Rozdział 11

2K 147 4


Amelia

Minęły dwa tygodnie odkąd spotykam się z Kubą. Jednak czuje, że coś jest nie tak. Od paru dni mój "chłopak" bo nie wiem czy mogę go jeszcze tak nazywać zachowuje się dziwnie. Na początku nie odstępował mnie na krok, pisał SMS'y czy dzwonił, a teraz? Nic go nie obchodzi. Zachowuje się tak jakby już mu nie zależało. Może ma inną? To była moja pierwsza myśl jednak teraz coraz bardziej zaczynam w to wierzyć. Oddalamy się od siebie zanim zdążyliśmy się na dobre zbliżyć.

Jest piątek późny wieczór. Przemierzam ciemne uliczki Warszawy. Nie wiem ile tak chodzę, ale to mnie uspokaja. Wcześniej poszłabym do Kuby, ale teraz nie chce go widzieć. Boje się, że jak go zobaczę to wszystkie moje obawy się potwierdzą. Do szkoły też wróciłam. Oczywiście na początku było wszystko w porządku. Byliśmy szczęśliwi. Jednak teraz? Wszystkie dziwki ze szkoły patrzyły się na mnie z chęcią mordu, ale teraz wszystkie się patrzą z wyższością. Nagle za swoimi plecami słyszę szelest. Boje się odwrócić. Boje się, że spanikuje. Słysze kroki, są coraz bliżej. Serce zaczyna mi bić szybciej. Zerkam przez ramię. Jest. Jakiś koleś. Boże dlaczego zawsze ja? Nagle za zakrętu przede mną wychodzi jeszcze jeden mężczyzna. Jest ode mnie wyższy o dobre dwadzieścia centymetrów. Mogłam zacząć biec. Podpowiada mi podświadomość. Lecz teraz jest za późno. Pewnie mnie zgwałcą i zabiją.

- No no no... Kogo my tu mamy. - zarechotał obleśnie koleś przede mną.

- P-proszę zostawcie mmm-mnie. -wiedziałam ledwie szeptem.

- Niestety laleczko. Mamy zamiar oddać Cię szefowi. -to były ostatnie słowa jakie usłyszałam przed silnym bólem i ogarniającą mnie ciemnością. 

Znajomość z przypadku Where stories live. Discover now