczeniu pobladli. Dawno nas nie widzieli i za bardzo nie wiedzieli jak zareagować. Bez większego ociągania ruszyliśmy w kierunku gabinety Dawida. Nie fatygowaliśmy się s pukaniem co było naszym błędem. Dawid aktualnie posuwał jakąś tlenioną dziwkę.
Poczułem znesmaczenie. Automatycznie moja wyobraźnia podsuwała mi obrazy mojej Amelii będąca w obiecać innego.
-Ekhem - Odchżąknąłem na tyle głośno aby zwrócić na siebie jego uwagę. Przerwał swoją czynność. I popatrz się na nas niezrażony tym na czym go przyłapalismy.
- Dobra kończ to co zacząłeś my poczekamy na zewnątrz. Tylko sprężaj się Amelia potrzebuje pomocy. - powiedziałem odwracając się do drzwi.
- Spierdalaj stąd mam robotę. - usłyszałem jeszcze zanim zdążyłem zamknąć drzwi. Szybko obok mnie przeszła suka. Popatrzyła się na mnie i uśmiechnęła "zalotnie". Zignorowałem ją po całości. Dla mnie liczy się tylko jedna dziewczyna i nic tego nie zmieni.
Wraz z chłopakami podeszłam do stołu przedstawiliśmy nasza sprawę bez owijania w bawełnę. Tak jak się spodziewałem.
Dawid bez największego zamyślenia zgodził się nam pomóc. Akcje, która miała uratować moją kobietę miała rozpocząć się już jutro.
Więc trzeba zacząć zabawę. Zginie każdy kto przyczynił się do cierpienia mojej kruszynki. Z tą myślą ruszyłem do swojego pokoju.

Znajomość z przypadku Where stories live. Discover now