35. Śmiech i strach

15.4K 1.4K 816


Pierwszym, zupełnie instynktownym i podświadomym odruchem Erin było paniczne wciśnięcie do kieszeni kartki z serią dziwnych numerów i imieniem Sarah McCoy, którą zabrała z drukarki i obecnie trzymała w ręku.

Klamka od drzwi, które prowadziły z tajemniczej sali na korytarz w segmencie profesorskim opadła w dół z cichym kliknięciem i ktoś po drugiej stronie popchnął ją mocno do przodu, ale drzwi nie ustąpiły. Po chwili dało się słyszeć cichy brzęk kluczy i stało się oczywiste, że lada chwila ktoś otworzy zamek i wkroczy do środka.

— O mamusiu... — Keith już ładował się z powrotem na zaplecze, gdzie znajdowała się zrobiona przez nich dziura w ścianie. Lizzy i Lucas deptali mu po piętach.

— Ruchy, ruchy — wyszeptało któreś z nich.

Dylemat Erin trwał ledwo kilka sekund. Z jednej strony pomieszczenia znajdowali się jej przyjaciele i droga prowadząca do bezpieczeństwa, z drugiej szalona Alex, która stała w miejscu i z niewyjaśnioną fascynacją przyglądała się drzwiom, które lada chwila miały się otworzyć i narazić ich wszystkich na poważne kłopoty.

— Aleo! — Lucas znalazł sekundę, by odwrócić się przez ramię i z przerażeniem spostrzegł, że dziewczyna rzuciła się w przeciwną stronę.

— Erin! — syknęła rozwścieczona Tatina, znacznie ciszej. Nadal znajdowała się względnie blisko szatynki. Także zwlekała z ucieczką, ewidentnie czekając na przyjaciółkę.

— Alex — wydusiła z siebie rozpaczliwie Erin, ale Czarodziejka zdawała się nie słyszeć.

W kilku susach Erin znalazła się przy niej i chwyciła ją nieco brutalnie za nadgarstek w momencie, kiedy zamek od drzwi szczęknął charakterystycznie, otwierany kluczem.

— Kurwa — przekleństwo wypadło z ust Erin podświadomie, ciche i zduszone paniką. — Kurwa mać.

Rzuciła się w stronę zaplecza ciągnąc za sobą Alex, która prawie potknęła się o własne nogi, zaskoczona gwałtownym szarpnięciem.

— Idź, idź, idź! — powtarzała Erin panicznie, pędząc w stronę stojącej na środku sali Tatiany. Czarnowłosa Zmiennokształtna otworzyła szerzej oczy, ale natychmiast spełniła polecenie. Odwróciła się na pięcie i puściła pędem w stronę zaplecza.

Ich szaleńcze kroki dudniły w głowie Erin razem z pulsującą krwią. Jesteśmy za głośno – pomyślała i jednocześnie przyspieszyła jeszcze bardziej, czując rwący ból w nadwyrężonych mięśniach.

Zbawiło ich jedynie to, że dystans był krótki.

— O mamusiu, o mamusiu! — panikował Keith, patrząc na pędzące przyjaciółki. Rękę miał zaciśniętą na klamce od drzwi do zaplecza. Lucas w ostatniej chwili odciągnął go na bok, żeby zrobić przejście.

Tatiana prześlizgnęła się na zaplecze pierwsza, dołączając do reszty. Erin wpadła zaraz za nią, ciągnąc a sobą Alex jak szmacianą lalkę i całą tróją z impetem wpadły na przycupniętą Lizzy.

Lucas zamknął za nimi drzwi, wstrzymując oddech.

Dziewczyny, z rękoma na ustach, próbowały wygrzebać się z plątaniny kończyn tak bezgłośnie, jak tylko było to możliwe. Wreszcie wszyscy wyprostowali się i zamarli, nasłuchując.

Z sali dobiegał do nich odgłos czyichś spokojnych kroków. Coś szurnęło, coś kliknęło, ktoś coś przestawił.

— Chyba zdążyliśmy — wyszeptał wreszcie Keith i rzeczywiście, wyglądało na to, że udało im się skryć na zapleczu nim osoba wchodząca do sali zdołała ich dostrzec.

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!