36. (Nie)zdrowa rywalizacja

20.6K 1.7K 3K



Demelza Valdenrei chodziła rozzłoszczona tam i z powrotem za wielkim biurkiem, nerwowo stukając obcasami o posadzkę.

— To powinien być Michael — podjęła temat ponownie. — Nadal uważam, że to powinien być Michael.

— Rozmawialiśmy o tym — przypomniał jej uprzejmie Benedict Abbots, który zasiadał obecnie na miejscu dyrektora. Jego głos był spokojny, ale widać było, że ma wielką ochotę wypchnąć dumną Wampirzycę za drzwi. — Wszyscy głosowaliśmy i większość opowiedziała się za Aleą Laneford.

— Tego właśnie nie rozumiem! — syknęła profesor Valdenrei. — Dlaczego nie mógł to być Castalaw?!

— Bo dzieciak i tak jest już rozpuszczony, ostatnie czego mu trzeba to nowe wyróżnienia — oznajmił otwarcie mężczyzna, nie przejmując się ani trochę oburzoną miną, którą zrobiła Wampirzyca.

Chwilę w gabinecie Rady Pięciu panowała cisza.

— Nadal nie podoba mi się, że to akurat ona. Błagam, zmiłujcie się — prychnęła z niesmakiem — ta dziewucha w ciągu pół roku cztery razy otrzymała godziny karne. Jeśli chcieliście kogoś niesubordynowanego, mogliście po prostu wziąć Christophera Flynna.

— A mi nie podoba się, że wisisz mi obecnie nad głową, ale muszę sobie jakoś z tym radzić — zauważył cierpko profesor Abbots. — Wampiry nie są jedyną rasą uczęszczającą do tej szkoły, Demelzo.

Kobieta spiorunowała go wzrokiem i już miała coś odpowiedzieć, ale przerwało jej piknięcie interkomu.

— Profesorze? — z głośnika padł ropuchowaty głos Samanthy — dziewczyna stoi pod gabinetem.

Zmiennokształtny odchrząknął cicho, nachylił się do małego mikrofonu i nacisnął właściwy przycisk.

— Wspaniale, Samantho. Może wchodzić.

Demelza Valdenrei wykrzywiła krwistoczerwone usta i spojrzała na drzwi z niesmakiem.

— Usiądź — poprosił życzliwie profesor Abbots, kiedy Erin nieśmiało wślizgnęła się do gabinetu Rady Pięciu. Dziewczyna wykonała polecenie, niespokojnie błądząc spojrzeniem po pomieszczeniu.

Za wielkim biurkiem siedział przyjaźnie wyglądający Benedict Abbots, ale tuż obok niego stała prosto jak struna Demelza Valdenrei z miną, jakby właśnie ugryzła cytrynę.

Erin zastanawiała się, czy nie powinna odezwać się pierwsza, może zacząć od przeprosin albo po prostu od razu wybuchnąć płaczem i zrzucić wszystko na Martina, czy jak mu tam. Albo nawet na Aleę, bo jej tu obecnie nie było, nie ryzykowała więc zamknięcia w piwnicy i długich, bolesnych tortur za złamanie wszystkich praw w senturalnym świecie.

Jeśli nie wywnioskowaliście tego jeszcze z jej myśli – ręce jej się pociły, a nogi trzęsły niekontrolowanie, kiedy zabierała miejsce przed dyrektorskim biurkiem.

Oto nadszedł jej koniec. O cóż innego mogłoby chodzić? Patrzyła na profesora z oczami szeroko otwartymi ze strachu i choć starała się ukryć targające nią emocje była pewna, że większość z nich jest widoczna jak na dłoni.

Pozostało jej czekać na najgorsze.

— No więc, Aleo. Mamy dla ciebie propozycję — oznajmił z uśmiechem Benedict Abbots, po czym spostrzegłszy jej minę, zaraz dodał — nie masz się czym przejmować, to nic złego!

Mózg Erin zamienił się na chwilę w pustą, białą kartkę.

Co?

CO?!

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!