Pierwsza misja

572 28 1
                                    

Emma:

Wyskoczyłam przez okno, zaczepiając swoim jojo o jakiś budynek. Gdy leciałam, zaczęłam piszczeć, nie wiedząc co się dzieje, jednak po chwili wykonywana czynność spodobała mi się, więc zamknęłam oczy, dając swojemu umysłowi nacieszyć się tym momentem. Moja radość nie trwała długo, ponieważ z kimś się zderzyłam. Gdy podniosłam wzrok, zobaczyłam drugiego obrońcę Paryża. Był całkiem podobny do poprzedniego Czarnego Kota, z tą różnicą, że jego włosu były brązowe, a oczy mieniły się turkusem. Pierwszy zaczął rozmowę:
-Hej, widzę, że anioły jednak latają, i to w dodatku, po francuskim niebie. - Puścił do mnie oczko. Zrobiłam się cała czerwona. Na szczęście szybko się opanowałam i odpowiedziałam.
-Aniołem nie jestem, ale prawdopodobnie niejednokrotnie będzie mnie widać w górze. W sumie nie tylko mnie. - Uśmiechnęłam się i podałam nowemu współpracownikowi rękę. - Biedronka.
-Czarny Kot. - Odwzajemnił gest. - Twoje kwami wszystko Ci wytłumaczyło?
-Tak. Nie mogę uwierzyć, że ktoś stwierdził, że jestem "wybrańcem"! - Byłam podekscytowana i jednocześnie niepewna. Nie mogłam się przekonać do dźwigania na barkach bezpieczeństwa miasta. A co jeśli zawiodę? Mój towarzysz chyba zauważył, że się martwię.
-Ej, Biedrona, co jest na rzeczy? - Przez moment nic nie odpowiedziałam.
-Myślisz, że sobie poradzimy?
-Nie ma innej opcji! Skoro poprzedni bohaterowie przez wiele lat służyli Paryżowi, my też damy radę! - Jego słowa podbudowały mnie na duchu. - Idziemy pokonać jakąś Akumę?! - Widziałam w jego oczach determimację i chęć do działania.
Uśmiechnęłam się i rzuciłam jojo w stronę kolejnego budynku. Brunet również zaczął się przemieszczać, używając kicikija. Przeciwnika nie było trudno znaleźć. Wystarczyło podążać za graffiti, które było namalowane praktycznie na wszystkich budynkach. W parku znajdowała się grupa ludzi, która otaczała swojego przywódcę. Postać miała na sobie czarny kostium, obejmujący całe ciało z wyjątkiem twarzy, która była niebieska. Jego wysoko postawione włosy mieniły się wszystkimi kolorami. Trzymał w rękach butle z farbą, które łączyły się z jedną, dużą, znajdującą się na jego plecach. Stanęłam w pewnej odległości, przyglądając się złoczyńcy i zastanawiając się, w jaki sposób go pokonać. Czarny Kot od razu rzucił się w stronę przeciwnika i zaczął atakować, jednak po chwili odleciał w moim kierunku. Syknęłam cicho, kiedy uderzył o ziemię. To musiało boleć. Szybko się podniósł i przybiegł do mnie.
-Siłą go nie pokonamy. Jakieś pomysły?
-Żadnych. Chciałabym porozmawiać z poprzednimi bohaterami, może oni dali by nam jakieś rady...
-Oni są już prawdopodobnie dorośli. To może być praktycznie każdy. Nie wiadomo nawet, czy wciąż są we Francji.
-Masz rację... - zasmuciłam się. - Ale chyba mam pomysł. Szczęśliwy traf! - W mojej ręce pojawiła się deskorolka. - I co teraz? Wciąż nie mam pojęcia, co robić.
Rozejrzałam się w około, licząc, że wpadnę na jakąś genialną myśl. W pewnym momencie wszystko zrobiło się szare, a poszczególne przedmioty zaświeciły się w barwach Biedronki.
-Ale czad. - Szepnęłam z uchylonymi ustami. - Umiesz na tym jeździć? - Zwróciłam się do mojego towarzysza, wskazując na deskorolkę.
-Jak nikt inny! - Rozpromienił się. - Powiedz tylko, co mam robić.
-Przebij się przez tłum i zniszcz tą wielką butlę. - Usłyszałam pikanie dochodzące z moich uszu. - Pośpiesz się.
-Robi się, księżniczko. - Zarumieniłam się. Nikt wcześniej, nie wliczając rodziców, tak na mnie nie mówił.
Czarny Kot odepchnął się od ziemi i chwilę później robił najróżniejsze sztuczki nad ludźmi. Dotknął ręką butli, na co ta zamieniła się w proch. Złapałam Akumę i uwolniłam białego motylka. Podrzuciłam deskorolkę do góry i zaczęłam zachwycać się widokiem, który rozpościerał się dookoła. Złoczyńca zmienił się w zwykłego nastolatka. Spojrzałam w stronę swojego nowego towarzysza.
-To już koniec? - Zapytałam.
-To dopiero początek. - Uśmiechnął się i oddalił przy pomocy kicikija.
Wróciłam do domu w idealnym momencie, ponieważ w chwili, gdy wskoczyłam przez okno moje kolczyki zapikały po raz ostatni, a codzienne ubrania zastąpiły kostium. Przede mną pojawiła się Tikki.
-Wow, byłaś niesamowita! Mało która Biedronka tak dobrze sobie radzi na pierwszej misji.
-Można powiedzieć, że uczyłam się od poprzedniej. Dużo wiedziałam o wcześniejszych bohaterach.
-Nauczyłaś się od nich więcej, niż myślisz.
-Chciałabym z nimi porozmawiać. Masz pojęcie, ile oni mogliby nam dać wskazówek? - Rzuciłam się na łóżko i przykryłam twarz poduszką. - Ile ja bym dała, żeby wiedzieć kim oni byli.
Małe stworzonko zachichotało. Spojrzałam w jej stronę.
-Ty wiesz!
-Wiem. Opiekowałam się każdą Biedronką od początku istnienia miraculów. - Otworzyłam usta. - Nie mogę Ci powiedzieć. - Uprzedziła moje pytanie. Musisz sama się dowiedzieć. Powiem Ci tylko, że prawda jest bliżej, niż sądzisz. - Uśmiechnęła się tajemniczo.
Przez kilka minut panowała cisza. W mojej głowie cały czas dźwięczały słowa małej biedronki. Prawda jest bliżej, niż sądzisz. Ale co to może znaczyć?
-Masz jakieś ciastka? - Zapytała wesoło, jakby rozmowy o nieodkrytej tożsamości bohaterów były dla niej codziennością.
-Jasne, poczekaj, zaraz Ci jakieś przyniosę z dołu.
Zeszłam do kuchni, gdzie siedzieli moi rodzice, popijając kawę i oglądając wiadomości. Reporteży opowiadali o nowych obrońcach Paryża. Dziwnie było oglądać swoje zdjęcia w telewizji.
-Mamy jakieś ciastka? - Zapytałam.
-A nie jesteś czasem na diecie? - Na twarzy mojej mamy malowała się podejrzliwość i... rozbawienie?
-Nie... Stwierdziłam, że jestem już wystarczająco chuda... To mamy te ciastka?
-Są na górnej półce. Przyniosłam dzisiaj od babci.
Wzięłam kilka słodyczy i wróciłam na górę. Dałam kwami jedzenie i spojrzałam na zegarek. Było po 21. Poszłam się umyć i od razu wskoczyłam po kołdrę. Byłam zmęczona, jak nigdy. Ledwo przyłożyłam głowę do poduszki i zasnęłam.

