Rozdział 16

2K 204 10

Przez jakiś bliżej nieokreślony czas siedzieliśmy po prostu obok siebie, wzrok mając wlepiony w film, ale żadne z nas nawet nie wiedziało co mieliśmy niby oglądać. Film po prostu leciał, aby zamaskować w pewien sposób ciszę pomiędzy nami, ale i tak czuliśmy się niezręcznie, coraz to bardziej pogrążając się w swoich myślach. Na pewno Harry od czasu do czasu zerkał w moim kierunku, ale ja nie spojrzałam na niego ani razu, niezmiennie wpatrując się w pusty stolik przed kanapą.

Chłopaków nie było już jakiś czas, więc aby się nie zanudzić oglądaliśmy już chyba trzeci z kolei film, chociaż na żaden z nich nie zwróciliśmy większej uwagi. Na pewno Harry leżał na kanapie, nogami stykając się z moimi i grzebał w telefonie, prawdopodobnie z kimś pisząc, ale nie mieszałam się w to, tylko zajęłam się własnymi myślami oraz problemami, które spadły na nas w ostatnim czasie. 

Kompletnie nie wiedziałam co się działo, a tym bardziej co mogłabym zrobić, aby jakoś pomóc chłopakom mnie schować w trakcie wyjeżdżania z miasta. Wszystko w głowie mi się mieszało i już całkiem pogubiłam się w tym co myślałam, czułam i sądziłam. Ja... już nic nie wiedziałam.

Miałam bać się na pewno Harry'ego? Miałam go lubić?

Miałam uciekać, czy zostać?

Co ja miałam robić, do jasnej cholery?

Zostałam porwana, więc teoretycznie powinnam bać się, chcieć uciec, wydać oprawców policji, powinnam chcieć, aby zgnili w więzieniu za to co ze mną zrobili, ale ja zamiast tego polubiłam ich i uznałam za swoich przyjaciół. Ewidentnie coś nie grało, nie tak zachowują się zakładnicy.

Zakładnicy się boją, mają wielkie traumy po powrocie, ponieważ to co przeżywają podczas porwania jest przerażające i nieludzkie. Oni nie potrafią dojść do siebie, nie są w stanie spojrzeć na oprawców i widzieć w nich człowieka, a co dopiero kogoś, kto także posiada uczucia. Lęk przejmuje nad nimi kontrolę i nie potrafią czasem złapać chociażby oddechu, nie są sobą, przestają myśleć, robią wszystko, aby być bezpiecznym. 

Więc dlaczego ja się tak nie czułam?

I nagle, jak grom z jasnego nieba, spadł na mnie pewien pomysł.

- Pożyczysz mi na chwilę telefon? - Spytałam, spoglądając na chłopaka, który zmrużył powieki i nie był do końca przekonany co do tego pomysłu. - Spokojnie, niczego nie przeskrobię - westchnęłam, wyciągając do niego dłoń, na co on niepewnie podał mi komórkę.

W pośpiechu sprawdziłam definicję Syndromu Sztokholmskiego i zastygłam w miejscu, wlepiając wzrok w wyjaśnienie.

Syndrom sztokholmski – stan psychiczny, który pojawia się u ofiar porwania lub u zakładników, wyrażający się odczuwaniem sympatii i solidarności z osobami je przetrzymującymi. Może osiągnąć taki stopień, że osoby więzione pomagają swoim prześladowcom w osiągnięciu ich celów lub w ucieczce przed policją.

Przerażona złapałam się za głowę i oparłam się o oparcie fotela. Na pewno Harry, widząc moją minę, wziął urządzenie w dłoń i przeczytał to co tam było. Spojrzał na mnie niepewnie i skinął głową w szoku.

- Myślisz, że mogło cię to dopaść? - Zapytał niepewnie, prawdopodobnie nie chcąc mojej odpowiedzi.

Na początku tylko odwróciłam do niego głowę i patrzyłam na jego osobę przez kilka chwil, nie wiedząc co mu powiedzieć. No bo skąd miałam wiedzieć co się ze mną działo? Skąd miałam wiedzieć co popchnęło mnie do tego, aby nie uciec od nich kiedy miałam ku temu okazję?

- Nie wiem - jęknęłam, chowając twarz w dłoniach i zaskomlałam cicho, nie wiedząc już kompletnie co robić, żeby jakoś wybrnąć z obecnej sytuacji. - Wszystko się ze sobą zlewa - powiedziałam, unosząc spojrzenie na chłopaka. - Nie umiem rozróżniać uczuć ani myśli, nie wiem co powinnam robić, wszystko się ze sobą zlało w jedno. Nawet patrząc na ten film - wskazałam na telewizor - nie wiem czy powinnam siedzieć w milczeniu, śmiać się czy płakać. Nie wiem nawet co powinnam względem was wszystkich odczuwać. Nic nie czuję - mówiłam nerwowo, jeżdżąc zdezorientowanym spojrzeniem po wszystkim w pomieszczeniu.

Na pewno Harry pokręcił przecząco głową i uniósł delikatnie mój podbródek, abym mogła patrzeć mu prosto w te jego idealne oczy. Pomimo że chciałam wyjść na jakkolwiek opanowaną, nie udało mi się i na sto procent widać było przerażenie w mojej ogólnej postawie.

- Nie pierdol głupot, okej? - Powiedział pewnie, a ja tylko przełknęłam ślinę, nadal pozostając przy swoim. - Może w jakimś stopniu złapał się ciebie ten cały Syndrom Sztokholmski, ale ty to nadal ty, ta sama osoba, którą byłaś miesiąc temu i będziesz przez resztę swojego życia. Nie polubiłaś nas dlatego, że jesteś chora, rozumiesz? - Mówił do mnie z przejęciem i zaangażowaniem, jakiego jeszcze nigdy u niego nie widziałam. Zależało mu? - Być może jesteś tak za nami przez to, ale gdybyś jako pierwsza nie postawiła przyjaznego kroku w tę stronę, to nigdy nie byliyśmy w miejscu, w którym jesteśmy teraz. Nigdy byś się z nami nie zaprzyjaźniła.

- Nie wiem czy was lubię - wtrąciłam, patrząc na niego dużymi oczami. - Nie wiem czy się z wami przyjaźnię. Ja nic nie czuję.

- Bzdura - fuknął zdenerwowany. 

- Prawda - odparłam mu spokojnie i spojrzałam prosto w jego oczy, bo nie kłamałam. - Nic w tym nie zmienisz.

- Zobaczymy - odparł pewnie, kładąc dłonie na mojej talii, a ja poczułam w tym miejscu przyjemne mrowienie. 

Najpierw powędrowałam wzrokiem na jego ręce, a potem przeniosłam spojrzenie na jego twarz. Doskonale wiedziałam do czego zmierzał i chciałam tego. Chciałam zobaczyć czy jakakolwiek emocja wybije się ponad resztę. Ta decyzja już została podjęta, nawet nie przeze mnie, ale przez jakąś panującą nade mną moc, a ja nie miałam na nią najmniejszego wpływu i sama przysunęłam się do niego, chcąc, aby to się już stało. 

- Mam na imię Avalon - powiedziałam szybko, zanim nasze usta połączyły się w jedność. 

Stockholm Syndrome // H.S. ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!