część 1 - Zaproszenie

357 18 4

JULIA:

Wszystko dziś kręciło się wokół Walentynek. Osobiście, nie znosiłam tego dnia. Nie było nic gorszego, niż oglądanie tych wszystkich par uśmiechających się do siebie niczym idioci. Czy to prawdziwa miłość, skoro objawia się tylko tego jednego dnia? Moim zdaniem, to złudzenie którym ludzie się karmią, by choć na jeden dzień zapomnieć o tym, co na co dzień jest szare i ponure – rzeczywistość.

Ja miałam jeszcze większego pecha niż większość. Na moje nieszczęście, pracuję w biurze matrymonialnym. Co za ironia. Ja, niezamężna singielka, z ogromnym pechem do facetów, próbuję łączyć ludzi w pary. No dobrze, może nie konkretnie moja osoba bierze w tym przedsięwzięciu udział, ale siedząc w biurze i zajmując się papierkową robotą, mam jakiś wpływ na to, prawda?

Dziś, na ostatnią chwilę, każdy chce znaleźć osobę towarzyszącą. Każdy, nie wiadomo do końca dlaczego, pragnie za wszelką cenę nie być sam. Dlaczego? Przecież, to że jest się samym, nie musi zaraz oznaczać samotności. Mam mnóstwo przyjaciół na których mogę zawsze liczyć. Mam rodziców, trochę nienormalnych ale są. A może chodzi tutaj o to, co sobie inni pomyślą? Nie interesuje mnie opinia innych. No dobra, może troszeczkę. Ale przecież nie jestem na tyle zdesperowana, by się na ostatnią chwilę upokorzyć i szukać partnera w biurze matrymonialnym. Ehh, życie jest do bani. A może to ja jestem do dupy? Za dużo dzisiaj myślę. Tak, stanowczo za dużo.

- Julie, za chwilę przyjedzie Chris. Przygotuj mi wszystkie dokumenty, spraw spornych. Julie?! – zauważyłam moją szefową i zarazem przyjaciółkę, dopiero gdy dostałam od niej prztyczka w nos. Podniosłam na nią wzrok. Dziś miała na sobie czerwoną sukienkę i czarne szpilki. No tak Walentynki.

- Przepraszam, zamyśliłam się. Dokumenty... jakie?

- Spraw spornych. Dobrze się czujesz? – zapytała z troską wymalowaną na twarzy.

- Tak, nic mi nie jest. To tylko... sama wiesz, ten dzień nie wpływa na mnie zbyt pozytywnie – odparłam ze wzruszeniem ramion.

- A tak. Walentynki, dzień którego chyba jako jedyna nie znosisz – powiedziała w końcu, rozumiejąc o co mi chodzi. – Właściwie nigdy nie opowiedziałaś mi, dlaczego ten dzień nastawia cię tak okropnie pesymistycznie, poza tym, co się wydarzyło z sama wiesz kim.

- To nie jest żadna interesująca historia. Po prostu nie znoszę tego dnia i już.

- Dobra. Skoro nie chcesz o tym mówić, to ja nie będę więcej pytać. A teraz, przygotuj dokumenty, Chris nie ma całego dnia.

- Taa... pewnie musi naszykować romantyczny wieczór z Kendrą. – Tym razem nie udało mi się ukryć sarkazmu.

- Julie, o co tak właściwie ci chodzi? Odkąd zaczął z nami pracować zachowujesz się co najmniej dziwnie.

- Nie znoszę jego żony, tylko tyle.

- Dlaczego? Przecież nawet jej nie znasz.

- Znam. – Rosalie patrzyła na mnie wyczekująco. Westchnęłam głęboko. – To ona jest częścią mojej historii. Ja ją znam, Rose.

- Dobra. Na razie tyle informacji mi wystarczy. – Odwróciła się i skierowała w stronę biura. Nagle zatrzymała się, po czym rzuciła mi przez ramię – na razie wystarczy.

Uśmiechnęłam się do siebie na jej słowa. Tak, jeżeli ktoś potrafił wyciągnąć ze mnie zwierzenia to tylko ona. Była na tyle uparta i cierpliwa by tego dokonać. Wiedziałam też, że domyśliła się o co chodzi z Kendrą.

Trzeba jeszcze wspomnieć, że jest niezwykłą manipulatorką. Tak, Rosalie Gordon jest stanowczo na swoim miejscu. Tylko osoba o takich cechach jest w stanie połączyć ze sobą pary. Wstałam ze swojego wygodnego fotela i ruszyłam do magazynu. Znalezienie odpowiednich dokumentów zajęło mi niecałą minutę. Trzeba przyznać, że świetna ze mnie organizatorka. Och i jaka jestem skromna. Zaśmiałam się cicho do siebie.

Odważ się kochaćPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!