Płonące auto

1.5K 103 111

Kim jestem? Sama chciałabym wiedzieć. Pytanie proste, ale odpowiedź trudna. Kim się stałam? To pytanie odpowiednie. Mówią na mnie Black Lady. Dlaczego? Bo jestem królową gangsterskiego świata.  

Wszystko zaczęło się 27 listopada. Ten pamiętny dzień, w którym wasze życie odmienia się na zawsze. Myślałam, że tak jest tylko w filmach, niestety to wydarzyło się naprawdę. Tego dnia poznałam Louisa. Jeżeli miałabym powiedzieć jaki największy błąd popełniłam, to bez zastanowienia odpowiedziałabym "Mogłam pozwolić mu wtedy umrzeć". Może nie przeszłabym przez to piekło. Zacznijmy od początku... 

Rano jak co dzień o siódmej pojawiałam się w pracy. Gdzie pracuję? W policji, w wydziale walki z przestępczością zorganizowaną, w skrócie naszym zadaniem jest rozpracowywanie gangów w Los Angeles, ale nie myśl sobie, że jestem przez to twardzielką, która wysyła do więzienia wytatuowanych gości. To idealny opis Megan, ''koleżanki'' z pracy. Tak to typ laski, na którą leci każdy facet. Idealna twarz, włosy, usta, nogi...chodzący ideał. Zapewne zapytasz, to kim ja jestem? Tym drugim typem. Czyli zakompleksioną, cichą dziewczyną, z której każdy sobie żartuje. Nawet mój szef, który nie powinien tego robić. Wracając do pracy, przychodzę o siódmej wychodzę o dziesiątej w nocy. Tak jestem pracoholiczką. Nie wiem czy to przez to, że nie mam nic innego do roboty czy przez to, że po prostu zależy mi na tej pracy bardziej niż innym. Gdybym tylko awansowała, wszystko by się zmieniło byłabym szefową dla tych, którzy mnie obrażają.

Weszłam do biura.

- Cześć Rob - powiedziałam w stronę grubego ochroniarza. Spojrzał na mnie swoim zimnym wzrokiem i nic nie odpowiedział. W sumie to nigdy mi nie odpowiadał, nie wiem czy tylko mi tak robił czy wszystkim. Na moim biurku jak zwykle panował idealny porządek. Usiadłam wygodnie na fotelu i spojrzałam w dal na tablicę korkową. Było na niej kilka zdjęć i pytajników. Próbowaliśmy rozpracować gang Black Angels od pół roku. Jedna z najważniejszych spraw w całym wydziale. Dorobek gangu: kilka zabójstw, kilkanaście ton narkotyków rozprowadzanych po całej Ameryce i grube miliony dolarów na koncie. Nie dało się zdobyć o nich żadnych informacji, kompletnie nic. Każdy milczał, mieli całe Los Angeles pod swoim władaniem. To przerażające, a zarazem fascynujące. Jak im się to udało? Sama ich kiedyś o to zapytam, zaraz po tym jak wsadzę ich do więzienia i otrzymam awans. Tak to mój cel. 

- Hej - usłyszałam męski głos za sobą. To był Alan, najprzystojniejszy policjant jakiego kiedykolwiek widziałam. Sama nie wiem dlaczego jako jeden z nielicznych zwracał na mnie uwagę. Był kilka centymetrów wyższy ode mnie, miał śliczne brązowe włosy i oczy. Nie żeby się w nim kochała czy coś, ale był mega przystojny. A tak, zapomniałabym wspomnieć, że jest narzeczonym Megan taki szczegół. Podobno ładni ludzie trzymają się razem i tak jest w ich przypadku. No cóż życie.

- Cześć Alan, co tam u ciebie? - Zapytałam z radością w głosie.

- Wszystko w porządku. - Usiadł koło mnie. - Wybieraliśmy wczoraj suknie ślubną z Megan. -  Rzekł rozmarzonym tonem.

- Super - zmusiłam się do uśmiechu. - I jaką wybraliście? - Zapytałam z grzeczności.

- Żadną - powiedział z rozczarowaniem. - Megan jest strasznie wymagająca - westchnął. Wtedy do biura weszła ona. Alan od razu poderwał się i podbiegł do niej. Całowali się na środku przez dobrą minutę. Spuściłam wzrok i udałam wielce zapracowaną byleby tylko nie patrzeć na nich. Megan podeszła do mnie.

- Cześć - rzuciła z pogardą. - Chcesz kawy? - Zapytała biorąc swój telefon do ręki. Zdziwiłam się kiedy usłyszałam to pytanie.

- Z wielką chęcią. - Uśmiechnęłam się. Poczułam jak moja samoocena rośnie w górę. Przed chwilą sama Megan zaproponowała mi kawę, może jednak mnie lubią.

Black LadyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!