Rozdział XII

1.3K 134 78

Zauważyliście już, że moje rozdziały są bardzo... no... nieregularnie? Jest tak, ponieważ jak coś napiszę, to nie umiem tego ,,trzymać" dla siebie. Często publikuję rozdział, który napisałam tego samego dnia. Ciężko mi dawać spoilery, ponieważ sama nie wiem co się wydarzy. Kocham bawić się pisaniem! Nie uważam tego za mój obowiązek i chciałabym, byście myśleli tak samo. Raz napiszę, raz nie, czasem dodam z przerwą kilku dni, czasem sobie poczekacie...

Taka jestem!

I dlatego tak bardzo chcę pisać.

Bo pisanie to zabawa. Zawsze nią będzie.

I jeszcze jedno info. Oglądał ktoś ,,Naruto"? Jeśli tak, to mam nową opowieść pt. ,,Czas to nie iluzja"[Itachi x OC]. Zapraszam :D

Taka #chamskareklama xDD

*Thalia POV* //surprise//

#retrospekcja#

-Thalia, już go mamy!

-Nie chwal dnia przed zachodem słońca Adelaide!

-Oy Thal! Patrz! Zaraz się rozpłynie i...

-Co?!- chór głosów odbił się od drzew.

Przed zbiorowiskiem kilkudziesięciu dziewczyn z łukami w dłoniach, leżał martwy królik przebity strzałą.

-Ale... Ale jak...

Podeszłam do zwierzęcia i uklękłam przy nim, wyszarpując strzałę z jego piersi.

-Nie wiem co tu się dzieje, ale to z pewnością nic dobrego.

No bo jak zamiana ohydnego potwora w słodkiego królika w ułamku sekundy mogła być dobra?

-Thalia... Nie czuję się łowczynią...-odezwała się Adelaide.

-Co?

-Nie zrozum mnie źle! Po prostu... Nie czuję tej mocy, którą dała nam Artemida.

-Przyznam, że ja też.

-I ja.

-Ja również.

Nie było ani jednej osoby, która by zaprzeczyła.

-Thalia... Kilka dni temu Artemida nas opuściła. Nawet nie powiedziała gdzie i na ile jedzie. Myślisz, że ma to coś wspólnego z zaistniałą sytuacją?

-Nie panikujmy. Adelaide, możesz użyć swojej mocy?

-Nie sądzę, by przydała się w tej syt...

-Nie o to chodzi. Wyczaruj cokolwiek: kukurydzę, trawę. Cokolwiek.

-No dobrze- rudowłosa przymknęła oczy i podniosła dłonie.

Nic się nie wydarzyło.

-Nie rozumiem. Powinno zadziałać. Spróbuję jeszcze raz- opuściłam dłonie, które ponownie uniosła.

-Nie. Tyle wystarczy.

-Wiesz już co się tu dzieje?

-Dowiem się. A teraz rozbijmy obóz i chodźmy spać.

~*~

Dziewczyny uporały się ze wszystkim, chodź trwało to dużo dłużej niż zwykle.

Każda, zmęczona dzisiejszymi przeżyciami, prędko zasnęła.

Miałam sen. To dziwne, ponieważ nie męczyły mnie one od zostania Łowczynią.

Byłam w elegancko urządzonym pokoju. Ściany były z drewna, tak samo jak meble. Wszystko lakierowane i pozłacane.

A na środku, jak się z pewnością domyślacie, stała Afrodyta.

-Ty...

-Już, spokojnie. Nie mam zamiaru cię przebierać, aczkolwiek nie zaszkodziłoby-prychnęłam-Mam mało czasu. Około pięciu minut. Więc nie przerywaj.

Kiwnęłam głową.

-No więc, nikt z was nie ma mocy, jak już zauważyłaś. Ale to nie tylko Łowczynie. Wszyscy herosi je stracili. Nie macie mocy, nie macie aury, nie widzicie przez Mgłę.

-Jak to?!

-Miałaś nie przerywać. Wyślij swoje Łowczynie do domów, tam będą najbezpieczniejsze.

-Niektóre z nich żyją tysiące lat! Ten obóz jest ich domem, my jesteśmy ich rodziną.

-Słuchaj, weź dwie spośród nich, resztę odeślij. Poradzą sobie. Jeśli chcesz je ocalić, to posłuchaj.

-Ale...

-Jedź do Egiptu- i rozpłynęła się.

Tak jak mój sen i cała dotychczasowa rzeczywistość.

~*~

-Adelaide, Roxan. Jedziemy do Egiptu.

Cisza. Wszyscy patrzyli na mnie jakbym zamieniła się co najmniej w Artemidę.

-Jak to: do Egiptu? A reszta?

-Przyśniła mi się Królowa Piękności. Tak, straciliśmy wszystkie moce. Straciliśmy, jako herosi. Wszyscy. Nie mamy mocy, ani aury, nie przejrzymy Mgły. Ja i dwie spośród was udajemy się do Afryki. Do Egiptu. Reszta musi sobie poradzić. To sytuacja kryzysowa, ale wierzę w was. Wierzę w nas.

Nikt się nie odzywał, aż w końcu poczułam jak kilkanaście ciał przewraca mnie na ziemię.

-Oczywiście, że sobie poradzimy Thalio- wyszczerzyła się Rebeka zgniatając mi żebra- A teraz odprowadzimy was na lotnisko.

Lotnisko.

Nie.

~*~

-Proszę się uspokoić, samolot jeszcze nie wystartował.

-Przepraszamy panią, koleżanka jest bardzo... Nadpobudliwa- zabiję ją.

Stewardessa odeszła a ja miałam ochotę przyłożyć Adelaide w twarz.

-Nadpobudliwa?-wysyczałam.

-Co innego miałam powiedzieć? Zaczęłaś się wydzierać i krzyczeć, że umierasz, a samolot jeszcze nie wyleciał z pasu startowego!

-Tym razem ci daruje. Ale tylko raz. Znaj łaskę pana.

-Thalia, ty lepiej się prześpij.

-W życiu nie zasnę! Grozi mi śmiertelne niebezpieczeństwo! Jak mam spać!

~*~

-Nie wierzę, że przespałaś cały lot! ,,Nie zasnę! Grozi mi śmiertelne niebezpieczeństwo"!- naśmiewała się Roxan.

-Sza- zgromiłam ją wzrokiem.

-To co? Na zgodę proponuję Happy Meal'a!

-Adelaide, ty to masz zawsze dobre pomysły :)

~*~

-I tak się tu znalazłyśmy.













...Dlaczego?Przeczytaj tę opowieść za DARMO!