-Siedemnasty

3.8K 415 78

Stęknąłem.

Pierwsze, co chciałem zrobić to unieść głowę i po prostu otworzyć oczy, jednak okazało się to nie lada wyczynem. Próbowałem jak mogłem się podnieść, ale oprócz podparcia się na rękach nic nie zyskałem. 

Byłem wykończony. 

Ale dlaczego?

W pewnym momencie usłyszałem skrzyp drzwi i... jej głos. 

- Nie wstawaj Zayn. 

Odwróciłem głowę w stronę kobiety i zmrużyłem oczy, które przed sekundą zdołałem otworzyć. Szła w moim kierunku, wydawało mi się, że miała na sobie białą sukienkę. 

- Pomóż mi się podnieść. - odchrząknąłem, dochodząc do wniosku, w jak fatalnym stanie byłem. - Dlaczego boli mnie brzuch?

Usiadła obok mnie. Materac się ugiął, a ja po prostu położyłem dłoń na jej ciele. To było silniejsze ode mnie, musiałem upewnić się, że naprawdę ze mną jest.

Zadrżała dziwnie i wzięła urywany oddech. Zaniepokoiło mnie to.

- Płaczesz?

- Nie. - odkaszlnęła chwytając mnie za dłoń. Mimo pierdolonej sytuacji w jakiej się znajdywałem czułem, że z jej dotykiem mógłbym znieść wszystko. Brakowało mi Ariabelli jak jasna cholera. - Dlaczego do niego przyleciałeś? W dodatku sam?

Ale ja i tak wiedziałem, że płakała. Chwilę później potwierdziły się moje słowa, kropla padła na mój nadgarstek, którą szybko starła. 

- Nie boję się go Ario.

- Właśnie widać, jesteś pobity Zayn.

I to wyjaśnia dlaczego czuję się jak gówno. 

- Ale jak? - zmarszczyłem brwi. - Nic nie pamiętam.

Wzięła oddech i o kurwa, myślałem, że dostałem palpitacji serca, kiedy po prostu odgarnęła mi włosy z czoła. 

- Sama do końca nie wiem, bo dotarłam tu przed godziną, ale Zafir powiedział mi tylko tyle, że chciałeś nasłać na nas policję. Tobie naprawdę nie da się przegadać, kiedy mówię, że jest dobrze.

- Dobrze? - warknąłem zbyt głośno. Aż krtań mnie zabolała. - Ty masz świadomość, że on się przyznał do bicia ciebie?

Próbowałem szerzej otworzyć oczy, by lepiej widzieć jej zmieszanie, ale nie potrafiłem. Dlatego musiałem się pocieszyć tymi szparami między powiekami. 

- Mówiłam ci byś nie wtrącał się w nasze sprawy.

- Nie pozwolę, by cię bił.

- Ostatnio mówiłeś, co innego. - uśmiechnęła się smutno biorąc mały oddech. - Ja naprawdę teraz zaczynam martwić się i o ciebie Zayn. Zafir ci nie odpuści tego, że tak po prostu podniosłeś na niego rękę.

- Nie jest Bogiem i dostanie jeszcze gorszy wpierdol, tylko wstanę.

- Obawiam się, że jak na razie nie. Dałam ci proszki przeciwbólowe, to, co czujesz teraz, to nic w porównaniu, co będziesz czuł jutro.

- To on mnie tak urządził, czy mu ktoś pomógł?

- Ochroniarze Zayn, próbowałeś podskakiwać na cudzym terenie. Bardzo mądre z twojej strony.

- Wszystko dla ciebie.

Powieki mi ciążyły i po chwili żałowałem moich słów. Nie chciałem, by widziała mojej słabości względem niej, bo naprawdę nie potrzebuję jeszcze jednego problemu. Dobrze wiedziałem, że Zafir nie podpuści, jeśli chodzi o nią, więc lepiej gdy nie będę się do niej zbliżał. Tak będzie dla nas najlepiej. 

