To dopiero początek

1K 59 10

Smacznie spałam, gdy do pokoju wbiła babcia.

- Mały* się upomina- powiedziała po czym wyszła z pokoju.

Były ferie i oczywiście wyjechałam do babci, ponieważ nasi rodzice zginęli w wypadku, ale za trzy dni miałam już wracać. Nazywam się Happy Henderson mam 15 lat i chodzę do szkoły z internatem zwanej Hogwart. Jestem dyslektyczką z ADHD i IQ 163. Tak, wiem Einstein miał 160, ale wychodzi na to że jestem od niego inteligentniejsza. Mój dom to Gryffindor, ponieważ jestem odważna i przyjacielska. Dobra, na razie dość o mnie.

Wyjechałam na ferie z siostrą Sarą, która też jest czarodziejką, tylko że jest starsza o dwa lata no i nie jest dyslektyczką z ADHD. Dziś była moja kolej na wyjście rano z Małym. Ubrałam się, zjadłam szybkie śniadanie i poszłam po kolegę imieniem Walter, który chodził o kulach. Nie chciało mi się iść samej. Kiedy szliśmy polną ścieżką w lesie, coś poruszyło się w krzakach. A pies od razu zaczął szczekać.

- Walter. Słyszysz? Coś porusza się w krzakach.- powiedziałam podnosząc najbliższy kij.

- Tym razem co to takiego?- odpowiedział ze strachem w oczach.

-Tym razem?- zapytałam ze zdziwieniem.

- No bo chodzi o to... - nie dokończył, bo z krzaków wyleciała kobieta ze skrzydłami nietoperza. - Erynia!

Zamachnęłam się i uderzyłam potwora w głowę. Upadł, miałam chwile aby uciec z Walter'em i psem. Gdy dobiegliśmy do bloku, w którym chwilowo zamieszkiwałam i weszliśmy do mieszkania babcia od razu zapytała co się stało. Oczywiście opowiedzieliśmy całą drogę gdy skończyliśmy, mruczała coś pod nosem, a siostra patrzyła się na nas jak na wariatów.

- Jaka Erynia?- pierwsza spytała Sara.

- Taki potwór z mitologi greckiej. Ale dlaczego na mnie naskoczyła? Walter?- popatrzyłam się na niego.

- Bo... Jesteś pół bogiem. Ale to na razie nie ważne. Musimy ją zawieść do obozu, tam będzie bezpieczna pani Cat. Nie ma innego wyjścia, jej zapach jest coraz mocniejszy, a Erynia to tylko początek.- Mówił z troską w oczach.

- Happy pakuj się, ale szybko ja idę wziąć potrzebne rzeczy. Sara zostaniesz tu i popilnujesz domu. Jak by dziadek wrócił, powiesz mu że pojechałam z twoją siostrą do sklepu.

-O co tu chodzi!? Gdzie mnie chcecie zabrać? Do jakiegoś obozu chorych umysłowo? I czemu twierdzisz, że jestem półbogiem? Przecież to tylko mity wymyślone przez greków kilka tysięcy lat temu.- mówiłam tonem do mnie niepodobnym.

- Opowiem Ci jak będziemy jechać, a teraz leć się pakuj!-krzyknął Walter, a ja posłusznie poszłam do pokoju.

Schowałam do walizki najpotrzebniejsze rzeczy, czyli ubrania, szczoteczkę do zębów i włosów, buty na zmianę, kapcie. Na prawą rękę założyłam zegarek i obrożę mojego zmarłego psa. Do moich czarnych włosów z czerwonymi końcówkami dopięłam wsuwkę od spodu, na wszelki wypadek jak bym miała się gdzieś włamać, a po za Hogwartem nie mogę używać magii (tak ja potrafię takie rzeczy), oraz laptopa z internetem. Kiedy się już spakowałam i przyszykowałam do wycieczki, ruszyliśmy w stronę zatoki Long Island.

Po drodze Walter opowiedział mi o obozie herosów i że to jest miejsce dla takich jak ja, i w ogóle. Mówił że bogowie olimpijscy istnieją, a ja jestem córką jednego z nich. Kiedy dotarliśmy na miejsce moja babcia kazała mi wziąć walizkę i biegnąć za Walterem w stronę sosny. To było drzewo Thalii, o którym opowiadał mi mój przyjaciel. Kiedy zobaczyliśmy bramę mogłam bez problemu odczytać napis znajdujący się na niej, a pisało "Obóz półkrwi". Dwóch chłopaków pilnowało bramy. Jeden miał kruczo-czarne włosy, piękne niebiesko- zielone oczy, był ubrany w pomarańczową koszulkę obozu i niebieskie jeansy. Drugi zaś też miał smolistą czuprynę, ale jego paczałki były brązowe, miał bladą cerę, a ubrany był na czarno.

- Percy, Nico! Jak dobrze że was widzę. Pomożecie?- Powiedział mój przyjaciel.

- Hej Walter. Co się stało?- zapytał niebieskooki.

