Rozdział XI

1.3K 148 57

Powrót...? Czy ja wiem... Jestem chora. Przeziębienie, ale jak jestem chora, to muszę pisać. I tak wyszło... A tak btw, to mam kilka osób, które są ze mną od początku, czyli od pierwszego rozdziału. Jest ich kilka. I chcę im podziękować i zadedykować ten rozdział:

heroes_of_olympus133

-moja Sonia, która czyta to od zawsze i zawsze mnie wspiera!

Banshee-Die

-mój Ptyś za szkolnej ławki i przyjaciółka ♥

Marzycielka089

-Mara, genialna pisarka, która mimo swojego wyczulenia na błędy, toleruje te moje ;)

merybery13

-świetne pióro, świetny charakter, świetne rady i GENIALNE VANSY!

Vega6969

-od kogo była pierwsza gwiazdka pod prologiem? Z kim był MEGASPAM pod każdym rozdziałem? NO?! Z Sid'em!!! ♥☻

Ten rozdział jest ich ^

*Nico POV*

Jedziemy taksówką pana Whitman na lotnisko.

Tak, dobrze słyszycie. Na Lotnisko!

Czego nie lubię? Samolotów. Czego nie potrafię? Latać. Czego się boję? Zeusa.

Zsumujcie to. Co wam wychodzi?

-Samolot+Niebo+Zeus=Elizjum.

-Twierdzenie Nica?

-Nie. Twierdzenie Hadesa- wszyscy przełknęli ślinę.

Wiem, że na 99% coś stanie się podczas lotu. Ale zdecydowaliśmy, że jeśli istnieje choćby 1% na przeżycie tej podróży, to warto.

Stanęliśmy. Rozpiąłem pasy i spojrzałem na startujące samoloty.

-Nico! Puśćże ten fotel!

-Nigdy! Nawet Happy Meal'em mnie nie przekupicie!

Travis próbował odczepić moje dłonie od tapicerki, a w oczach męża Mily widziałem strach przed szkodami jakie mogę wyczynić.

-Kurczaki! Cola! Czekolada! Ciastka! Ciastka z czekoladą!- krzyczała Katie, próbując na mnie wpłynąć.

-Bianca!- wydarł się Sam.

Podziałało. Aż za bardzo.

-Nigdy, przenigdy, nie waż się wymawiać jej imienia...- wyszeptałem mu prosto w twarz. Zadrżał.

-No już chłopcy. Musimy iść bo przepadną nam bilety- rozdzieliła nas ze sztucznym uśmiechem Katie.

~*~

Siedzę w samolocie. He he. He he. HE HE. Kropki nienawiści.

-Może wody...

-Nie!

-Uspokój się Nico! Dziękujemy proszę Pani- uśmiechnęła się moja towarzyszka do zdziwionej stewardessy- Nie możesz tak na wszystkich warczeć, bo nas wywalą.

-Nie warczę na wszystkich!

-Tak...?

-Tak!

-A ochroniarz? Mężczyzna w toalecie? Pani z walizką? Pies pani z walizką...

-Dobra, koniec- przejechałem dłonią po twarzy.

...Dlaczego?Przeczytaj tę opowieść za DARMO!