Huragan w jego sercu był niczym piętno, które odcisnął w nim czas. Ukryty był tak głęboko, jak farby w płótnie Picassa, jak korzenie starego drzewa w ziemi. Nienawidził go, tak cholernie go nienawidził. Nawet jeszcze mocniej, aniżeli blizny, która szpeciła jego twarz. To okropne znamię ciągnęło się od jego kości policzkowej, przez skroń, by w pewnym momencie załamać się i dosięgnąć łuku brwiowego, który był granicą oddzielającą je od szmaragdowego morza jego oka. Jednakże ten huragan był gorszy, mieścił się jeszcze głębiej w nim, chował jeszcze mroczniejsze tajemnice, niż wypukła linia na jego policzku.

Ogrom czasu starał się je ukryć, stłamsić w sobie, zniszczyć, spalić niczym kawałek drewna w kominku, jednak w końcu uznał, że to jedynie walka z wiatrakami, na którą poświęcił zbyt dużo czasu i energii.

Zaczął uczyć się z nim żyć. Powoli akceptował je, chociaż czasami miał wrażenie, iż ciąży ono na jego sercu. Z dnia na dzień coraz bardziej rozumiał, iż nie było to krwawym odciskiem na jego duszy. Było czymś w rodzaju śladu po wojnie, jaka rozegrała się w jego wnętrzu. Przypominało mu, że przetrwał rzeczy porównywalne do miliardów szpilek wbitych w jego serce, chemikaliów wypalających wnętrze żył czy trucizny, która w boleśnie powolnych męczarniach wywoływała śmierć.

Zrozumiał, iż to piętno było jego sojusznikiem w tej niesprawiedliwej walce. Pojął w końcu, że ten huragan to jego silna wola.

I zrobił coś, co zmieniło jego życie w istne piekło.

Jednak nawet spotkanie z diabłem nie było w stanie go zniszczyć. Dlaczego?

Bo nie czuł już strachu. Nie było o co się bać. Miał ostatnią kartę, którą wykorzystał i jedyne, co mu pozostało to po prostu przetrwać.

Strach || CliffordPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!