-Ósmy

4K 422 74

- Może sushi?

Znowu ryby...

Oprzytomniałem w końcu biorąc się w garść. Zafir patrzył na mnie z wyczekiwaniem chwytając za swoją marynarkę. Ariabella już od kilku minut stała u jego boku, a wszystko przez moją ślamazarność. Ale, co ja mogłem zrobić, jak to było silniejsze?

- Um... sam nie wiem. Może pójdziecie sami, ja muszę jeszcze...

- Zayn, nie wykręcaj mi się tu teraz. Raz dwa ubieraj się i wychodzimy. 

Westchnąłem pragnąc w duchu, by ten dzień się jak najszybciej skończył. Co prawda nadal byłem w  szoku widokiem Arii i tęsknota jaka zalała moje ciało była ogromna, ale było też coś takiego, co nie pozwalało mi się do niej zbliżyć. 

Nie patrzyła na mnie już tak jak wcześniej, jej słowa były przemyślane i ostrożne. Jakby ktoś ją podmienił. 

Wypuściłem ich jako pierwszych z mojego biura, ukazując trochę kultury i każąc asystentce zamknąć moje drzwi ruszyłem za nimi do wind. Sam nie wiedziałem, co czuć, kiedy jak kołek stałem przed nimi, bo rozwalili się na tyle windy. Mówili, coś do siebie cicho i przez to, że po bokach były lustra widziałem, gdzie Zafir trzyma rękę. 

Wziąłem się w garść dopiero, gdy drzwi się rozsunęły, wyszedłem jako pierwszy biorąc głęboki oddech.

- Więc, jedziemy twoim autem, czy jak?

- Nie. - spojrzałem przelotnie na Zafira. - Naprzeciw jest dość dobra knajpa włoska.

- Mieliśmy iść na sushi. 

- Nie przepadam zbytnio za nim. 

- Ja też nie. - Aria zwróciła na siebie uwagę, opatulając się swetrem. Przełknąłem ślinę natychmiast odrywając od niej wzrok, nie mogłem zburzyć wszystkiego, co zbudowałem przez te dwa lata. Miałem być niezależny, wcale nie tęsknić i nie reagować jakoś szczególnie na jej widok. Wyszło na to, że, gdy nawet kichała, ja dostawałem paraliż jelita cienkiego. 

- Więc prowadź bracie.

I prowadziłem, chociaż nie byłem do chuja jego bratem. 

Weszliśmy do lokalu nie zwracając jakoś szczególnie uwagi ludzi będących w środku. Zajęliśmy miejsce w rogu, przy oknie. Zdjąłem marynarkę odmawiając na razie kelnera.

- Więc Zayn, ty jesteś tutejszy. Co polecasz? - Zafir lustrował menu, podczas gdy Ariabella męczyła się ze swetrem. Próbowałem na nią nie patrzeć z myślą, że ten dupek zauważy to i jej pomoże jednak tak się nie stało. 

- Pociąg. - złapałem za rękaw swetra, a ta szybko się z niego wyswobodziła. Był rozpinany, ale na tyle przylegał, że był trudny do zdjęcia. 

- Dziękuję.

Kiedyś mówiła dzięki. 

Nie było mnie stać na uśmiech, jakim mnie obdarzyła. Po prostu z sercem w gardle otworzyłem menu i przeleciałem wzrokiem po wszystkich pozycjach. 

- Myślę, że panzerotti z mozzarellą, pomidorami i salami będzie odpowiednie. To moje ulubione jedzenie.

- Więc jedzmy, umieram z głodu. - przywołał palcem kelnera. Złożyliśmy zamówienie, a ten mrucząc pod nosem, że za kilka minut będzie gotowe odszedł. Aria postanowiła skorzystać jeszcze z łazienki zanim przyniosą panzerotti. 

- I co? - uśmiechnął się w moją stronę, kiedy przytuliłem usta do szklanki. - Jak wrażenia?

- Zależy o czym mówisz.

- Nie zgrywaj się, o kogo mi może chodzić, jak nie o Ariabellę?

