35. Śmiech i strach

Zacznij od początku

Zamiast odpowiedzi, Mulat otrzymał trzy różne dłonie przyciśnięte do jego ust i pełne paniki spojrzenia nakazujące mu siedzieć cicho.

Lucas wyprostował się po chwili i wskazał kciukiem na dziurę w ścianie, wykonując ponaglający gest. Tatiana natychmiast pokręciła energicznie głową i wskazała na drzwi prowadzące do sali, po czym przyłożyła palec do ust. Lizzy pociągnęła ją za rękaw, by zwrócić na siebie uwagę i postukała palcem bezgłośnie w zegarek na swojej ręce. Keith zmarszczył czoło, Lucas pokiwał głową, Tatiana wykonała rękoma wyraźny X, przecząc. Alex gapiła się w sufit. Wreszcie Erin nie wytrzymała.

— Musimy się stąd wynieść — oznajmiła najciszej jak potrafiła, nachylając się do przyjaciół.

— Będziemy za głośno — zaoponowała Tatiana, jeszcze ciszej. — Musimy przejść nad tym biurkiem, a Keith nie ma żadnej koordynacji ruchowej.

— Wypraszam sobie! — odezwał się Keith i znów wszyscy zakryli mu usta, bo udowodnił, że jest bardzo, ale to bardzo beznadziejny w szeptaniu.

— Ta osoba zaraz może tu wejść — zauważyła Lizzy.

Tatiana spojrzała nerwowo na drzwi do zaplecza, po czym odetchnęła cicho.

— Okej. Wolno. Cicho. Powoli. Za tym drzwiami jest za pewne jakiś profesor — wyszeptała. — Jeden zły ruch i po nas.

Po tej dyskusji na nowo zapadła pełna napięcia cisza. Erin zdawało się, że głośne walenie jej serca rozchodzi się po całym pomieszczeniu.

Ktoś wypchnął Lizzy na prowadzenie i dziewczyna jako pierwsza podeszła do zawalonego papierami biurka. Białe teczki i czarne foldery przesunęli nieco na bok już przy wchodzeniu, pozostało więc jedynie postawić stopę w wyczyszczonym miejscu. Blondynka stanęła jedną nogą na krzesło, a potem odbiła się od ziemi i dołączyła drugą nogę. Siedzisko skrzypnęło cicho i wszyscy zamarli w bezruchu, nasłuchując. Nic.

Lizzy wolno, ostrożnie podniosła znów nogę do góry i tym razem postawił ją na biurku. Zacisnęła mocno oczy i wdrapała się na blat całkowicie, po czym przesunęła się do przodu i przelazła przez dziurę w ścianie, zeskakując na ziemię najciszej jak się dało. Przy każdym, najmniejszym stuknięciu czy szurnięciu wszyscy zastygali z sercami w gardłach. Dopiero kiedy dziewczyna była już bezpieczna po drugiej stronie przyjaciele odetchnęli z ulgą.

Jeden po drugim kontynuowali tę samą trasę, co chwila nerwowo zerkając na drzwi od zaplecza. Świadomość, że za ścianą po drugiej stronie znajduje się KTOŚ zamieniała proste przejście w ciągnącą się w nieskończoność męczarnie.

Erin została ostatnia i kiedy nadeszła wreszcie jej kolej czuła się, jakby minęły lata. Pełna napięcia cisza dokładała jedynie stresu i dziewczyna co chwilę musiała wycierać w spodnie spocone dłonie. Kiedy wreszcie znalazła się po drugiej stronie, odwróciła się i ustawiła teczki i papiery na biurku tak, jak je zastali.

A potem sięgnęła po białą teczkę leżącą najbardziej z wierzchu i chwyciła ją, przyciągając do siebie.

— Co ty robisz?! — zapytał zduszonym szeptem Lucas.

— Musimy się dowiedzieć czym są te numery przy imionach i czy mają coś wspólnego ze znikaniem uczniów — oznajmiła z uporem Erin.

— Nie — odezwał się błagalnie Keith, tym razem nawet całkiem dobrze ściszając głos. — Nie musimy. Naprawdę nie musimy — jękną.

Erin zignorowała go zupełnie i zaczęła wycofywać się w głąb zaplecza sali chemicznej. Tym razem zatrzymała ją Tatiana, łapiąc za nadgarstek z gwałtownością zupełnie do niej nie pasującą.

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!