137. cz2.

17.8K 1.1K 2.1K
                                                  

Ginny podjęła walkę i z jednym z nich może dałaby sobie radę, ale nie z dwójką. Byli naprawdę nieźli – oboje ruszali się szybko i znali klątwy, których nie wiedziała jak uniknąć. Turlała się po ziemi, skakała, uskakiwała, kucała, ale oni wciąż atakowali i każdy następny atak był bardziej zmyślny. W końcu zaatakowali ją dwoma klątwami od frontu i była pewna, że to wszystko i nie zauważyła trzeciego promienia, który uderzył ją w plecy. Różdżka wyleciała z jej palców i upadła tak daleko, że nie było szansy, by ją odzyskała – zwłaszcza, że na drodze do niej stali Malfoyowie. Narcyza machnęła różdżką w jej kierunku i liny ciasno oplotły się wokół jej ciała i po chwili była lewitowana. Zobaczyła Freda… nie, George’a… nie… mniejsza z tym. Któryś z bliźniaków zobaczył ją i wydał bliżej nieokreślony wrzask, który został podjęty przez wszystkich, którzy byli w zasięgu głosu. Próbował się do niej dostać, ale nie mógł rzucać zaklęć – bał się, że ją skrzywdzi. A ona była przerażona. Co jej strzeliło do głowy, żeby pójść na bitwę?! Wiedziała, że Tom znajdzie sposób na to, by ją dostać. On zawszedostawał to, czego chciał. Mignęła jej przed oczami wystarszona mina Hermiony, która jakoś dziwnie chodziła. Dalej była Luna, która walczyła tak szybko, że widać było jedynie jak jej blond włosy śmigają w różne strony. Co dziwne wyglądało to tak, jakby walczyła ramię w ramię z jakimś Śmierciożercą. Eee… To niemożliwe. Gdy została rzucona na ziemię i spojrzała w górę krew ścięła się w jej żyłach. Wężowa twarz wyrażała rozbawienie. Rozbawienie i radość. To nie wróżyło dobrze.

– Ach… Ginny, jak miło cię widzieć ponownie.

– Nie mogę powiedzieć tego samego. Zmieniłeś się i to zdecydowanie nie na korzyść.

Voldemort roześmiał się i złapał ją za ramię, po czym poderwał do góry.

– Przydasz mi się. Wykorzystam to, a następnie wyrzucę cię jak zwykłego śmiecia.

– Trochę melodramatyczne, nie sądzisz?

Wiedziała, że w ten sposób kopała sobie głębszy grób, ale czy grób na jeden metr, czy na sześć – co za różnica?

– Czy wiesz, moja droga Ginny, dlaczego połączenie takie jak nasze jest niebezpieczne?

– Biorąc pod uwagę fakt oczywisty, czyli przywiązanie do maniaka z kompleksem niższości?

Któryś ze Śmierciożerców wyrwał się do przodu, najprawdopodobniej po to, by ją zabić, ale przeklęty wąż go powstrzymał. Wąż… Trzeba zabić węża. Niestety. Nie miała różdżki. Ale… Uśmiech prawie, prawie pojawił się na jej twarzy, ale nie mogła mu pozwolić myśleć, że coś jest nie tak. W cholewie buta miała ukryty zatruty nóż, który Draco dał jej kiedyś do obrony.

– Nie ma na to antidotum, więc uważaj, żeby samej się tym nie ukłuć. Lekkie draśnięcie i po tobie. Śmierciożercy rzadko kiedy przeszukują ofiary w poszukiwaniu mugolskiej broni. Do tego to nie jest zwykły nóż, bardziej szpikulec. Jeśli wbije się w coś, to dopiero wtedy uwalnia się trucizna. Możesz to nosić gdzie chcesz i nic ci nie grozi.

Teraz tylko należy czekać na odpowiednią chwilę…

***

Severus biegł przed siebie nie zwracając uwagi na to, co się dokoła niego dzieje. Musiał dotrzeć do Pottera. Chłopak sam nie da rady i Dumbledore kazał mu tam być. Kazał. I tu pojawiała się przeklęta Przysięga Wieczysta. To nie była kwestia jego potrzeby – gdyby mógł, to trzymałby się od tego jak najdalej, ale czuł, że musi tam dotrzeć, inaczej stanie się coś bardzo złego. Z jednej strony ciągnęła go Przysięga, a z drugiej żądzą krwi, której od dawna nie czuł.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now