- Porozmawiamy później. - Posłałam jej przepraszające spojrzenie, zbiegając ze schodków poprawiłam pasek torebki. Wiedziałam, że nie ładnie się zachowałam względem niej, ale musiałam porozmawiać z tym człowiekiem, który stoi przed moją szkołą opierając się o samochód, jakby nigdy nic!

- Co ty tu do cholery robisz?! - Syknęłam, stajac przed jego sylwetka. Usmiechnal sie lekko.

- Na pewno nic co mogloby Cie interesowac. - Odparl, zaplatajac rece na swojej klatce piersiowa.

- Po pierwsze jestes przed moja szkola. - Zauwazylam, zaczesujac wlosy do tylu.

- Po drugie zwialas z mojego domu. - Odpowiedzial, a jego usta ulozyly sie w waska linie.

- Oh ... przepraszam. - Zakpilam. - Oszukales mnie ! - Krzyknelam, wyrzucajac rece do gory w oburzeniu.

- Niby w jaki sposob? - Zapytal niedowierzajac. Jego rece opadly bezwladnie wzdluz sylwetki.

- Ten facet mial mnie na mysli ! - Oznajmilam z obrzydzeniem. - A ty zwabiles mnie do siebie. - Dzgnelam go w piers. Patrzylam w jego karmelowe teczowki.

- Somers! - Ktos za mna krzyknal pyskliwie. Odwrocilam sie w tamta strone. Jakas brunetka biegla w nasza strone, po czym popchnela mnie i  wpadla w ramiona Jasona. Zdzwiona otworzylam buzie. Cholera. On ma dziewczyna ? Rozmawiali o czyms, ale nie bylam wstanie zrozumiec czegokoleiem, poniewaz bylam jak slup soli. Nie chcac im przeszkadzac oddalilam sie w strone drogi do domu. Caly czas przed oczami mialam  ich. Jej dlonie na karku Jasona, jego szczery usmiech. Nie moglam wbic sobie calej tej sytuacji do glowy. Pare minut klocilam sie z nim, a pozniej takie cos. Za duzo.

"Wczolgalam" sie na schody, po czym otwirzylam drzwi frontowe. Zapach rodzinnego domu owladnal moje nozdrza. Czulam sie jakos tak dziwnie samotna. Do tej pory tak wszystkiego nie odczuwalam. Rodzice mnie tak jakby olewaja, a tym bardziej siostra. Nie odzywala sie do mnie od kilku dni. Wcale mnie to nie dziwi, bo nigdy nie mialysmy stalego kontaktu. A moze to ja sie odilozowalam ? Nie chcac sie zadreczac poszlam sie polozyc.

Obudzil mnie denerwujacy odglos dzwonka. Wstalam a na bokserke wlozylam bluze, a na dol czarne legginsy. Zbieglam ze schodow do drzwi i lekko je otworzylam. Do srodka wlecial chlodny wiatr. Wzdrygnelam sie.

- C-co ty tu robisz? - Zaskoczona zapytalam. Zaciskajac dlonie na materiale czarnej bluzy.

- Umm ... pomyslalem, ze powinnienem przyjsc wyjasnic to zajscie przed szkola. - Powiedzial. Zamrugalam kilkakrotnie przyswajajac  informacje.

- Nie musisz mi niczego wyjasniac to twoje zycie.  - Popatrzylam na niego. Nie wiedzac co zrobic po prostu wpuscilam go do srodka.

- Ta dziewczyna ... - Szepnal idac za mna. Zaczerwieniona spuściłam wzrok.

- Chyba powinnas otworzyc drzwi.- Powiedzial zamykajac moj tok myslenia.

- C-co?- Zdzeorientowana spojrzalam na niego.

- Ktos pukal, wiec ... - Wzruszyl ramionami, wskazal ruchem glowy w strone drzwi frotowych. A mi dopiero teraz mozg przyswoil, ze faktycznie sluchac rozbrzmiewajacy odglos pukania.

Polozylam dlon na klamce nie zastanawiajac sie zwyczajnie js nacisnelam i lekko uchylilam drzwi na taka odleglosc, abym mogla wystawic glowe na to zimno. Od razu pozalowalam, ze to zrobilam. Szybko schowalam sie do srodka majac zamiar zamknac drzwi, jednak stopa Brada zablokowala moja czynnos.

- Odejdz do cholery! - Burknelam, silujac sie z drzwiami.

- Chyba sobie zartujesz. - Odezwal sie wesolo. - Mamy do pogadania, kochanie. - Podniosl glos akcentujac ostatnie slowo.

Jeszcze wiecej sily wlozylam w to, aby zatrzasnac drzwi, ale nic nie pomagalo.

- Nie jestem niczyim kochaniem, a na pewno nie twoim, popierdolencu! - Wrzasnelam tracac cierpliwosc.

Drzwi z wielka sila odepcnely mnie, a same uderzyly o sciane obok. Przerazona spojrzalam  na Jason'a, ktory mierzyl wzrokiem Brad'a. Musieli byc zdziwieni swoja obecnoscia tu, ale nic dobrego z tego nie wyjdzie.