- Erynia nas zaatakowała rano, a teraz możecie ją zaprowadzić do Chejrona? Ja muszę pogadać z Grover'em.- powiedział po czym skierował się w stronę lasu.

- Mam jedno pytanie.- skłamałam, ponieważ w mojej głowie roiło się od pytań.- Który z was to Percy, a który Nico?

- Ja jestem Percy Jackson syn Posejdona, a to Nico di Angelo syn Hadesa. A ty?- Zapytał niebieskooki.

- Ja jestem Happy Henderson i jedyne co wiem to to, że to nie logiczne jak całe moje ostatnie cztery lata.

- Czemu?- Zapytał Nico.

-Może kiedyś wam powiem, ale oczywiście jak mi pozwolą. To może chodźmy do tego centaura?

- Skąd wiesz, że to centaur?- Zapytał zdziwiony Percy.

- Czytałam mitologię więc wiem, a teraz prowadzicie.- powiedziałam wskazują gestem żebyśmy poszli.

Wędrowaliśmy tak przez pola truskawek i chłopaki opowiadali swoje historie. Percy miał bardzo ciekawą, pokonał w swoim życiu tyle potworów że zgubiłam się przy kilkudziesięciu. Kiedy doszliśmy do Wielkiego Domu zobaczyłam postać Chejrona, czyli centaura. Jego końska część była białym ogierem, a górna starszym panem.

- Witamy w Obozie Herosów panią...- nie dokończył, ponieważ mu przeszkodziłam.

- Happy Henderson, proszę pana.

- Dobrze, pani Henderson. Percy, Nico oprowadzicie Happy po obozie, a potem zaprowadźcie do domku Hermesa gdzie na razie będzie mieszkała.- Powiedział po czym pogalopował w stronę pola truskawek.

Najpierw poszliśmy na Arenę, potem na strzelnice, jezioro, jadalnie i inne podobne rzeczy. Podczas wycieczki opowiadali mi po kolei o tym miejscu, oraz kolejny raz usłyszałam historię drzewa Thalii. Nagle się zatrzymaliśmy i Percy spojrzał na mnie spod ukosa.

- Mam jedno małe pytanie. Dlaczego masz czerwone końcówki? A raczej połowę włosów.

-Mogę tylko powiedzieć, że koleżanki z dormitorium mi je zafarbowały gdy spałam. Czerwony, to kolor mojego... nie ważne. Lepiej nie wchodźcie głębiej w moje życie.- Odpowiedziałam z uśmiechem.

-A ok.

Milczeliśmy tak całą drogę do domków. Zaprowadzili mnie do jednego z nich i wprowadzili do środka. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to to że był tu ogromny bałagan. Pełno ciuchów, walizek i innych gadżetów. Percy i Nico wyszli, a mieszkańcy domku przywitali mnie ciepło. Znalazłam wolne łóżko i położyłam na nią walizkę. Podszedł do mnie grupowy domku Travis i powiedział, że trzeba iść na obiad więc ruszyłam za nim. Kiedy już weszliśmy do jadalni Chejron coś ogłosił, Travis podpowiedział mi jak mam "zamówić" jedzenie i picie, powiedział też, że musimy iść do ogniska złożyć ofiarę bogom. Wzięłam do ręki swój talerz, na którym znalazło się ciasto dyniowe, które jadłam zawsze w Hogwarcie, i wrzuciłam do ogniska myśląc sobie "Podpowiecie co ja tu w ogóle robię? " . Po czym poszłam razem z grupowym domku do naszego stołu. Po obiedzie powędrowałam z Percym wybrać dla mnie broń, a raczej miecz, tarczę i zbroję. Poszliśmy trenować razem z jego dziewczyną, córką Ateny, Annabeth Chase i jego przyjacielem z innego obozu Jason'em Grace. Trenowaliśmy tak około półtorej godziny gdy nad moją głową pojawił się patronus?! I to na dodatek Sowa. Każdy stał jak wryty w kamień z otwartą buzią, gapiąc się na mnie. Nagle przygalopował Chejron, ukłonił się, tak jak cały obóz i ogłosił:

-Witamy Cię, córko Ateny!

*****************************************************************************************************

Pierwszy rozdział, mojej powieści, w której połączyłam Harry'ego Pottera i Percy'ego Jacksona. Kto by się domyślił? Na pewno nie ja xD. Nie nie, to taki żarcik i w ogóle. Dziękuje Nieznajomemu, że wkrada mi się na konto i poprawia moje błędy. Dzięki niemu, będę lepiej pisała. Niestety, nie znam jego płci, ponieważ raz pisze: Poczułam, a raz Zauważyłem. Więc... no nie wiem. Następnym razem może się podpisze? Ale nie chce go kusić, bo bardzo mi pomaga. Ale się rozpisałam... Do zobaczenia następnym razem. :D Wasza Iki.

*****************************************************************************************************

Mały*- Imię psa babci Happy. Mieszaniec. Czarny z białym krawatem i łapami. 

Percy Jackson i Harry PotterPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!