Rozdział 17

1.8K 183 17

W mojej głowie zapanował chaos, totalny, wyniszczający wszystko dookoła, niebezpieczny chaos. Sprawił, że kompletnie zwariowałam, o ile nie zrobiłam tego już wcześniej, straciłam rozum, zdrowy rozsądek poszedł się jebać, ale pomimo to wszystko, ja czułam się wręcz idelanie. Nie potrafiłam wyobrazić sobie lepszego uczucia, nie miałam w głowie nawet myśleć o tym w tamtym momencie. Bo po co?

Ja po prostu skupiłam się na pieszczocie, zapominając o istnieniu świata, ważnych rzeczy, zapomniałam kompletnie o tym, że chłopak, w którym prawdopodobnie się nieodwracalnie zadużyłam, porwał mnie kilka lub kilkanaście dni wcześniej. Straciłam rachubę czasu. Wszystko straciłam. 

Rodzina, przyjaciele, chłopak, dawne życie, rozsądek, poczucie czasu, pewność siebie, wszystko wyparowało, zniknęło jak za mrugnięciem oka. Od tak, po prostu, zwykłe puff, a tego wszystkiego już nie było. 

I może się mylę, ale tak ważne rzeczy nie wyparowują w ciągu kilku godzin, czy nawet dni. One mogą zanikać, ale da się ich zapomnieć w przeciągu tak krótkiego czasu. 

Podczas pocałunku telefon na pewno Harry'ego rozdzwonił się, sprawiając, że oboje zeszliśmy na ziemię, spoglądając niepewnie w jego kierunku. Widziałam zdjęcie Nialla, ale nie potrafiłam sięgnąć po komórkę, a gdy brunet zrobił to za mnie, chwyciłam jego twarz niepewnie w dłonie i przyciągnęłam go znów do siebie, na co ten nawet nie zaprotestował. Znów pogrązyliśmy się w tej dziwnej rozkoszy, która rozrywała mi brzuch w bardzo nowy, nieznany dotąd sposób. 

Poczułam... radość. Wszechogarniającą, wspaniałą, piękną i potężną radość. Tak zwykłe uczucie, a w tamtej chwili okazało się dla mnie być zbawieniem, ponieważ od jakiegoś czasu nie czułam nic. Kompletnie nic. 

Chłopak najwyraźniej stracił nad sobą panowanie, chyba nie zrobiłby normalnie czegoś takiego, bo powoli położył się na plecach, układając mnie na sobie, na co ja nie sprzeciwiłam się, chcąc brnąć w to dalej i dalej. Wciąż było mi mało, stałam się ogromnie zachłanna, a nigdy przedtem taka nie byłam. 

Moje ręce same zaczęły rozpinać jego koszulę, a ja nawet nie chciałam im tego zabraniać, może miałam chwilę, w której zawahałam się, ale gdy on ułożył dłonie na mojej talii, coś rozpaliło się we mnie, sprawiając, że rozdarłam materiał, a reszta nieodpiętych guzików posypała się zwyczajnie po podłodze. Wszystko to było tak nowe i niesamowite, że moje ruchy stały się coraz bardziej nerwowe i szybkie. 

I wtedy jego telefon znów zadzwonił, rozpraszając nas. Oboje jęknęliśmy przeciągle, zdajac sobie sprawę z tego, że magia między nami wyparowała. Niezadowolona usiadłam na swoim poprzednim miejscu, a on spojrzał na mnie przepraszająco, nie wiedząc zupełnie co powinien wtedy powiedzieć. Do takiej sytuacji między nami nigdy nie powinno dojść i my oboje doskonale o tym wiedzieliśmy. 

Patrzyłam na niego skołowana, w końcu decydując się na to, aby usiąść bliżej. Wbrew sobie objęłam go w barkach, na co on złożył na moich mokrych wargach mokry, słodki pocałunek. 

Połączenie odebrał na głośniku, ponieważ poprosiłam go abym i ja mogła słuchać. 

- Uciekajcie z domu! - Krzyknął Niall, sprawiając, że podskoczyłam na siedzeniu. - Gliny po was jadą! Zgarnęli Zayna, a my uciekliśmy, ale wiedzą gdzie jesteście! Musicie zwiewać, nie damy rady dotrzeć do was przed nimi, ulice są zakorkowane, a gdzie nie spojrzeć są psy!

Nawet nie wiem kiedy pobiegłam do swojego pokoju, znajdując zakopany w ciuchach telefon. Rzuciłam nim o ścianę, sprawiając, że rozsypał się na drobniejsze części. Zaczęłam płakać. 

To przeze mnie Zayn wyląduje w więzieniu. 

Po chwili przybiegł Harry, który szczelnie objął mnie, kompletnie ignorując to, że marnował cenny czas. Dobrze znał powód mojej paniki, zorientował się gdy zobaczył roztrzaskany telefon. 

- To nic takiego - powiedział. 

Były to jego ostatnie słowa zanim do domu wpadła policja, roztrzaskując okna i wyważając drzwi. Szkło sypało się po podłodze, a w spokojnym dotychczas domu zapanował chaos. Zupełnie jak w mojej głowie. Nic nie słyszałam, byłam w zbyt wielkim szoku, ale wiem, że krzyczeli, okropnie krzyczeli, sprawiając, że spięłam się, a on objął mnie jeszcze szczelniej, jakby chciał mnie chronić. Mierzyli do niego z broni, na co wystraszona spojrzałam na niego z dołu, nie chciałam, aby stało się mu coś złego. Po chwili i on spojrzał na mnie, powiedzieli mu coś, co go złamało, chociaż ja nie mogłam tego usłyszeć. Patrzył na mnie troskliwie, oddalając się, aby ci ludzie mogli zakuć go w kajdanki i zabrać ode mnie. 

Usunęli go z mojego życia. 

Po chwili i do mnie podeszli ludzie, którzy z niewiadomych przyczyn okryli mnie kocem i mówili do mnie słowa, które zaczynały do mnie docierać, ale ignorowałam je. Skupiłam się tylko na chłopaku, którego wyprowadzano z pomieszczenia. 

- Nie wiem czy cię kocham - powiedziałam bez namysłu, a w moich oczach ponownie zebrały się łzy, nad którymi starałam się zapanować. Wszyscy w pobliżu, włącznie z nim, spojrzeli na mnie zdumieni, ale ja skupiłam się tylko na nim, tylko na jego zielonych oczach i dołkach w policzkach, które pojawiły się, gdy skrzywił twarz w grymasie zmieszanego smutku i radości. - Nie wiem - powiedziałam znów, czując coraz bardziej wyrazisty lęk i to jak po moim poliku zatoczyła się mała, samotna, ciepła łza. 

- To nic takiego - odpowiedział zanim go wyprowadzili, a gdy to się stało, rozpłakałam się na dobre, padając na podłogę. 



Kto się tego spodziewał?

KOMENTOWAĆ JAK SIĘ PODOBAŁO

kc was lmao



Stockholm Syndrome // H.S. ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!