- Co ty robisz u niej?! - Odezwal sie Brad z wyzszoscia.

- O to samo powinnienem ciebie zapytac nie sadzisz? Jason usmiechnal sie, zbilzyl sie do glupka numer jeden. Powinnam wiac daleko stad.

- Mam wieksze prawa, zeby tu kurwa byc. - Splunal, uderzaja dupa numer dwa w ramie, przez co Jason troche sie odsunal.

Zaraz to kurcze ma byc ! Nie jestem zadna zabawka na loterii.

-Zamknac sie! - Wbieglam pomiedzy nich, zachowujac bezpieczna odleglosc od kazdego z nich. Nie dosc, ze czuje sie zle, bo musze widziec ta marde to teraz jeszcze zostalam przedstawiona jako panienka, ktora we wlasnym domu ma byc przeznaczona ktoremus z tych idiotow?! O nie, tak sie kurna nie bawimy.

- Co z wami nie tak? - Zapytalam spokojnie, chociaz daleko bylo mi od tego stanu. Zaraz glowa mi eskploduje z nadmiaru tego wszystkiego do pojecia. - Nie jestem zadna zabawka i na pewno nie chce, aby Ciebie tu bylo.- Dodalam, wskazujac na chlopaka Kate.

- A niby on kurwa po co tu? - Zakpil, lapiac mnie za nadgarstek. Scisnal go mocno, az czulam ze krew nie dochodzi do moich palcow.

- Posc mnie! - Krzyknelam, probojac sie wyszarpac.

- Chyba slyszales co powiedziala. - Stanowczy glos odezwal sie za mns. Czulam to jak Jakson jest blisko mnie. Jego klatka piersiowa przylegala do moich plecow, przez co moglam wyczuc jak szybko oddychal. Denerwuje sie?

- Od kiedy jej bronisz? - Spojrzalam zdzorientowana na Jasona, a pozniej Brada. Ktory nadal robil mi krzywde.

- Brad? - Uslyszalam cichy glos mojej mamy za plecow glupka namber one! Od razu mnie puscil odwracajac sie w strone mojej rodzicielki. Zlapalam za swoj nadgarstek lekko go pocierajac. Nawet nie zdalam sobie sprawy, ze opieralam sie o Jasona. Jednak chyba mu to nie przeszkadzalo, wiec po prostu patrzylam na przedstawienie, ktore uzadzil Brad przed moja matke, ktora wie kiedy sie zjawic. Naprawde.

- A ten chlopak kim jest, Viki? - Mama wychlila sie za plecow Brada i wskazala dyskretnie gloeo w strone Jasona.

- Jestem Jason.- Odpowiedzial, ominal mnie, a nastepnie podal mamie reke. Co to ma byc?! - Chlopak Victorii. - Co kurwa?! Jaja sobie czlowieku robisz. Idiota!

- Brad wiedziales cos o tym? - Zapytala zdzwiona, nie mniej niz ja. Przeczaca pokrecil glowa, a jego wzrok utkwil na mnie. Czulam sie conajmniej jakby mnie cos poalilo.

- Nie wspominalas o Jasonie. -  Stwierdziala, stanela obok Barda, a z rak wypuscila siatki z zakupami.

- N-no bo...- zajaknelam sie szukajac racjonalnego wyjsanienia.

- Nic nie mowila, bo dopiero od dzis jestesmy para. - Odezwal sie moj niby zasrany chlopak. Co z nim jest takiego, ze gada glupoty !

- Um...tak wlasnie. - Przyznalam nie wiedzac co moglabym innego powiedziec czy zrobic.

- A ty Brad, co tu robisz?- Mama zwrocila sie do chlopaka Kate, ktory uparcie patrzyl na mnie. Jason musial to zauwazyc, poniewaz od razu znalazl sie przy mnie, a jego reka zlapala moja. Pozwalajac, aby nasze palce splotly sie ze soba dpojrzalam na niego. Nie rozumiem o co mu chodzi.

- Przyjechalem p-po wiertarke  - Jejku ale z niego przyglup.

- O ile pamietam miales po nia byc pare tygodni temu. - Zakwestionowala, polozyla rece na biodrach, a jej usta ulozyly sie w waska linie. Bylam pewna ze wie iz ten palant cos kombinuje.

- Znaczy, no bo ... - Zaczal sie jakac,a ja mimowolnie usmiechnelam sie. Somers scisnal moja dlon dajac mi znak, zebym poszla za nim. Bez najmniejszego zastanowienia zrobilam to. Chcialam byc jak najdalej tego zlosliwego palanta, ktory teraz ma przesrane. Nie ukrywam ciesze sie z tego, ale rowniez wiem iz umie dobrze zbajerowac moja matke. Jest taka naiwna i ta ceche, chyba odziedziczylam. Bo nadal wierze, ze Jason moze byc  inny.

ChangePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!