Rozdział 8

2.9K 179 10

Amelia:

Jak on śmie się pytać co się stało. Nie powinno go to już interesować. Nie wiem dlaczego, ale bałam się reakcji chłopaka siedzącego pod oknem. Wydawał się taki zamyślony i... zraniony? Jednak musiałam odpowiedzieć Dawidowi, żebym nie wyszła na jakąś niemiłą osobę.

- Nie wiem po co tu przyszedłeś, ale proszę Cię wyjdź stąd. Nie chcę Cię widzieć, ani słyszeć twojego głosu.

- Ami proszę. Strasznie Cię przepraszam za to co się stało. Wybacz mi nadal Cię kocham.- powiedział Dawid

- Kochasz- prychnęłam sarkastycznie- gdybyś mnie naprawdę kochał to byś mnie nie zdradził z tym kurwiszonem zwanym potocznie człowiekiem.

- Amelio proszę dajmy sobie drugą szansę.

- Nie. Mam kogoś.

- Niby kogo?

- Mnie. - gwałtownie odwróciłam głowę w stronę tajemniczego chłopaka. Trochę się przestraszyłam. Jakby nie patrzeć nie pamiętam ani jego ani jego imienia. Brunet jakby czytając mi w myślach wyciągną rękę w stronę Dawida i powiedział:

- Nazywam się Kuba i od jakiegoś czasu również jestem chłopakiem Mel.

Dawid po usłyszeniu tej nowiny spiął się i gwałtownie wyszedł z sali.

- Dziękuję- szepnęłam.

- Nie ma za co, aniołku.

- Dlaczego tu jesteś?

- Bo z niewidomych powodów zależy mi na tobie.- skończywszy mówić, odwrócił się napięcie i wyszedł tak jakby nic się nie stało. Również Kamil musiał się zbierać do

wyjścia gdyż godziny odwiedzin powili się kończyły. Po dwudziestu minutach od wyjścia Kamila przyszedł doktor Dalikowski tylko po to aby powiadomić mnie, że jeszcze dwa dni mam zostać na obserwacji. Nie widziałam w tym sensu, ale gdzież ja będę się kłócić z lekarzem? Miałam problem z zaśnięciem przez co strasznie się nudziłam.

Na dodatek na sali leżałam sama. Z dwugodzinnej rutyny wyrwał mnie dźwięk przychodzącego połączenia telefonicznego. Sięgnęłam po niego i dopiero teraz sobie

przypomniałam, że rodzice mieli wrócić z delegacji! No to mam przesrane...

- Halo?

- Cześć skarbie, za ile będziesz?

- Cześ mamuś... Noo bo ja będę za dwa dni.

- Dlaczego!

- No jestem w szpitalu...

- Matko kochana! Córuś co się stało? W którym szpitalu?

- Jestem w szpitalu Św. Rafała.

- Zaraz z ojcem będziemy!

Nie zdążyłam niczego odpowiedzieć gdyż mama się już rozłączyła. Coś czyje, że zapowiada się cudowny wieczór. 

Kuba:

Po tym jak wyszedłem z jej sali nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Wyszedłem przed szpital i usiadłem na ławce opierając łokcie na kolanach, a dłońmi podpierałem głowę. Byłem zmieszany. Ona nie wie kim jestem i nie wie, że to przeze mnie się tutaj znalazła. Nie mogę tak jej trzymać w niewiedzy. Muszę być z nią szczery, jeżeli chcę aby była ze mną. Niestety bałem się również, że jak powiem jej całą prawdę wścieknie się na mnie tak, że już nigdy nie będę miał możliwości nawet na to żeby tylko na nią popatrzeć.  W mojej głowie sprzeczały się dwa głosy i oba miały rację. Nie wiem jak długo tu siedziałem. Nawet nie zauważyłem Kamila, który się dosiadł. Nie bardzo rozumiałem dlaczego jest w stosunku do mnie taki miły. 