Marinette:

Wracaliśmy z Adrienem do naszego pokoju, rozmawiając na temat Emmy. Gdy weszliśmy do sypialni, przez ścianę wleciała Tikki.
-Marinette! - Rzuciła się w moją stronę i wtuliła się w mój policzek. -Masz bardzo dzielną córkę, wiesz?
-Mamy. - Sprostował mój mąż.
-Wybacz. - Kwami uśmiechnęła się przepraszająco. - Macie bardzo dzielną córkę.
-Wiemy. - Byłam cała rozpromieniona. Nie dość, że po latach spotkałam Tikki, to jeszcze moja Emma okazuje się być odważną obrończynią Paryża. - W końcu ma najlepszych rodziców.
-Nie powiedzieliście jej.
-Czego? - Adrien był trochę zdezorientowany, ale ja wiedziałam o co chodzi.
-Nie ujawniliście swoim dzieciom tożsamości poprzednich bohaterów.
-Nie. - Odpowiedziałam. - Kiedyś sami się domyślą. - Zamyśliłam się. - Mam nadzieję.
-A Emma tak uwielbia poprzednią Biedronkę i Czarnego Kota! Nie wiem w jaki sposób się nie dowiedziała.
-Jak to mówią: najciemniej pod latarnią. A skoro mówimy o mojej...
-Naszej. - Wtrącił mój małżonek. Uśmiechnęłam się.
-A skoro mówimy o NASZEJ córce... Co robi?
-Poszła spać. Zmęczyła się swoją pierwszą misją.
-Na następnych nie odpocznie. Mam do Ciebie jedno pytanko.
-Pytaj śmiało.
-Skąd miałaś pewność, że wiemy?
-Narobiła hałasu w całym domu. Zdziwiłabym się, gdybyście się nie zorientowali.
Rozmawialiśmy z Tikki przez najbliższe 3 godziny, po czym wszyscy poszliśmy spać. Kto wie, czy następnego dnia nie będę musiała się martwić o swoją córkę, która będzia musiała walczyć z kolejnym wysłannikiem Władcy Ciem?

~~~~~~

Witam ponownie!
Jest może ktoś, kto po jednym rozdziale domyśla się, kto może być Czarnym Kotem? :D
Jeśli rozdział nie przyprawił Cię o wymioty możesz:
⭐Dać gwiazdkę⭐
💌Skomentować💌
📖Napisać jakieś sugestie📖

Do następnego! 💖

Kolejne pokolenie || Miraculous /BARDZO wolno pisaneOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz