Rozdział 1

4.6K 227 23

Stoję przed lustrem, zastanawiając się, czy lepiej wyglądam w sukience czerwonej, czy żółtej. W końcu jednak wybieram tę czerwoną i szybko zbiegam na dół. Zastaję tam smutnych rodziców siedzących przy stole.

- Dzień dobry mamo! Cześć tato! - witam się z nimi, dając każdemu z nich całusa w policzek. - Jak się spało?

- Nicole... - mówi niepewnie mama - musimy wyjechać.

- O, uwielbiam zostawać sama w domu! - cieszę się.

- Nie, Nicole - wzdycha tata. - Musimy wyjechać. Naprawdę. Straciłem pracę.

- Co? Przecież tak dobrze...

- Wiem - przerywa mi ojciec. - I dlatego postanowiłem znaleźć jak najszybciej nową pracę.

- A mama? - pytam.

- Ja też chcę pracować. Boimy się, że ojciec nie znajdzie już tak dobrej pracy i że... - macha ręką, jakby chciała odgonić złe myśli. - Załatwiliśmy ci opiekuna.

- Słucham?! - krzyczę.

Błagam, tylko nie to! Nie mam już pięciu lat i potrafię sama o siebie zadbać! Proszę, nieee...

- Tak. Nie martw się, Oliver jest starszy od ciebie tylko o dwa lata. Przystojny... - tata uśmiecha się do mnie, jakby chciał mnie tym przekupić.

- Co z tego? - wzruszam ramionami. - Mam chłopaka.

- No dobra... Zacznijmy z innej strony - mówi mama. - Oliver jest bardzo miły i spokojny. Dotrzyma ci towarzystwa.

- Od dotrzymywania mi towarzystwa są moje przyjaciółki - jęczę i otwieram szafkę.

- Tu są kanapki - mama wskazuje palcem na talerz stojący na stole. - Chcieliśmy znaleźć ci opiekunkę, ale żadna nie chciała zostać na dłużej. Był tylko jeden chłopak i tylko on jeden zgodził się zostać z tobą na jakiś rok.

- Co?! Rok?! - pytam osłupiała.

- No tak - potwierdza ojciec - wyjeżdżamy na rok. Oliver przyjedzie dzisiaj około dziesiątej. Na szczęście nie idziesz dzisiaj do szkoły, jest sobota, więc...

- Tak, tak, tak, będę mogła się z nim przywitać, ble, ble, ble... - jęczę zdenerwowana i idę do swojego pokoju.

Wyjmuję z torebki telefon i piszę SMS do Ariel, mojej najlepszej przyjaciółki.

Ja: Masakra. Załatwili mi opiekuna, bo wyjeżdżają na rok.

Ariel: Chyba żartujesz! Nie wiem, co gorsze: wyjazd ich czy opiekun.

Ja: I to, i to, ale raczej opiekun. Lubię być sama.

Ariel: Wiem, ale przecież nie na rok...

Ja: Oj przestań, jakoś bym sobie poradziła.

Ariel: No jasne, znam cię przecież. Może wyskoczymy dzisiaj na basen?

Ja: No jasne! O której?

Ariel: Jest już czynny od godziny. Możemy iść nawet teraz. Przecież pogoda jest ładna.

Ja: Tak. OK, zaraz u ciebie będę. Poczekaj chwilę.

Ariel: Pozwolą ci do mnie iść?

Ja: A dlaczego nie?

Ariel: Domyślam się, że masz teraz w domu małe zamieszanie... z tym opiekunem i w ogóle...

Ja: To problem rodziców. Załatwili mi opiekuna, to niech teraz się martwią -,-

Ariel: Oki. No to przyłaź. Czekam <3 <3 <3 ***$$$

Odkładam komórkę. Grzebię chwilę w szafce, aż trzymam w ręku mój strój kąpielowy. Z łazienki biorę jeszcze klapki, ręcznik i czepek i schodzę na dół.

- Idę z Ariel na basen - oznajmiam.

- Nie wiem, czy to dobry pomysł - mówi mama. - Zaraz przyjdzie twój opiekun.

- Nic mnie to nie obchodzi! - odpyskowuję. - Nie mam zamiaru mieć na karku jakiegoś tam opiekuna!

- Nicole... - mama zwraca mi uwagę, ale nie obchodzi mnie to.

Wybiegam z domu, nie zamykając za sobą drzwi. Pędzę prosto do domu Ariel. A przynajmniej mam taką nadzieję, bo nagle wpadam na jakiegoś faceta. Jest wyższy ode mnie o głowę, ma czarne krótkie włosy, jest wysportowany. Ma na sobie czarną koszulkę i białe spodenki w czerwoną kratkę. Ciągnie za sobą walizkę, na ramieniu ma plecak. Gdy mnie widzi, uśmiecha się przyjaźnie i pyta:

- Przepraszam, gdzie mieszka panna Nicole Brown?

- Yyy... Chyba jej nie znam - kłamię i odpycham go od siebie.

Zaczynam biec. Odwracam głowę, ale chłopaka już tam nie ma. To na pewno był ten opiekun.

W końcu docieram do domu Ariel. Dziewczyna czeka na mnie na schodach. Gdy mnie widzi, zbiega z nich i wita się ze mną. W nowej fryzurze wygląda prześlicznie, a delikatny makijaż dodaje jej uroku. Dzięki czarnym sandałom na koturnie jest wyższa, a czarny kombinezon w letniej wersji idealnie na niej leży.

- Hej, kochana - mówię, przytulając ją jedną ręką, bo w drugiej trzymam torbę z rzeczami na basen.

- Cześć - odpowiada. - Stęskniłam się za tobą, choć widziałyśmy się wczoraj.

- Ja za tobą też - odpowiadam. - Udało mi się uciec z domu.

- Uciekłaś. Czyli jednak ci nie pozwolili przyjść? - pyta.

- Tak. Nie. No właśnie... - jąkam się. - A po drodze chyba spotkałam mojego opiekuna...

- I jaki był?

- Jaki? No... Tata mówił, że przystojny. Niestety muszę się z nim zgodzić... - czuję, jak się rumienię. - Ale mam chłopaka.

- Wiem - Ariel uśmiecha się. - Idziemy?

- Tak - kiwam głową.

Kierujemy się w stronę basenu, a ja cały czas mam w głowie tylko obraz tego chłopaka.



Ten opiekunRead this story for FREE!