- Dlaczego nie masz do mnie pretensji? -zapytałem.

- Dlaczego miałbym?

- Bo to przeze mnie ona tutaj leży.

- Jakby nie patrzeć, leży tutaj przez tego kierowce co ją potrącił, a z tego co wiem to ty nim nie byłeś.

- Jednak gdyby nie ja w ogóle by nie wybiegła z imprezy.

- Pytasz się dlaczego? Dobrze odpowiem Ci. Odkąd Mel Cię poznała zmieniła się. Jest bardziej zawzięta, pyskata i buntownicza. Jednak również zaczęła się częściej uśmiechać. Widzę to jak ona czasami na Ciebie zerka. Pewnie sama sobie jeszcze tego nie uświadomiła, ale widać, ze się jej podobasz. Również wiem, że ona nie jest Ci obojętna bo jakby tak był ty byś tutaj nie siedział. Także powiem to tylko raz. Nie schrzań tego, ale jak to zrobisz obetnę Ci jaja i nimi nakarmię. Nie pozwolę nikomu krzywdzić Mel. Może nie jest moją rodziną z krwi, ale lata przyjaźni z nią sprawiły, że jest mi bliższa niż ktokolwiek z członków rodziny. Także uważaj.

Przez cały ten czas patrzyłem się na niego oniemiały. Fakt zacząłem się go trochę bać, ale w ten sposób zrozumiałem, że nie mówiąc Mel całej prawdy zraniłbym ją jeszcze bardziej. Momentalnie zerwałem się z miejsca i ruszyłem żwawym krokiem do pomieszczenia, w którym zostawiłem Mel. 

Gdy doszedłem do sali przez szybę zobaczyłem jakąś parę. Nigdy ich nie widziałem, dlatego postanowiłem jak najszybciej tam wejść aby nie skrzywdzili mojego aniołka.

- Kim państwo są?- zapytałem zaraz po wpadnięciu do sali.

- Spokojnie to moi rodzice- odpowiedziała Mel. Gdy dotarła do mnie odpowiedź poczułem jak moje policzki się lekko zagrzały.

- Przepraszam- bąknąłem pod nosem.- Ja może już pójdę. 

- Nie zaczekaj!- zawołała  kobieta, która jak się okazało była mamą Amelii. Odwróciłem się tak aby móc spojrzeć na kobietę.
- Dziękuję, że zaopiekowałeś się naszą córką. Gdyby coś jej się stało nie wybaczyli byśmy sobie.
- Nie ma za co. Dla niej zrobię wszystko. -odrzekłem i wyszedłem z sali.

Amelia:
- Kochanie kto to był - zapytałam moja mama zaraz po wyjściu Kuby.
- Mamo to jest kolega Kamila. Nikt więcej. - ta sama nie wierzyłam w to co powiedziałam. Miałam dziwne wrażenie,  że jest coś co mnie do niego ciągnie.
- Kochanie mu będziemy już iść.
- Dobrze ja i tak jestem śpiąca.
No i wyszli. Odpływałam powoli do krainy Morfeusza gdy usłyszałam dźwięk SMS'a. Odblokowałam telefon i zobaczyłam nieznany numer.
Od Tajemniczy dupek : Śpij dobrze. Mam nadzieje, że już się lepiej czujesz.
Do Tajemniczy dupek : po co do mnie znowu piszesz? Masz aż tak bardzo nudne życie?
Od Tajemniczy dupek : odwiedzę Cię jutro to się dowiesz. Spokojnie znasz mnie ;)
Trochę się przestraszyłam, ale skoro ma mnie odwiedzić to się dowiem. Z taką myślą odpłynęłam do bezpiecznej krainy gdzie jestem panią wszystkich sytuacji.

********
Hej hej jak myślicie kim jest tajemniczy dupek?

Znajomość z przypadku Where stories live. Discover now