Rozdział 10

2.4K 155 4


Kuba

Ciemność. Czarna dziura. Pustka. To własnie z tym obudziłem się tego dnia. Nie pamiętam niczego od momentu gdy postanowiłem się upić. Co robiłem? Gdzie byłem potem? Rozmawiałem z kimś? Jak się tutaj znalazłem? Jednego byłem pewien. Musiałem wczoraj trochę za ostro zaszaleć gdyż głowa bolała niemiłosiernie. Jak to się mówi? Kac morderca nie ma serca? Tak. Dokładnie tak jest. Usiadłem na łóżku z ociąganiem, przetarłem twarz dłońmi i sięgnąłem po spodnie od dresu. Gdy już je wciągnąłem skierowałem się do kuchni po szklankę wody, a raczej jej litrową butelkę i tabletki, które chodź trochę uśmierzyłyby ból.

Aby nie chodzić od rana głodnym zrobiłem sobie śniadanie. Chociaż czy płatki z mlekiem i kakao to taki wystarczający posiłek? No cóż będzie musiało wystarczyć. Po tym jak powiedziałem wczoraj prawdę kobiecie, która skradła moje serce nie wiem czy powinienem dzisiaj tam do niej jechać. Miała już wczoraj wyjść, ale pewnie ją jeszcze zostawili. No cóż kocham ją to będę o nią walczyć. Pojadę!

Po dziesięciu minutach jazdy dotarłem do szpitala. Jak zwykle skierowałem się do pokoju 13 jednak nie dotarłem do niego, gdyż po drodze zatrzymał mnie lekarz.

- Dzień dobry. Musimy porozmawiać. Zapraszam do gabinetu. - Wszedłem lekko zdenerwowany za lekarzem. Nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Postawa lekarza była spięta. Nie patrzył mi w oczy. Czy coś się stało mojej księżniczce? Jak mogłem ją tak wczoraj zostawić? Powinienem walczyć, być przy niej... - Wiem, że liczył Pan na szybki powrót swojej narzeczonej, ale niestety wczoraj po Pańskim wyjściu panna Montana zasłabła. Chcemy zatrzymać ją jeszcze na jedną dobę.

- Dobrze, a macie jakieś podejrzenia, dlaczego zasłabła?

- Możliwe, że ze stresu.- odpowiedział. Mruknąłem na znak, że zrozumiałem i wyszedłem kierując się do Amelii.

Amelia

           Gdy się ocknęłam głowa bolała mnie jak diabli. Pierwszą rzeczą jaką zarejestrowałam po przebudzeniu to nacisk na moją lewą dłoń. Wysilając wszystkie swoje siły przekręciłam głowę w tamtym kierunku. Nie spodziewałam się, że osobą, którą będę miała możliwości zobaczyć to będzie Kuba. Po tym co mi wczoraj powiedział byłam lekko mówiąc zmieszana. Sama coś do niego czułam, ale nie wiedziałam co. Wiedziała jedno. Nie ważne jak bardzo mnie zdenerwował swoim zachowaniem i tak cieszyłam się na jego widok. Każda jego wada jak i zaleta była czymś co miał tylko on... Fakt to, że ruchałby wszystko co się rusza to nie jest coś co pochwalam. Jednak chciałabym spróbować. Tylko powstaje pytanie. Czy on sam tego chce? Co jeżeli nie? Co jeżeli jestem kolejną dziewczyną "do zaliczenia"? Aby dać mu znak, że już jestem przytomna ścisnęłam jego rękę tak aby to poczuł. Gdy tylko to zrobiłam gwałtownie podniósł głowę tak by móc na mnie spojrzeć. 

- Kochanie tak bardzo Cię przepraszam. wybacz mi. - powiedział łamiącym się głosem. 

- Ej. nic się nie stało. to ja się za bardzo uniosłam. Nie miałam prawa. Nie byliśmy razem więc nie powinnam tak reagować. - odparłam spuszczając wzrok na nasze splecione ręce. 

- Amelio Montana czy uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i zostaniesz moją dziewczyną? Moim serce?- zapytał podnosząc moją głowę tak abym na niego spojrzała. Nie wiedziałam co mam zrobić. Sparaliżowało mnie totalnie. Co mam odpowiedzieć? Może on robi sobie ze mnie żarty? Nie ma za poważny wzrok. Nim się spostrzegłam co robię szepnęłam:

- Tak.

*******

Przepraszam za brak mojej obecność jednak studia dają w kość i nie mam jak pisać. Do tego totalny brak weny. Wiem wiem rozdział taki 2/10, ale postaram się napisać coś lepszego. 

Znajomość z przypadku Where stories live. Discover now