- W ogóle, gdzie ja jestem? - potarłem oczy. Przez okno dostawała się nikła smuga światła, więc doszedłem do wniosku, że było już późno. A miałem tylko 'wpaść' tutaj na dwie godziny i zrobić z nim porządek. 

Zjebałem. 

- W domu Zafira. - przeszedł mnie dreszcz. - Prosiłam go, by cię tutaj przywiózł. Chciał cię samolotem wysłać do ciebie, jeszcze jak byłeś nieprzytomny, ale uznałam, że to byłoby głupie. 

- Chcę wracać do siebie.

- Zayn nie bądź głupkiem, musisz jeszcze leżeć.

- W dupie to mam. Pomóż mi wstać. - chwyciłem się ramy łóżka, ale w mig poczułem jak skroń zaczyna mnie piec. Dotknąłem jej palcem i... krew.

Och kurwa, świetnie.

- Proszę zostań, jutro razem wylecimy.

- To chyba zły pomysł. Nie sądzisz, że zbyt dużo spędzamy razem czasu? Poza tym muszę wracać do pracy.

Mój mózg przejął stery, więc nawet jeśli czułem się źle z tym, co mówiłem, musiałem przegryźć język i wytrwać. 

- Wiem, że nie mamy najlepszych stosunków, ale mógłbyś chociaż raz nie mówić o tej swojej firmie. Naprawdę mam dość tego, że cenisz pracę ponad wszystko.

- Wiesz, ty też tak powinnaś. Zamiast robić sobie dziecko z Zafirem powinnaś pomyśleć o studiach.

Nabrała powietrze i zacisnęła usta. Nie powinienem był tego mówić, ale cóż... stało się. Chciałem być z nią szczery, dlatego musiałem jej wygarnąć to, co myślę.

- I oto ci chodzi? Moje dziecko ci aż tak przeszkadza?

- W niczym mi nie przeszkadza. - zmarszczyłem brwi i poddałem się. Byłem śpiący, więc nici ze wstawania i lecenia do domu. Cholera jasna. - Po prostu to nieodpowiednie w twoim wieku.

- A w twoim? - jej głos był jakby zaostrzony. - Wolę mieć moją Mię i wszystkie zmartwienia z nią związane i pewność, że nie zostanę sama. 

Prychnąłem.

- Tak jak ty. - dodała po chwili.

Na początku nie zdawałem sobie sprawy z powagi i prawdy jaka płynęła z jej słów. Ale później naprawdę mnie to uraziło. 

- Może ja lubię być samotny? 

- Chyba bardziej wolny, wolisz, kiedy tylko masz swoją książkę na kolanach i laptop, by odpisywać na firmowe e-maile. 

- Tak, lubię to.

- I za kilkanaście lat twoja matka może umrzeć przez problemy z sercem, a ty zostaniesz sam. - wstała. Nie, nie... nie idź. - Wtedy przypomnisz sobie tą sytuację, ty będziesz sam jak palec, a ja z prawie pełnoletnią córką.

- Nie będę sam. Znajdę sobie kogoś.

- Ano tak, zapomniałam o Clarze. To naprawdę doby wybór. 

- Lepszy niż ty.

Otworzyłem oczy i spojrzałem na jej twarz. Mogłem już ruszać normalnie głową, dlatego przekręciłem się, by bardziej ją widzieć. Sam byłem zszokowany delikatnie swoimi słowami, bo to nie tak miało zabrzmieć. Ona najwyraźniej wzięła je do siebie, bo już po chwili ruszyła do drzwi. 

- To nie tak Aria, daj wytłumaczyć.

Pokręciła głową i powiedziała, zanim wyszła :

- Nie, ty masz Clarę, ja mam Zafira i niech tak pozostanie. 

-----------------------

50 komentarzy next 

Ej, moja kumpela chce sprzedać książki z 1 lo, więc ile orientacyjnie miałaby cenić? Jeśli wiecie to dajcie odpowiedź, bo ja je odkupuję xDDDDDD

Hello (sequel Silence) Z.M✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!