Odłożyłem naczynie opierając się o krzesło.

- Zmieniła się. Cóż, myślę, że wydoroślała. 

- Tak, Aria stała się prawdziwą kobietą, nie sądzisz?

Sądzę. 

- Nadal patrzysz na nią w ten grzeszny sposób?

Wzburzyło się we mnie i gdyby nie kobieta zbliżająca się z naszymi daniami zapewne wyciągnąłbym go na zewnątrz i wytargał za jebany krawat. 

- Wyjaśniliśmy coś sobie, tak? - nachyliłem się nad stołem. Uśmiechnął się szeroko.

- No fakt, uzgodniliśmy, ale wiesz, obsesja nie przechodzi z dnia na dzień.

- Nie mam na jej punkcie obsesji. 

- Państwa dania. - kelnerka postawiła na wolnych miejscach talerze, a po skinięciu głową zniknęła. 

Dość szybko.

Zafir odchrząknął. Chwycił serwetkę i ułożył ją sobie na kolanach. 
Pojeb.

- Cóż, ona na twoim też nie ma. Wyleczyłem ją z depresji po twoim odrzuceniu. - przełknął pierwszy kęs jedzenia. - Um, naprawdę dobre. Jednak Zayn znasz się na rozkoszy.

Ja nie potrafiłem jeść, nie z gulą  w moim gardle. 

- Jak? - moja twarz była kamienna i on to widział. Nie mogłem ukazać choć trochę, że mi zależy w inny sposób niż powinno. 

- Naprawdę chcesz wiedzieć?

Kąciki moich ust opadły, nie żeby wcześniej były uniesione, ale opadły jeszcze niżej niż to możliwe. On nie mógł... cholera, przecież miałem tą świadomość. Minęło dwa jebane lata.

Aria nadeszła, więc musiałem chwycić sztućce i zacząć jeść. Byleby wlepić wzrok w jedzenie, a nie nią.

*

- Myślę, że możesz tu chwilę zostać, ja tylko załatwię jedną sprawę. Nie ma mnie góra dziesięć minut.

Nie podobał mi się ten pomysł. Nie mogłem przecież zostać z Ariabellą w  moim biurze.

- Sama nie wiem. - zmieszała się, odruchowo patrząc na mnie. Och, kochana, ja czułem to samo. Jeśli ja reagowałem tak na nią, to ona chyba też miała jakieś nieplanowane zaburzenia wewnątrz siebie. Bo nie wiem kurwa, dlaczego u mnie wszystko w środku skakało. - Mogłabym pójść z tobą.

- Nie chcę cię targać, jesteś już zmęczona, a Zayn nie gryzie. 

Gryzę.

- Po prostu pogadacie, nadrobicie te dwa lata w dziesięć minut, a później jedziemy do Trishy. Okej Malik? - uniósł brwi.

Zaschło mi w ustach.

- Nie ma problemu.

Kiedy tylko Zafir wyszedł, jej telefon zadzwonił. Dziękowałem za to Bogu, bo sam nie miałem pojęcia jak rozładować tą napiętą atmosferę. Po prostu wypuściłem ze świstem powietrze siadając za biurkiem, kiedy ona stanęła przed oknem z telefonem przy uchu.

Mój wzrok mimowolnie ją mierzył. Nie powinienem pytać, bo to gówno mnie obchodzi, ale dlaczego przybrała tak na wadzę? Nie żeby mi to przeszkadzało, czy odbierało jej urok... po prostu to było dla mnie dziwne. Aria zawsze była wysportowana, czasami liczyłem jej żebra lub kręgi kręgosłupa. 

- Tak, za niedługo będziemy... nie, możesz jej dać... myślę, że po tym będzie spała, jednak najpierw pomasuj jej brzuszek, może mieć kolkę... tak... dzięki, widzimy się za niedługo.

I odwróciła się, patrząc mi w oczy z takimi dziwnymi emocjami. 

------------

55 komentarzy next xx

Zmieniłam okładkę, może być? :3

------------

Hello (sequel Silence) Z.M✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!